Archive for May, 2000

Smutne pożegnanie

Monday, May 29th, 2000

1:0 – Piskuła (15 min., karny), 1:1 – Milar (51 min.), 2:1 – Sobociński (67 min.)
Amica: Michniewicz – Wódkiewicz, Pęczak, Bajor – Biliński, Lewandowski, Sokołowski (od 80 min. Andruszak), Piskuła, Zieńczuk (od 46 min. Dawidowski) – Kalu (od 46 min. Król), Sobociński.
ŁKS: Sławuta – Łabędzki, Magdoń, Batata, Krysiński – Jakubowski, Dombraye (od 69 min. Hamlet), Wyciszkiewicz, Grzelak – Saganowski (od 69 min. Osiński), Madej (od 46 min. Milar).
Sędziował Marek Mikołajewski (Ciechanów). Widzów około 1 tys.
Żółte kartki: Wódkiewicz (Amica), Magdoń, Wyciszkiewicz (ŁKS).
W ostatnim meczu sezonu piłkarskiej ekstraklasy zawodnicy ŁKS Ptak przegrali we Wronkach z tamtejszą Amicą 1:2. Dla łodzian spotkanie to było podwójnym pożegnaniem – zarówno z sezonem, jak i z I ligą – bo jak wiadomo, podopieczni trenera Bogusława Pietrzaka w przyszłym sezonie wystartują już w II lidze. Mecz nie stał na najwyższym poziomie. Gospodarze, mimo że grali bez czterech podstawowych piłkarzy (Stróżyńskiego, Jackiewicza, Kukiełki i Kryszałowicza), niemal przez cały mecz mieli przewagę.
Ełkaesiacy wyszli na boisko bez większej wiary w sukces i, niestety, chyba bez chęci do gry. Poruszali się po boisku dość ospale, a w ich poczynaniach trudno było dostrzec jakąkolwiek koncepcję gry. Dotyczy to szczególnie pierwszej połowy, w której łodzianie stworzyli zaledwie trzy sytuacje, które mogłyby zagrozić bramce rywali.
Po przerwie grali trochę lepiej, ale trzeba też podkreślić, że i piłkarze z Wronek nieco sobie ,odpuścili”, bowiem strzelili szybko drugą bramkę i później bronili już wyniku. Podopieczni trenera Pietrzaka próbowali atakować, ale niestety ich strzały były albo niecelne, albo zbyt słabe, by sprawić kłopot bramkarzowi rywali.
Początek meczu przebiegał w dość wakacyjnej atmosferze. Oba zespoły praktycznie nie stworzyły jakiejkolwiek sytuacji podbramkowej, a przy właściwie pierwszym poważnym ataku Amiki, Zbigniew Wyciszkiewicz zupełnie bez sensu sfaulował w polu karnym Bilińskiego i sędzia bez namysłu podyktował rzut karny. Jedenastkę na bramkę zamienił Piskuła, który płaskim strzałem w prawy róg pokonał Michała Sławutę. Zdobyty gol uskrzydlił bardzo gospodarzy, którzy z biegiem czasu wypracowywali sobie coraz większą przewagę i atakowali z większym animuszem. W 21 minucie czarnoskóry napastnik Amiki Kalu uderzył obok słupka, a trzy minuty później strzał Piskuły z około 16 metrów złapał Sławuta.
W 27 minucie łodzianie wykorzystali zagapienie obrońców Amiki i mogli zdobyć gola. Po wymianie podań między Rafałem Grzelakiem i Markiem Saganowskim, ten ostatni uderzył dość mocno, ale niestety obok słupka. Piłkarze z Wronek odpowiedzieli natychmiast szybką kontrą. Zieńczuk podał do Kalu, ten natychmiast zagrał do Sobocińskiego, którego mocne uderzenie złapał Sławuta. Trzeba podkreślić, że bramkarz ŁKS był najlepszym zawodnikiem łódzkiej drużyny w tym spotkaniu.
W 31 minucie ŁKS powinien wyrównać. Grzelak idealnie podał do Jakubowskiego, ten odegrał na wolne pole do stojącego około 5 metrów od bramki Saganowskiego, który źle przyjął piłkę i uderzył obok bramki. Cztery minuty później bardzo dobrego podania Saganowskiego nie wykorzystał z kolei Dombrayw, który minął się z piłką i zamiast bramki mieliśmy uderzenie gdzieś obok słupka. Jeszcze w 41 minucie Amica mogła zdobyć drugiego gola. Sobociński popisał się efektownym uderzeniem z półwoleja, a ełkaesiaków od straty bramki uratowała tym razem poprzeczka.
Po przerwie piłkarze z Wronek zaatakowali z animuszem, ale pierwsi gola zdobyli ełkaesiacy. Na silny strzał z około 18 metrów zdecydował się Brazylijczyk Batata, piłka odbiła się od pleców Pawła Pęczaka, wyszła w pole, doszedł do niej Milar i płaskim strzałem po ziemi umieścił piłkę w siatce. Była to druga bramka zdobyta w rundzie wiosennej przez Urugwajczyka, który miał być zbawieniem dla ŁKS. Trzeba przyznać, że jest to bardzo skromny dorobek tego piłkarza. A w 67 minucie było już 2:1 dla piłkarzy z Wronek. Tym razem strzelcem bramki był Sobociński.

