Archive for July, 2000

Eksponaty w fabryce?

Friday, July 28th, 2000

Czy do którejś z fabryk na Księżym Młyn zostanie przeniesiona część zbiorów Muzeum Sztuki? Taką lokalizację uzasadniałoby bliskie sąsiedztwo pałacu Herbsta, w którym mieści się oddział placówki, oraz – na razie bardzo ogólne – plany zagospodarowania tego zabytkowego kwartału miasta.Rozważenie takiej koncepcji będzie jednym z punktów spotkania, jakie z inicjatywy poseł Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej odbędzie się dziś w Muzeum Książki Artystycznej. O perspektywach zagospodarowania zespołu fabryczno-pałacowego będą rozmawiać generalny konserwator zabytków Aleksander Broda oraz łódzcy muzealnicy, architekci i decydenci.
Przypomnijmy, że dwa tygodnie temu jedenastu łódzkich posłów podpisało się pod listem w sprawie przyszłości Muzeum Sztuki. W piśmie przekazanym ministrowi kultury Kazimierzowi M. Ujazdowskiemu parlamentarzyści apelowali o wsparcie ich wysiłków mających na celu przywrócenie muzeum należnej mu rangi, wypromowanie kolekcji i budowę nowego gmachu. Iwona Śledzińska-Katarasińska nie wykluczała wówczas możliwości adaptacji starej fabryki lub rezydencji dla potrzeb eksponowania łódzkich zbiorów sztuki XX w.
Budowa nowego bądź adaptacja starego budynku będzie możliwa dopiero, gdy placówka otrzyma status muzeum narodowego i zyska szerszy dostęp do budżetu centralnego
– z pieniędzy lokalnych takiej inwestycji sfinansować się nie da. „Unarodowienie” muzeum popierają również rada miasta, sejmik samorządowy i wojewoda. Przeszkodą jest obecna sytuacja prawna. W ustawie kompetencyjnej przewidziano możliwość przekazywania instytucji tylko z wyższego szczebla na niższy, nigdy odwrotnie. Żeby muzeum mogło z rąk samorządu przejść pod opiekę ministerstwa, konieczna jest nowelizacja ustawy.
Już pod koniec lat 40. było wiadomo, że pałac Poznańskiego przy ul. Więckowskiego, do którego muzeum się wprowadziło, jest za mały na pomieszczenie zbiorów. W obecnych warunkach można pokazywać publiczności zaledwie 5 procent słynnej na cały świat kolekcji sztuki XX wieku. Na prezentację malarstwa dawniejszego nie starcza już miejsca.
Ostatnio dużą sensację wzbudziła deklaracja słynnego amerykańskiego architekta polskiego pochodzenia Franka Gehry’ego, który zgodził się za darmo zaprojektować nowy gmach dla muzeum. Artysta postawił jednak warunek – muszą znaleźć się pieniądze i miejsce na zrealizowanie inwestycji.
– Zaprojektowane przez Franka Gehry’ego Muzeum Guggenheima w Bilbao kosztowało 200 milionów dolarów. Nasze można by zbudować za około 100 milionów – przewiduje Mirosław Borusiewicz, dyrektor Muzeum Sztuki. – Zważywszy na prestiż, jakim nasza placówka cieszy się za granicą, myślę, że połowę tej kwoty udałoby się dostać z organizacji europejskich. Nie możemy jednak rozpocząć żadnych starań, nim nie zapadnie decyzja, że muzeum ma mieć nową siedzibę. Wiem, że dla wielu ludzi adaptacja zabytkowego budynku będzie bardziej strawna niż wybudowanie nowego gmachu, choć koszty obu inwestycji będą porównywalne. Utrzymanie nowego budynku jest znacznie tańsze, poza tym z samego faktu budowy można by też zrobić wielkie międzynarodowe wydarzenie propagandowe i reklamowe dla Łodzi. Adaptacja już nie będzie miała takiego wydźwięku.
Dyrektor Borusiewicz nie upiera się przy nowym budynku. Znalazł nawet, jego zdaniem idealne, miejsce, do którego można by przenieść zbiory sztuki XX wieku. Budynek o powierzchni 8,5 tysiąca metrów kwadratowych mieści się na terenie dawnych zakładów im. Marchlewskiego. Jest tylko jeden problem – kompeks należy do Francuzów, którzy chcą przy ul. Ogrodowej stworzyć centrum rozrywkowo-handlowe. A w budynek, który jest cudzą własnością, nikt nie będzie chciał inwestować.

