1:0 – Piskuła (15 min., karny), 1:1 – Milar (51 min.), 2:1 – Sobociński (67 min.)
Amica: Michniewicz – Wódkiewicz, Pęczak, Bajor – Biliński, Lewandowski, Sokołowski (od 80 min. Andruszak), Piskuła, Zieńczuk (od 46 min. Dawidowski) – Kalu (od 46 min. Król), Sobociński.
ŁKS: Sławuta – Łabędzki, Magdoń, Batata, Krysiński – Jakubowski, Dombraye (od 69 min. Hamlet), Wyciszkiewicz, Grzelak – Saganowski (od 69 min. Osiński), Madej (od 46 min. Milar).
Sędziował Marek Mikołajewski (Ciechanów). Widzów około 1 tys.
Żółte kartki: Wódkiewicz (Amica), Magdoń, Wyciszkiewicz (ŁKS).
W ostatnim meczu sezonu piłkarskiej ekstraklasy zawodnicy ŁKS Ptak przegrali we Wronkach z tamtejszą Amicą 1:2. Dla łodzian spotkanie to było podwójnym pożegnaniem – zarówno z sezonem, jak i z I ligą – bo jak wiadomo, podopieczni trenera Bogusława Pietrzaka w przyszłym sezonie wystartują już w II lidze. Mecz nie stał na najwyższym poziomie. Gospodarze, mimo że grali bez czterech podstawowych piłkarzy (Stróżyńskiego, Jackiewicza, Kukiełki i Kryszałowicza), niemal przez cały mecz mieli przewagę.
Ełkaesiacy wyszli na boisko bez większej wiary w sukces i, niestety, chyba bez chęci do gry. Poruszali się po boisku dość ospale, a w ich poczynaniach trudno było dostrzec jakąkolwiek koncepcję gry. Dotyczy to szczególnie pierwszej połowy, w której łodzianie stworzyli zaledwie trzy sytuacje, które mogłyby zagrozić bramce rywali.
Po przerwie grali trochę lepiej, ale trzeba też podkreślić, że i piłkarze z Wronek nieco sobie ,odpuścili”, bowiem strzelili szybko drugą bramkę i później bronili już wyniku. Podopieczni trenera Pietrzaka próbowali atakować, ale niestety ich strzały były albo niecelne, albo zbyt słabe, by sprawić kłopot bramkarzowi rywali.
Początek meczu przebiegał w dość wakacyjnej atmosferze. Oba zespoły praktycznie nie stworzyły jakiejkolwiek sytuacji podbramkowej, a przy właściwie pierwszym poważnym ataku Amiki, Zbigniew Wyciszkiewicz zupełnie bez sensu sfaulował w polu karnym Bilińskiego i sędzia bez namysłu podyktował rzut karny. Jedenastkę na bramkę zamienił Piskuła, który płaskim strzałem w prawy róg pokonał Michała Sławutę. Zdobyty gol uskrzydlił bardzo gospodarzy, którzy z biegiem czasu wypracowywali sobie coraz większą przewagę i atakowali z większym animuszem. W 21 minucie czarnoskóry napastnik Amiki Kalu uderzył obok słupka, a trzy minuty później strzał Piskuły z około 16 metrów złapał Sławuta.
W 27 minucie łodzianie wykorzystali zagapienie obrońców Amiki i mogli zdobyć gola. Po wymianie podań między Rafałem Grzelakiem i Markiem Saganowskim, ten ostatni uderzył dość mocno, ale niestety obok słupka. Piłkarze z Wronek odpowiedzieli natychmiast szybką kontrą. Zieńczuk podał do Kalu, ten natychmiast zagrał do Sobocińskiego, którego mocne uderzenie złapał Sławuta. Trzeba podkreślić, że bramkarz ŁKS był najlepszym zawodnikiem łódzkiej drużyny w tym spotkaniu.
W 31 minucie ŁKS powinien wyrównać. Grzelak idealnie podał do Jakubowskiego, ten odegrał na wolne pole do stojącego około 5 metrów od bramki Saganowskiego, który źle przyjął piłkę i uderzył obok bramki. Cztery minuty później bardzo dobrego podania Saganowskiego nie wykorzystał z kolei Dombrayw, który minął się z piłką i zamiast bramki mieliśmy uderzenie gdzieś obok słupka. Jeszcze w 41 minucie Amica mogła zdobyć drugiego gola. Sobociński popisał się efektownym uderzeniem z półwoleja, a ełkaesiaków od straty bramki uratowała tym razem poprzeczka.
Po przerwie piłkarze z Wronek zaatakowali z animuszem, ale pierwsi gola zdobyli ełkaesiacy. Na silny strzał z około 18 metrów zdecydował się Brazylijczyk Batata, piłka odbiła się od pleców Pawła Pęczaka, wyszła w pole, doszedł do niej Milar i płaskim strzałem po ziemi umieścił piłkę w siatce. Była to druga bramka zdobyta w rundzie wiosennej przez Urugwajczyka, który miał być zbawieniem dla ŁKS. Trzeba przyznać, że jest to bardzo skromny dorobek tego piłkarza. A w 67 minucie było już 2:1 dla piłkarzy z Wronek. Tym razem strzelcem bramki był Sobociński.
Autor artykułu: Monika Pawlak