Archive for August, 2000

ŁKS Ptak – Ceramika Opoczno Skazani na porażkę?

Wednesday, August 30th, 2000

Piłkarze ŁKS spotkają się dziś w zaległym meczu drugiej ligi piłkarskiej z Ceramiką Opoczno (godz. 16.30). Stadion ŁKS został po awanturach wywołanych przez chuliganów, mieniących się kibicami, zamknięty na rundę jesienną i spotkanie odbędzie się bez udziału publiczności.

W łódzkim zespole wystąpi Grzegorz Krysiak, który odpokutował już karę za cztery żółte kartki. Zagra prawdopodobnie na prawej obronie (zastąpi Pawła Golańskiego), a jego partnerami będą Jarosław Dziedzic, Adrian Napierała i Rodrigo do Nascimento. Defensywa była najsłabszą formacją łodzian w ostatnim meczu przeciwko Odrze Opole. Porażka 0:3 obciąża cały zespół, który gra bez wiary w sukces. Trudno będzie przełamać drużynie niemoc, w którą popadła po osłabieniach, jakie zafundował właściciel Antoni Ptak. ŁKS idzie tropem Igloopolu Dębica i Stali Mielec, które potrzebowały dwóch lat, aby z pierwszej ligi trafić do trzeciej.

Piłkarze ŁKS nie wierzą we własne siły i umiejętności – przegrywają mecze przed wyjściem na boisko.
- Nie ma w lidze drużyn skazanych na porażkę – twierdzi Witold Mroziewski, trener Ceramiki. Uważa, że mecz w Łodzi nie będzie spacerkiem po trzy punkty i dodaje dyplomatycznie: – Każde zwycięstwo wymaga wysiłku.
Piłkarze Ceramiki w ostatniej kolejce rozegrali kiepskie spotkanie z Górnikiem Polkowice, ulegając 0:1. Była to pierwsza porażka drużyny w rozgrywkach drugiej ligi. Pod względem wyszkolenia technicznego zawodnicy z Opoczna przewyższali rywali, ale zabrakło im determinacji. Wczoraj trener Mroziewski przeprowadził z zawodnikami męską rozmowę.

Bogusław Wyparło wystąpi na stadionie ŁKS, na którym przeżył najpiękniejsze chwile w karierze (zdobycie mistrzostwa Polski, występy w europejskich pucharach) oraz doznał później wielu upokorzeń. W drużynie Ceramiki zabraknie kontuzjowanych: Rafała Polichta, Artura Wilka i Tomasza Trestki.

Autor artykułu: (jusz)

Poślizg hotelu „Prima”

Tuesday, August 29th, 2000

Budowa hotelu „Best Western Prima” (dawna nazwa – „Borowiecki”) w centrum Łodzi u zbiegu ul. Radwańskiej i Piotrkowskiej zostanie wkrótce wznowiona.
&#8211; Jeszcze w tym tygodniu na budowie pojawią się ekipy fachowców, które będą zakładać instalacje wewnątrz budynku i zaczną montować niektóre ściany zewnętrzne &#8211; powiedział nam Jan Kędzierski, prezes firmy &#8222;Prima&#8221;, która jest inwestorem hotelu.<br><br>
Postój na budowie był związany z problemami z otrzymaniem na czas kredytu od konsorcjum tworzonego przez dwa banki: polski i niemiecki. Przed przyznaniem pieniędzy na inwestycję trzeba było zrobić kilka analiz rynkowych dotyczących sieci hoteli w Łodzi oraz opłacalności budowy nowego obiektu tego typu.<br><br>
Jak nas poinformował Jan Kędzierski, budowa łódzkiego hotelu pochłonie 22 mln marek niemieckich, z czego 40 proc. to udział własny &#8222;Primy&#8221;, a pozostałe 60 proc. to kredyt bankowy.<Br><br>
Gotowy jest szkielet przyszłego hotelu. Według prezesa &#8222;Primy&#8221;, roboty budowlane powinny być zakończone do końca stycznia przyszłego roku, po czym ruszą prace wykończeniowe. Otwarcie hotelu zaplanowano na przełom lutego i marca 2001 r. Początkowo zakładano, że nastąpi to latem br.<br><Br>
&#8222;Best Western Prima&#8221; będzie hotelem trzygwiazdkowym, sześciokondygnacyjnym. Na parterze i pierwszym piętrze znajdą się między innymi: restauracja, klub fitness oraz sale konferencyjne. Ponadto, będą tam pomieszczenia, które zostaną wydzierżawione różnym firmom i instytucjom.
Udziałowcami &#8222;Primy&#8221;, która powstała dwa lata temu, są czterej polscy biznesmeni (wśród nich jest Sobiesław Zasada). Siedziba firmy znajduje się we Wrocławiu, a centrala w Warszawie.
&#8222;Prima&#8221; zbudowała już hotel we Wrocławiu. Podobne hotele stawiane są w Łodzi, Warszawie, Poznaniu i Gliwicach.