Autor artykułu: Pi

Światowy test

Friday, July 28th, 2000

Cudzoziemcy zdają w Łodzi egzaminy wstępne na akademie medyczne. Sześćdziesięciu kandydatów z całego świata pisało wczoraj w Łodzi ogólnopolski egzamin testowy na polskie akademie medyczne. Prowadzili go dydaktycy Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców, a przygotowany został przez Krajową Radę Egzaminów Medycznych. Łódzkie studium, jako jedyna placówka w kraju, uczy cudzoziemców „medycznego” języka polskiego.
Kandydaci zdawali test z elementów biologii, chemii, fizyki lub matematyki. Mieli do rozwiązania po kilkadziesiąt zadań. Wcześniej musieli popisać się przed komisją umiejętnością mówienia po polsku.
Większość zdających to Białorusini, Litwini, Ukraińcy, Kazachowie, zwykle polskiego pochodzenia. Wczoraj nie brakło jednak też obywateli Syrii, Kenii i Nigerii. – Najpierw kandydaci przeszli kursy z języka polskiego – mówi dr Bogusław Rakowski, dyrektor łódzkiego studium. – Chodzi w nich głównie o wyrównanie poziomu znajomości języka, a także przybliżenie specjalistycznych terminów i nazewnictwa.
Najwięcej zdających chce studiować na uczelniach w Warszawie i Krakowie, na wydziałach lekarskich oraz stomatologicznych. Dostaną się na nie ci, którzy przebrną przez egzamin z najlepszymi wynikami. Pozostali będą musieli wybrać inne akademie medyczne w Polsce, m.in. łódzką.
- Egzamin nie był trudny. Podeszłam do niego z marszu, ucząc się tylko przez dwa tygodnie – opowiada Katerina Anna Molohoidou z Grecji, która znakomicie posługuje się naszym językiem, bo jej matka jest Polką. – Największe trudności sprawiały mi specjalistyczne zwroty, na przykład z chemii.
Anna woli studiować w Polsce, ponieważ na greckie uczelnie ciężko się dostać, a poza tym prezentują niższy poziom. Zresztą przyszłość wiąże z Polską, ponieważ w Grecji trudno o pracę.
- W Atenach na dziesięciu pacjentów przypada trzech lekarzy – mówi.
- Cudzoziemcy raczej nie mają problemów na studiach – mówi dr Bogusław Szymański z Biura Uznawalności Wykształcenia i Wymiany Międzynarodowej w Warszawie. – Jeśli już, to pojawiają się na pierwszych dwóch latach studiów. Zdecydowana większość przechodzi pomyślnie przez cały cykl kształcenia. Potem niemal wszyscy wracają do swoich krajów.
Największa grupa zdających wczoraj to stypendyści rządu polskiego, którzy nie płacą za naukę. Inni przebywają w Polsce na tzw. stypendium bez świadczeń. Ci również zwolnieni są z opłat na uczelni, ale utrzymują się sami. Najmniej jest tych, którzy sami sobie fundują naukę. Płacą 4-5 tysięcy dolarów za rok studiów.
Wyniki egzaminu znane będą dziś.