Autor artykułu: Monika Pawlak

Przypomniane nogami

Monday, May 29th, 2000

Grono weteranów ruchu studenckiego upamiętniło płaskorzeźbą swój ulubiony klub: legendarne ,Siódemki”.
Na ścianie byłego klubu ,77″, w pasażu Rubinsteina odsłonięto pamiątkową płaskorzeźbę. Autorem tego nieco frywolnego dzieła, w którym dwie siódemki przemieniają się w kobiece nogi, jest prof. Jan Grodek, profesor łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych.
- Zdecydowaliśmy się sięgnąć po artystę ,z pierwszej półki” – mówi z dumą Marek Gumel, dyrektor Akademickiego Ośrodka Kultury.
Najpopularniejszy klub studentów Łodzi mieścił się przez kilkadziesiąt lat w dawnym pałacu Goldfedera przy ul. Piotrkowskiej 77. Teoretycznie był przeznaczony wyłącznie dla studentów, ale w praktyce spotykała się tu cała łódzka (i nie tylko łódzka) bohema. Bywali tu filmowcy, kręcący w Łodzi swoje dzieła i jazzmani na trasach koncertowych. Swe zabawy w ,Siódemkach” wielokrotnie wspominali Tomasz Stańko i Bogusław Kobiela.
Prawdą jest również, że o popularności klubu decydowały nie tylko odbywające się w nim imprezy oraz odwiedzające go artystyczne towarzystwo. - Dla mnie najważniejsze było to, że w czasach reglamentacji alkoholu często było tu piwo – powiedział ,Dziennikowi” siwowłosy miłośnik ,Siódemek”, obecny na uroczystości odsłonięcia tablicy.
W latach 90. pałac Goldfedera zmienił swój charakter. W gmachu otwarto prywatne puby. Nie powiodła się próba przywrócenia temu miejscu charakteru artystycznego, podjęta przez nieżyjącego już dziennikarza ,Dziennika”, red. Tomasza Gadułę-Zawratyńskiego.
Inicjatywa przypomnienia łodzianom o dawnych ,Siódemkach” zrodziła się w gronie komisji historycznej Zrzeszenia Studentów Polskich, której dziekanem jest Andrzej Mikołajczyk, obecnie – szef wydawnictwa TV SAT, niegdyś przewodniczący Rady Okręgowej zrzeszenia.