Autor artykułu: wp

Korki do jesieni

Tuesday, August 29th, 2000

Drogowcy remontują jezdnie w ponad 20 punktach Łodzi. Jeszcze przez dwa miesiące kierowcy będą mieli trudności z pokonaniem głównych arterii Łodzi! Do tej pory największe korki tworzyły się w rejonie modernizowanego skrzyżowania ulic Strykowskiej i Wojska Polskiego oraz na przebudowywanym rondzie Waryńskiego. Teraz utrudnienia pojawiły się także na al. Włókniarzy między ul. Sowią a Parkową, gdzie drogowcy wymieniają nawierzchnię i budują dojazdy do supermarketu. Wschodnia jezdnia tego odcinka krajowej drogi nr 1 zamknięta będzie dla samochodów do 5 października. Przez ten czas, podobnie jak wczoraj, kierowcy zdążający na północ będą musieli czekać w gigantycznych korkach na przejazd.<br><Br>
Do końca października ma być wyremontowane skrzyżowanie ulic Strykowskiej i Wojska Polskiego.
&#8211; Układanie nawierzchni asfalto- betonowych zakończymy jeszcze w sierpniu. Ruch na zamkniętej zachodniej jezdni ul. Strykowskiej przywrócimy w drugiej dekadzie września, gdy nowa nawierzchnia będzie już na remontowanych odcinkach ulic Wojska Polskiego i Brzezińskiej &#8212; mówi Zbigniew Stachowicz, prezes firmy &#8222;Unidro&#8221;, która modernizuje to skrzyżowanie.<br><br>
W październiku w rejonie skrzyżowania pojawią się nowe chodniki, ścieżki rowerowe i parkingi. Drogowcy powinni zakończyć tam prace tuż przed Świętem Zmarłych.
&#8211; W przyszłym roku zagospodarowane zostaną tereny zielone wokół skrzyżowania, bo jesienią będzie już na to za późno &#8212; mówi Zbigniew Stachowicz. <br><Br>
Nieco krócej trwać będzie przebudowa ronda Waryńskiego &#8211; kolejnego ważnego węzła komunikacyjnego, łączącego centrum miasta z trasami wylotowymi w kierunku Warszawy. 9 września drogowcy zamkną tam wschodnią jezdnię, a ruch samochodów przeniosą na zamkniętą obecnie jezdnię zachodnią. Jeśli nic nie utrudni prac (nie wystąpią na przykład duże opady deszczu), rondo będzie gotowe już 23 września.<br><br>
Nowością na rondzie Waryńskiego będzie inteligentna sygnalizacja świetlna. W jezdniach zainstalowane zostaną czujniki, które policzą wjeżdżające na skrzyżowanie samochody. Liczba aut zadecyduje o tym, jak długo palić się będzie zielone światło dla danego kierunku ruchu (nie dłużej jednak niż przez określony wcześniej czas).
Oprócz wymienionych miejsc, łódzcy drogowcy remontowali wczoraj ulice w prawie 20 punktach miasta. Także dziś można ich spotkać m.in. na skrzyżowaniu al. Piłsudskiego i ul. Niciarnianej, na ul. Rokicińskiej przy ul. Augustów, na zamkniętej dla ruchu ul. Parkowej oraz na ul. Marmurowej.