Autor artykułu: rok

Pałacowe makijaże

Thursday, July 27th, 2000

Kominki w sali balowej i gabinecie myśliwskim zachowały się w idealnym stanie, ale wiele pracy trzeba poświęcić mahoniowym szafom z lustrami w garderobie i w bibliotece oraz fragmentom płaskorzeźby na boazerii. W oknach mają być zainstalowane witraże projektu Jana Dominikowskiego. Zabytkowe elewacje całego budynku trzeba odtworzyć.
Wszystkie te prace zakłada przygotowany właśnie projekt rewaloryzacji pałacu Biedermanna przy ul. Franciszkańskiej 1/3 w Łodzi.
Po remoncie do pałacu Biedermanna przeniesie się do niego rektorat Uniwersytetu Łódzkiego.
Renowacja pałacu to konserwatorskie plany. Już wczoraj natomiast stanęły rusztowania przy kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 82. Niedawno wyremontowano kamienicę przy ul. Piotrkowskiej 124, a kosztem 4 mln zł świetność odzyskuje elewacja Pałacu Poznańskich od strony ogrodu (prace finansują inwestorzy prywatni oraz budżet gminy). Trwają też prace konserwatorskie w kościele ewangelickim pod wezwaniem św. Mateusza i pałacu Grohmanna przy ul. Tylnej 9/11.
– Odnowienie metra kwadratowego elewacji kosztuje około 500 złotych – mówi Wojciech Szygendowski, miejski konserwator zabytków. – Od 1994 roku wyremontowaliśmy
13 łódzkich kamienic. Liczymy na inwestorów prywatnych – przy ich pomocy będziemy w stanie szybciej przywrócić piękno XIX-wiecznym budynkom.
Na razie odbywa się renowacja kamienicy przy ul. Gdańskiej 107, w której ma siedzibę katedra badań niemcoznawczych.
– Przy ul. Piotrkowskiej 82, gdzie właśnie zaczęliśmy prace, postaramy się odtworzyć elewację, którą bezmyślnie skuto w latach 60. – mówi Marian Błaszczyk z wydziału kultury i ochrony zabytków UMŁ. – Przywrócimy sztukaterię nad oknami i balkony. Oddanie kamienicy po remoncie planujemy na przyszły rok.
Wielu łodzian od dwóch lat podziwiało front budynku przy ul. Piotrkowskiej 11, dawnej własności Scheiblerów. Gdy jednak zaglądali na podwórko, przeżywali rozczarowanie.
– W przyszłym roku cztery elewacje oficyn dopasujemy kolorystyką i wystrojem do elewacji zewnętrznej – obiecuje Marian Błaszczyk. – Kopułę budynku pokryjemy specjalnymi płytami kamiennymi, a posadzkę dziedzińca wyłożymy betonową kostką.
Prawdopodobnie jeszcze w tym roku uda się oddać po remoncie elewację zewnętrzną i bramę w kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 142.
Po remoncie Muzeum Włókiennictwa – ceglanego skrzydła fabryki Ludwika Geyera – będzie można z podwórka części muzealnej wejść do ogrodu.
– Staną tu oryginalne domy tkaczy – zapowiada miejski konserwator zabytków. – Po przeprowadzeniu wstępnej inwentaryzacji starych domów na Górnej, Polesiu, Bałutach, Rudzie Pabianickiej i Widzewie wybrano 30, które mogłyby znaleźć się na tyłach Białej Fabryki. W tym roku rozebrane będą przynajmniej dwa domy tkaczy – przy ul. Wólczańskiej 66 i Kopernika 42. Tradycyjny dom tkaczy z krosnem i częścią mieszkalną stanowiłby dużą atrakcję turystyczną Łodzi.

Autor artykułu: JXB

Ogródki bez klientów

Saturday, July 22nd, 2000

<p><b>Ogródki bez klientówPiwne ogródki na Piotrkowskiej świecą pustkami.</b><br><br>Deszcz i ziąb odstraszają klientów, którzy wolą wejść do ciepłego lokalu. Restauratorzy ponoszą natomiast koszty utrzymania ogródków i wynagrodzeń dla ich pracowników.<br>Krzesisława Tyl, kierowniczka pubu "Kanion" mówi, że przez pogodę ogródek ma zamknięty od ubiegłego tygodnia. Zastanawia się, z czego ureguluje czynsz. "Kanion" wystawia ogródek już piąty rok. W tym sezonie była to chybiona inwestycja. Ogródek zarabiał na siebie tylko w maju i do połowy czerwca.<br>- U nas w ogródku pracują dwie osoby, a klientów jak na lekarstwo – mówi Wiesława Szturtek, kierowniczka pubu "Łódź Kaliska".<br>- Fatalna pogoda nie zachęca do wychodzenia z domu, a co dopiero mówić o przesiadywaniu w ogródkach. W lipcu dochód będzie tragiczny.W Esplanadzie, gdy pada, ogródek jest zwijany. W każdy pogodniejszy dzień natychmiast wypełnia się po brzegi, więc na siebie zarobi.
Zdecydowanie w najlepszej sytuacji są ogródki porządnie zadaszone lub z opuszczanymi foliowymi ścianami. Nawet gdy pada deszcz i wieje, w środku mogą siedzieć ludzie</p>

Autor artykułu: (Aro)