Autor artykułu: Paweł Spodenkiewicz

Pożar na okręcie

Monday, May 29th, 2000

Dramatycznym akcentem zakończyły się juwenalia Politechniki Łódzkiej. W nocy z soboty na niedzielę, około godziny 2.30, nieznani sprawcy podpalili dekoracje na IV Domu Studenckim. W wyniku pożaru poparzeniu uległ 24-letni fiński student. Płomienie zniszczyły kilka okien, popękały szyby.
Akademiki przy al. Politechniki przemieniły się na czas juwenaliów w okręty pirackie. Tak było też w 10-piętrowym IV DS, gdzie zawieszono wielometrowy żagiel z czarną flagą i imitację brygantyny wśród fal. Niżej umieszczono transparent: ,Piracka Czwórka swój dziób modernizuje i do ostrego starcia się szykuje”.
- Już spałem, gdy obudziło mnie jaskrawe światło. Płonął żagiel zwieszający się przy moim oknie. Próbowałem odciąć nożem linkę, którą był przytroczony. Wtedy spadł mi na rękę płonący materiał i poparzyłem się, na szczęście niegroźnie – mówi Fin Toomas Raappan, studiujący telekomunikację w Politechnice Łódzkiej.
Zdaniem mieszkańców akademika pożar został wywołany przez osoby z zewnątrz. – Na juwenaliach było sporo ludzi z miasta. Przypuszczam, że to zrobił ktoś z nich – mówi Mariusz Baliński, mieszkaniec IV DS.

Autor artykułu: Paweł Spodenkiewicz

Prohibicja na Piotrkowskiej?

Wednesday, May 24th, 2000

Radni komisji ładu społeczno-prawnego rozpoczęli wczoraj prace nad projektem uchwały, która ma wprowadzić zakaz spożywania napojów alkoholowych pod gołym niebem.
Pić nie będzie można na ul. Piotrkowskiej od al. Mickiewicza do placu Wolności (włącznie ze wszystkimi podwórkami na tym odcinku), na placu Wolności, a także w pasażach Schillera, Rubinsteina i Józewskiego.
- Nie po to odnawialiśmy Piotrkowską, żeby teraz odstraszała mieszkańców – mówił Maciej Lenart, przewodniczący komisji. – Przyznaję, że wcześniej byłem przeciwnikiem podobnych zakazów, ale po kilku wieczornych spacerach Pietryną, nie mam już żadnych wątpliwości, że uchwałę trzeba przyjąć.
Wieczorem Piotrkowska, a szczególnie jej trzy pasaże stają się miejscem alkoholowych spotkań nastolatków. Straż Miejska w weekendy odbiera średnio po 40 interwencji od mieszkańców skarżących się na hałas w tych właśnie miejscach. W minioną sobotę i niedzielę z samych tylko pasaży dziesięć osób odwieziono do izby wytrzeźwień, po innych dziesięć wezwano rodziców.
- Jestem zwolennikiem tej uchwały. Dziś, kiedy młodzież pije pod naszymi oknami, mamy związane ręce. Cóż, przepisy zabraniają jedynie sprzedawania alkoholu, zaś o piciu nie wspominają – twierdzi Sławomir Seliga, komendant Straży Miejskiej w Łodzi.
Łódzcy radni już trzy razy przyjmowali uchwały zakazujące picia alkoholu na terenie miasta. Wszystkie jednak miały wady prawne i albo były uchylane, albo niemożliwe do stosowania.
Maciej Lenart zapewnił, że tym razem uchwała będzie przygotowana wzorcowo.