Nowe "dziecko" MPK

Saturday, July 22nd, 2000

<p><b>Na łódzkie ulice wyjedzie w ponie-działek najnowszy nabytek Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego – niskopodłogowe volvo 7000.</B><br><br>Nowy autobus łodzianie oglądali wczoraj podczas festynu na pl. Dąbrowskiego.<br>Volvo dotarło do Łodzi w czwartek wieczorem, prosto z uruchomionej w maju tego roku montowni we Wrocławiu. Dzięki pionowemu ustawieniu silnika, pojazd jest w stu procentach niskopodłogowy (w odróżnieniu od starszych typów nie ma stopnia w połowie autobusu).</p>Niestety, "w zamian" na końcu volvo znalazło się sporych rozmiarów pudło, kryjące chłodnicę.
Autobus z 32 miejscami siedzącymi i 76 stojącymi trafił do zajezdni przy ul. Limanowskiego. – Jeszcze nie wiadomo, na jaką trasę wyjedzie w poniedziałek. Może będą to linia 74, 84, 89 albo 73 – mówi Mirosław Kornatowski, kierownik Zakładu Komunikacji Autobusowej Nr 3.
Jak to w nowoczesnym autobusie, volvo wyposażono w wiele udogodnień dla kierowcy i pasażerów. Ten pierwszy może regulować położenie nie tylko kierownicy, ale i całej deski rozdzielczej. Do dyspozycji ma też minilodówkę do przechowywania kanapek.
Pasażerowie siedzieć będą na profilowanych, pokrytych pluszem i odpornych na zniszczenia krzesełkach. Drzwi autobusu mają zabezpieczenia, chroniące przed przypadkowym przytrzaśnięciem. Ponadto po ich otwarciu automatycznie uruchamia się tzw. hamulec przystankowy, autobus nie może więc ruszyć, gdy ktoś będzie jeszcze do niego wsiadał.
MPK na razie nie planuje zakupu większej liczby volvo 7000. W przyszłym miesiącu dotrze natomiast do Łodzi pierwszych pięć z dwudziestu mercedesów citaro.

Autor artykułu: (pik)

Sprawa Adaldanu – Zeznawał komornik

Saturday, July 22nd, 2000

<p><b>W śródmiejskim Sądzie Rejonowym toczy się proces byłego kierownictwa spółki "Adaldan".</b><br><br>Prezes firmy Danucie Sz.-W. i wiceprezesowi Władysławowi M. prokuratura zarzuca m.in. wyłudzenie ponad 4 mln zł na szkodę 546 osób oraz sprzedaż bez zezwolenia obligacji na kwotę 10,8 mln zł. Wczoraj sąd przesłuchał między innymi komornika, który na wniosek oszukanych zajmował mienie "Adaldanu".<br>Przypomnijmy, że spółkę "Adaldan" zarejestrowano w 1989 roku. Miała handlować produktami własnymi i powierzonymi. W 1992 roku walne zgromadzenie spółki uchwaliło, by wydrukować i wprowadzić do obrotu obligacje. W tym celu powołano Konsorcjum Kapitałowe, którego dyrektorem został Władysław M. Prokuratura zainteresowała się spółką, gdy w lipcu 1994 roku Komisja Papierów Wartościowych poinformowała, że "Adaldan" bez wymaganego zezwolenia wprowadza do obrotu obligacje.</P>
Według oskarżenia, od maja 1992 roku do lutego 1995 roku spółka bezprawnie sprzedała 5 emisji obligacji na kwotę 10,8 mln zł. Część papierów wykupiono, ale część okazała się bez pokrycia wobec niewypłacalności "Adaldanu". Prokuratura zarzuciła więc byłemu szefostwu spółki wyłudzenie ponad 4 mln zł od 546 osób. Na wniosek wierzycieli komornik nakazał zajęcie towaru w dwóch sklepach firmowych, jednak – według prokuratury – oskarżona złamała pieczęcie komornika, towar wywiozła i sprzedała.
Stanisław D. był wówczas praktykantem komorniczym i pomagał koledze w egzekucji. Wczoraj zeznał, że w czerwcu 1995 roku udali się do jednego ze sklepów "Adaldanu", tam zajęli towar i zostawili go pod dozorem kierownika. – Nazajutrz zgłosił się on do nas i oświadczył, że został zwolniony z pracy i nie może dozorować zajętego towaru – mówił Stanisław D. – Poszliśmy tam. Sklep był zamknięty, a przez okno było widać, że część zajętych rzeczy wywieziono.

Autor artykułu: (ak)

Czy powstanie ŁKS 2000?