Autor artykułu: Katarzyna Pastuszko

Politechnika jubilatka

Wednesday, May 24th, 2000

Uczelnia została powołana dekretem Krajowej Rady Narodowej, 24 maja 1945 roku. Na początku ustanowiono trzy wydziały: Mechaniczny, Elektryczny i Chemiczny oraz Oddział Włókienniczy przy Wydziale Mechanicznym. Twórcą i pierwszym rektorem PŁ był prof. Bohdan Stefanowski.
Dziś Politechnika Łódzka ma 12 wydziałów, w tym dwa w filii w Bielsku-Białej, a także punkt zamiejscowy w Sieradzu. W uczelni jest też Centrum Kształcenia Międzynarodowego z językami wykładowymi – angielskim i francuskim. Studiuje tam 400 słuchaczy. Łączna liczba studentów PŁ wynosi 20400, choć jeszcze pięć lat temu studiowało tu 13600 osób.
Uczelnia zatrudnia 3600 pracowników, w tym 1800 nauczycieli akademickich. Jest wśród nich 280 profesorów. W ciągu 55 lat swego istnienia Politechnika Łódzka wydała 52000 dyplomów ukończenia studiów.
Politechnika współdziała z wieloma uczelniami zagranicznymi. Ma podpisanych 50 umów o współpracy. Najwierniejszym zagranicznym przyjacielem PŁ jest Uniwersytet Strathclyde w Glasgow, z którym współpraca trwa już 35 lat.

Autor artykułu: Paweł Patora

Kablówka w szpitalu

Wednesday, May 24th, 2000

Już niebawem pobyt w kutnowskim szpitalu będzie umilać pacjentom wewnętrzna telewizja kablowa. Instalacja jest w fazie próbnego rozruchu, a do użytku oddana zostanie pod koniec maja.
Z propozycją zainstalowania sieci kablowej w budynku zwróciła się do dyrekcji szpitala firma z Opola, która zagwarantowała montaż instalacji i dostarczenie niezbędnego sprzętu na własny koszt. Firma zamontowała na najwyższym piętrze szpitala aparaturę wzmacniającą, na dachu zaś dwie anteny: stacjonarną i satelitarną.
Opolanie liczą na to, że inwestycja zwróci się im z… kieszeni pacjentów, którzy za oglądanie szpitalnej kablówki będą musieli zapłacić. W salach zamontowane zostaną aparaty wrzutowe, które zainkasują 2 zł za oglądanie programu przez 2 godziny, a 4 zł za 6 godzin. Gdyby telewizor przeszkadzał sąsiadowi z łóżka obok, można będzie założyć na uszy słuchawki, które ma do dyspozycji każdy pacjent w pokoju.
Dorośli chorzy dostaną do wyboru sześć programów odbieranych drogą naziemną oraz kilka satelitarnych, a Oddział Dziecięcy będzie miał któryś z programów dla dzieci. W pierwszym etapie zainstalowanych zostanie 80 odbiorników telewizyjnych w wytypowanych salach. Bez dostępu do kablówki pozostanie Oddział Ginekologiczny z powodu zbliżającego się remontu oraz Oddział Położniczy, którego pacjentek nie interesuje oglądanie telewizji.

Autor artykułu: Renata Sas

Szpitale mają gorączkę

Thursday, May 18th, 2000

Większość szpitali w województwie łódzkim nie ma klimatyzacji. Prawie 70 procent szpitalnych okien jest w takim stanie, że lepiej ich w ogóle nie otwierać. Nie ma więc mowy o montowaniu żaluzji czy rolet. W takich warunkach chorzy z trudem znoszą upały, podobnie jak lekarze. Najtrudniej jest chirurgom i anestezjologom, którzy spędzają przy stołach operacyjnych po kilkanaście godzin dziennie.
- Wysokie temperatury najbardziej odczuwalne są w szpitalach nowych, budowanych z betonowych płyt, które latem szybko pochłaniają ciepło i rozgrzewają się jak patelnie – powiedział nam prof. Janusz Wasiak, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantologii AM w szpitalu im. Barlickiego Łodzi. – Na szczęście nasz szpital powstał przed wojną, więc chociaż nie ma klimatyzacji, solidna, ceglana konstrukcja budynku zatrzymuje gorące powietrze, które wolniej przenika do środka. Nie bez znaczenia jest wysokość pomieszczeń, w których chorzy leżą i są poddawani zabiegom operacyjnym. W ,Barlickim” sale mają ponad 3,5 metra wysokości, gorące powietrze gromadzi się w górnej części, dzięki czemu można swobodniej oddychać.
Znacznie gorzej znoszą upały pacjenci hospitalizowani w Wojewódzkim Szpitalu im. Pirogowa w Łodzi. Szczęśliwie dla chirurgii, blok operacyjny jest tutaj usytuowany w północnej części szpitala. – Za dwa tygodnie na oddziale intensywnej terapii będzie klimatyzacja, ponieważ właśnie kończymy remont – twierdzi doktor Roman Bocian, dyrektor ,Pirogowa”. – Co do reszty sal, musi być jak jest, ponieważ nie ma pieniędzy na całkowitą modernizację.
Trudne chwile przeżywają także pacjenci i lekarze I Szpitala Miejskiego im. Sonnenberga w Łodzi. Szczególnie w oddziałach zabiegowych, gdzie leżą najciężej chorzy.
- Najbardziej dał nam się we znaki dzień, kiedy temperatura na sali operacyjnej przekroczyła trzydzieści stopni – powiedział nam doktor Krzysztof Gensler, chirurg ortopeda z tego oddziału. – W tak trudnych warunkach dokonywaliśmy wymiany panewki stawu biodrowego, a jest to trudny i długi zabieg. Uczestniczyło w nim trzech chirurgów, anestezjolog, dwie pielęgniarki i salowa. W upalny dzień pracowaliśmy jak w ukropie.

Autor artykułu: Lucyna Krysiak

Piwo po europejsku

Wednesday, May 17th, 2000

Po raz pierwszy 19 maja w Łodzi odbędzie się spotkanie Europejskiej Unii Konsumentów Piwa. Na zaproszenie kapituły ,Bractwa Piwnego”, czyli towarzystwa promocji kultury piwa przyjadą delegaci z Wielkiej Brytanii, Finlandii, Norwegii, Belgii, Holandii, Luksemburga, Szwecji oraz wielu wielbicieli tego trunku z innych krajów świata.
- Już od trzech lat jesteśmy sympatykami EBCU, zrzeszającego 80 tysięcy zwolenników piwa w Europie, ale formalnie dopiero 20 maja będziemy wpisani w poczet tej organizacji – powiedział Zbigniew Olobry, prezes ,Bractwa Piwnego” w Łodzi. – W całej Polsce jest nas 150, obok Łodzi działamy w Krakowie, Poznaniu i Szczecinie, a naszym celem jest podtrzymanie tradycji i kultury picia piwa, tworzenie tzw. karczm piwnych, gdzie dobra muzyka biesiadna i różne gatunki chmielowego trunku umilą spędzanie popołudnia w gronie znajomych.
Terry Lock z Glasgow, prezydent EBCU spotka się 19 maja z władzami Łodzi i przedstawicielami browarów. W sobotę 20 maja na XXI spotkaniu EBCU w Łodzi ,Bractwo Piwne” dostanie dyplom przynależności do europejskiej rodziny piwoszy. Goście odwiedzą łódzkie puby. Czeka ich degustacja ponoć najlepszego w Polsce piwa Porter, produkowanego przez łódzki browar i kilku rodzajów piw tzw. dolnej fermentacji pilsów, królujących na polskim rynku.
- Prezydent EBCU zasiada w Parlamencie Europejskim w Strasburgu, ma głos doradczy w sprawach dotyczących ustaw regulujących dostępność piwa na rynku – mówi Zbigniew Olobry. – Dołączając do nich mamy szansę lepiej zorganizować lobby rodzimych piwoszy. Korzystając z europejskich doświadczeń popełnimy mniej błędów. A poza tym lada moment znajdziemy się w Unii i przepisy dotyczące produkcji i dystrybucji piwa będą ujednolicone.
W pubie ,Peron 6″ przy ul. Piotrkowskiej w każdy czwartek smakosze dyskutują o rodzajach piw sprzedawanych w Polsce i na świecie, sposobach fermentacji, zawartości procentowej alkoholu itp.
- Piwo zaczyna wypierać z polskiego rynku wódkę – powiedział Zbigniew Olobry. – 62 procent dorosłych Polaków pije piwo, coraz więcej interesuje się tradycjami picia, traktowanymi przez koneserów jak rytuał.
Złocisty płyn pija się w kuflu lub w dużej, zwężonej u góry szklance, w której mieści się jednorazowo cała zawartość butelki. Po wlaniu, piana powinna utrzymywać się co najmniej 3 minuty, żeby tlen z powietrza nie miał bezpośredniego dostępu do piwa. Dzięki temu zachowa ono dłużej swój aromat i musowanie. Idealną temperaturą do konsumpcji jest od 4 do 6 stopni Celsjusza. Według członków ,Bractwa Piwnego” największą popularnością cieszą się imprezy wyjazdowe i przyjmowanie nowych członków do bractwa. ,Otrzęsinom piwnym” towarzyszy dobry trunek i salwy śmiechu.