Tuesday, July 18th, 2000

Przedstawiciele stowarzyszenia ŁKS i spółki piłkarskiej ŁKS Ptak nie osiągnęli wczoraj porozumienia w sprawie powołania spółki ŁKS 2000, która wystawiłaby drużynę futbolową w rozgrywkach drugiej ligi.
Zarząd ŁKS, który obradował przed południem, wypracował zasady, na których mógłby wejść do nowej spółki. Stowarzyszenie ma konkretne propozycje wysokości udziałów, zasad przechodzenia wychowanków ŁKS do ŁKS 2000 i możliwości wpływania na politykę organizacyjno-finansową spółki ŁKS 2000.
Przedstawiciele Antoniego Ptaka, Kazimierz Ćwikła i Edward Indraszczyk, byli wyraźnie zaskoczeni konkretnymi propozycjami stowarzyszenia ŁKS. Okazało się, że nie byli przygotowani do trudnych rozmów i postanowili odłożyć sprawę do powrotu właściciela piłkarskiej drużyny z USA, a ma to nastąpić 20 lipca. Tłumaczyli, że to przecież do Antoniego Ptaka należy ostateczna decyzja. Działacze ŁKS zastanawiali się później po co dwaj panowie ze Rzgowa zajmowali im czas, skoro nie byli władni podjąć jakiejkolwiek decyzji.
Wczoraj przedstawiciele ŁKS Ptak próbowali nakłonić do wyjazdu do Olsztyna bramkarza Bogusława Wyparłę. Ten jednak nie zamierza ulegać naciskom działaczy futbolowych i postanowił nadal trenować w drugoligowej Ceramice Opoczno, a nie w pierwszoligowym Stomilu, jak życzyłby sobie tego Antoni Ptak.
Przypomnijmy, że w Stomilu powstała prawdziwa łódzka kolonia. W Olsztynie trenują już Ariel Jakubowski, Tomasz Romaniuk, Brazylijczyk Batata i Nigeryjczyk Austin Hamlet. Wkrótce ma zostać zatwierdzone ich wypożyczenie do drużyny ze stolicy Warmii i Mazur i jak twierdzą wtajemniczeni ełkaesiacy przejdą do Stomilu bezpłatnie.

Autor artykułu: hof

W kolejce na konkurs

Tuesday, July 18th, 2000

Tłum kandydatów kłębił się wczoraj pod budynkiem sekcji rekrutacji Politechniki Łódzkiej. Uczelnia zaczęła przyjmować dokumenty od osób, które wezmą udział w konkursie świadectw dojrzałości na kierunki dysponujące jeszcze wolnymi miejscami.
&#8211; Pewnie kandydaci chcą złożyć dokumenty jak najszybciej, żeby myśleć o wakacjach i tylko czekać na wyniki &#8211; mówi Wojciech Pyć, pełnomocnik rektora PŁ ds. rekrutacji.
&#8211; Przyjmujemy dokumenty do końca tygodnia.
Uczelnia wypełniła już limity na najpopularniejszych kierunkach, jak architektura czy informatyka, kandydatami zdającymi egzamin wstępny łączony z maturą oraz sprawdzian w PŁ. Do &#8222;rozdania&#8221; pozostało jeszcze prawie 1700 indeksów.
Największe szanse na studia mają osoby, które zgłoszą się na włókiennictwo. Ten kierunek może jeszcze przyjąć aż 264 kandydatów. Spore szanse mają również chętni na mechanikę i budowę maszyn (220 miejsc), inżynierię chemiczną i procesową (120), inżynierię środowiska (105) czy technologię chemiczną (125).

Autor artykułu: rok

Powrót złotą toyotą

Tuesday, July 18th, 2000

Mama i urodzona w taksówce córka są już w domu
Łodzianka Izabela Sas, która w sobotę urodziła w taksówce dziewczynkę, wróciła wczoraj z córeczką do domu. Ze szpitala im. Madurowicza wyjechały oczywiście taksówką &#8211; złotą toyotą previa. Towarzyszyła im kawalkada taksówek z Taxi &#8222;Europa&#8221;.
Około 20 taksówek &#8222;Europy&#8221; podjechało pod szpital punktualnie godz. 13. Grzegorz Zarębski, prezes Taxi &#8222;Europa&#8221;, wręczył Izabeli Sas bukiet niebieskich róż, a żółtą przekazał dla dziewczynki.
&#8211; Córka państwa Sasów dostanie od nas wyprawkę i wózek. Za darmo zawieziemy ją do chrztu, do komunii i na przykład na badania lekarskie &#8211; zapowiedział prezes Zarębski.
Przypomnijmy, że córka państwa Sasów przyszła na świat w taksówce Krzysztofa Dratwickiego. Taksówkarz pędził do szpitala z prędkością 170 kilometrów na godzinę, przejeżdżając skrzyżowania na czerwonym świetle. Zanim jednak dojechał na ul. Wileńską, dziewczynka już się urodziła. &#8211; Wcale się nie bałam tego porodu, bo był przy mnie mąż. Nie spodziewałam się jednak, że urodzę w taksówce &#8211; mówiła wczoraj Izabela Sas.
Państwo Sasowie przyjechali do domu razem z Krzysztofem Dratwickim. Niestety, radość z kolejnego dziecka mącą państwu Sasom złe warunki mieszkaniowe. &#8211; Mieszkamy na jedenastu metrach kwadratowych. Teraz już w sześć osób, bo mamy jeszcze trójkę dzieci. Dwa miesiące temu złożyliśmy podanie o przydział większego mieszkania, ale do tej pory nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi &#8211; mówił wczoraj Krzysztof Sas, który ma problemy ze znalezieniem stałej pracy i w tej chwili zatrudniony jest tylko do listopada przy pracach interwencyjnych.