Autor artykułu: Jolanta Bilińska

Pić się chce!

Wednesday, May 17th, 2000

28 st. C wskazywał wczoraj po południu termometr na Lublinku. Najgorętszym miejscem w Łodzi była odlewnia zakładów ,Wifama-Prexer”. Temperatura przy piecach wynosiła 40 stopni!
- Nasi odlewnicy przyzwyczaili się do gorąca, ale w taki upał dostają dodatkowe napoje. Zwykle zamawiamy dostawę raz na dwa tygodnie, teraz co parę dni – twierdzi wiceprezes Andrzej Tarczyński.
Trzy litry toniku wypił wczoraj w pracy Tadeusz Mozuł, artysta kowal prowadzący zakład przy ul. Strzelców Kaniowskich, a większość taksówkarzy z radia taxi ,Europa” po 4 litry różnych napojów. W hipermarkecie ,Tesco” sprzedaż niektórych napojów wzrosła ostatnio nawet 10-krotnie. Za to w osiedlowym pawilonie społemowskim przy ul. Gorkiego dwa razy więcej niż miesiąc temu sprzedaje się lodów.
Większe pragnienie odczuwają też zwierzęta.
- Dotyczy to zwłaszcza słonic. Gdy bardzo chce im się pić, zbliżają się do basenu,wtedy odkręcamy im wodę. Stadko żyraf natomiast ma poidło zawsze napełnione wodą – mówi Grzegorz Adamczyk z zoo.
Podczas upałów zużycie wody w Łodzi wzrosło o 20 proc. Częściej podlewa się ogródki i bierze prysznic… – W poniedziałek łodzianie zużyli 217 tys. m sześc. wody – przyznał Albin Iżykowski, dyrektor Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Firma może dostarczyć 315 tys. m sześc. na dobę, na pewno więc wody nie zabraknie. Połowa wody dla Łodzi pochodzi ze studni głębinowych, druga z Pilicy i Zalewu Sulejowskiego, w którym zgromadzona jest rezerwa
72 milionów m sześc.!
Do godz. 15 tylko 40 osób odwiedziło otwartą od soboty odkrytą pływalnię przy ul. Sobolowej, gdzie – jak zapewnił kierownik Wojciech Olszak – wodę podgrzano do 26-27 st. C.
Jednym z… najzimniejszych miejsc w Łodzi była natomiast redakcja ,Dziennika”. Zmarzliśmy jak diabli, bo nasza nowa klimatyzacja została ustawiona na maksimum, a pilot do niej gdzieś się zawieruszył. Brrr!
Na jutro meteorolodzy zapowiadają niewielkie opady deszczu. Nadal jednak będzie gorąco, choć wydaje się, że już nie tak jak wczoraj.

Autor artykułu: Włodzimierz Kupisz