Autor artykułu: pik

Patrol na ekranie

Wednesday, July 12th, 2000

- Trwa szkolenie policjantów dla potrzeb nowego systemu – powiedzia&sup3; ,Dziennikowi" m&sup3;. insp. Wojciech Wulkiewicz, komendant miejski policji w &pound;odzi. – Obejmuje oko&sup3;o 1.500 funkcjonariuszy, którzy b&ecirc;d&plusmn; je&frac14;dzi&aelig; w radiowozach i tych pracuj&plusmn;cych na stanowisku kierowania.
Na ,Command control" potrzebne s&plusmn; du&iquest;e pieni&plusmn;dze. Policja dosta&sup3;a na ten cel z funduszy Unii Europejskiej oko&sup3;o 50 mln z&sup3;. Nie jest to jednak kwota wystarczaj&plusmn;ca. Brakuje jeszcze m.in. na nowe radiowozy, których – zgodnie z za&sup3;o&iquest;eniami – ma je&frac14;dzi&aelig; po ulicach miasta 125 na jednej zmianie. &macr;eby system dzia&sup3;a&sup3;,
60 proc. radiowozów w &pound;odzi nale&iquest;y wymieni&aelig; na nowe. Wi&ecirc;kszo&para;&aelig; policyjnych aut je&frac14;dzi po mie&para;cie od pocz&plusmn;tku lat 90. Niektóre maj&plusmn; na liczniku ju&iquest; ponad 300 tysi&ecirc;cy kilometrów i powinny trafi&aelig; na z&sup3;om.
- Komputerowy system wspomagania dowodzeniem oparty jest na najnowocze&para;niejszych rozwi&plusmn;zaniach telekomunikacyjnych, m.in. cyfrowym systemie &sup3;&plusmn;czno&para;ci ,Tetra", który zapewnia bezpieczn&plusmn; (bez mo&iquest;liwo&para;ci pods&sup3;uchania) &sup3;&plusmn;czno&para;&aelig; i transmisj&ecirc; danych do pojazdów policyjnych oraz patroli – mówi podinsp. Jan Feja, g&sup3;ówny specjalista z KWP w &pound;odzi do spraw wdro&iquest;enia systemu. – Policjanci w radiowozach b&ecirc;d&plusmn; mie&aelig; sta&sup3;y dost&ecirc;p do baz danych, informacji i komunikatów.
Dzi&ecirc;ki satelitarnemu systemowi &sup3;&plusmn;czno&para;ci (GPS) do centrum dowodzenia przesy&sup3;ane b&ecirc;d&plusmn; informacje o pozycji patroli w terenie. Dzi&ecirc;ki temu lepiej da si&ecirc; koordynowa&aelig; ich dzia&sup3;ania (patrole b&ecirc;d&plusmn; widoczne na komputerowej mapie &pound;odzi). Czas dojazdu radiowozu na interwencj&ecirc; (w ka&iquest;de miejsce w &pound;odzi) nie przekroczy 5 minut.
,Command control" pozwoli te&iquest; na ca&sup3;odobowe nadzorowanie niebezpiecznych obszarów miasta. Od ba&sup3;uckiego rynku do Górniaka ma by&aelig; rozmieszczonych 21 kamer.
Radni uznali jednog&sup3;o&para;nie, i&iquest; b&ecirc;d&plusmn; popiera&aelig; dofinansowanie systemu ,Command control" w przysz&sup3;orocznym bud&iquest;ecie gminy.

Autor artykułu: DaG