Autor artykułu: pik

Tylko jeden tomograf

Wednesday, August 23rd, 2000

Łódzkich szpitali nie stać na naprawę uszkodzonego sprzętu. Pacjenci, u których wskazane jest natychmiastowe badanie tomografem komputerowym mogą w Łodzi korzystać tylko z jedynego działającego takiego urządzenia w szpitalu Centrum Zdrowia Matki Polki. W szpitalu im. Barlickiego tomograf jest nieczynny od prawie dwóch miesięcy, a w szpitalu im. Kopernika właśnie się popsuł. Do niedawna nieczynny był tomograf w CZMP, a działał jedynie w szpitalu im. Kopernika.
&#8211; Przez ostatni miesiąc przyjmowaliśmy po 60 chorych, bo jako jedyni w Łodzi mogliśmy wykonać badanie tomografem komputerowym &#8211; powiedział Józef Tazbir, dyrektor szpitala im. Kopernika. Technicy starają się ustalić przyczynę uszkodzenia. Chciałbym, żeby nie była to naprawa lampy, bo wtedy trwałaby długo, a pacjenci jeździliby na badanie do Zgierza. Szpital od dwóch lat nie dostaje funduszy na zakup sprzętu.
Badanie tomografem w wielu przypadkach ratuje życie. Na przykład guzy płuc, czy złamania kości czaszki można ocenić szybko tylko po badaniu tomografem &#8211; powiedziała doc. Bożena Góraj, kierownik zakładu radiologii ze szpitala im. Barlickiego. &#8211; Po prześwietleniu tomograficznym mogę zlokalizować uszkodzenie tkanek i podjąć stosowne leczenie. Od dwóch miesięcy naszych pacjentów odsyłaliśmy do szpitala im. Kopernika, a teraz do CZMP. Ministerstwo Zdrowia obiecało nam 350 tys. zł na zakup nowej lampy do tomografu. Nie wiadomo jednak, kiedy to nastąpi.
Tomografy komputerowe w szpitalu im. Barlickiego i CZMP są produkcji amerykańskiej. To nowoczesne aparaty, które pracują na pełnych obrotach i czasami po prostu odmawiają posłuszeństwa. Powinny zrobić od 80 do 150 tysięcy tzw. skanów, czy prześwietleń, ale pech chciał, że w szpitalu im. Barlickiego lampa popsuła się dokładnie po zrobieniu 80 tysięcy badań.
Przez kilka tygodni w lipcu Centrum Zdrowia Matki Polki czekało na ekran ciekłokrystaliczny, który dotarł do szpitala z Niemiec za pośrednictwem firmy serwisującej sprzęt.
&#8211; Teraz przyjmujemy pacjentów z całej Łodzi i okolic. Wiemy jak to jest, gdy pacjent leży nieprzytomny i trzeba mu natychmiast pomóc, a w macierzystym szpitalu nie ma tomografu &#8211; powiedział doc. Tadeusz Biegański, kierownik diagnostyki obrazowej w CZMP. &#8211; Robimy około
20 badań dziennie, ale jeżeli sytuacja będzie tego wymagała, tomograf będzie pracował także w nocy, bo mamy całodobowe dyżury. Tomografia głowy trwa od 5 do 10 minut, ale już prześwietlenie jamy brzusznej czasami wymaga około 50 minut, a przecież aparat musi mieć też chwilę odpoczynku.

Autor artykułu: JXB

Nie chcą znaczków

Wednesday, August 23rd, 2000

Większość kiosków &#8222;Ruchu&#8221;, &#8222;empików&#8221; i punktów handlowych posiadających w sprzedaży widokówki nie ma w ofercie znaczków pocztowych. Aby je kupić, trzeba szukać urzędu pocztowego.
&#8211; Trudno nam powiedzieć, dlaczego te podmioty gospodarcze nie są zainteresowane sprzedażą znaczków pocztowych &#8211; mówi Krystyna Marusińska z dyrekcji okręgu Poczty Polskiej. &#8211; Być może jest to dla nich zbyt drobny towar. Jesteśmy jak najbardziej otwarci na nawiązanie współpracy. Udzielamy korzystnych rabatów. Wydawałoby się logiczne, aby znaczki można było kupić razem z kartą pocztową czy pocztówką. Ale zainteresowanie takim handlem jest rzeczywiście niewielkie.
W jednym z łódzkich &#8222;empików&#8221; kierowniczka &#8211; prosząc o zachowanie anonimowości &#8211; powiedziała nam, że jej firma nigdy nie sprzedawała znaczków i wcale nie zamierza ich wprowadzać. Powodem jest nieopłacalność handlu nimi…
Tadeusz Siech z łódzkiego oddziału &#8222;Ruchu&#8221; SA wyjaśnił nam, że w sieci kiosków powinny być znaczki. Spółka zobowiązuje bowiem sprzedawców do ich posiadania. Zdarza się jednak, że nie wszyscy się podporządkowują.
Aby ułatwić klientom kupno znaczków, dyrekcja okręgu Poczty Polskiej w Łodzi zainstalowała w kilku urzędach pocztowych i szpitalach trzy rodzaje automatów, sprzedających znaczki, kartki korespondencyjne oraz widokowe. Jednak utrzymanie takich automatów jest kosztowne i taka inwestycja zwraca się po długim okresie. Poczta nie chce instalować takich urządzeń na łódzkich ulicach, gdyż obawia się, że staną się celem złodziei i wandali.
Argumentem może być fakt, że Łódź zajmuje niechlubne pierwsze miejsce w Polsce pod względem niszczonych skrzynek na listy.

Autor artykułu: Aro

Na łasce Ptaka

Wednesday, August 23rd, 2000

PtakaDo przekazania sekcji ŁKS nie doszło. Antoni Ptak nie przekazał wczoraj sekcji piłki ŁKS Ptak do Łódzkiego Klubu Sportowego. Rozmowy stanęły w martwym punkcie. Ptak stawia stowarzyszeniu warunki niemożliwe do spełniania. Działacze ŁKS mają przekonać Rafała Grzelaka i Marka Saganowskiego do podpisania nowych kontraktów z Piotrcovią Ptak!
Prawnik biznesmena ze Rzgowa mecenas Włodzimierz Kinasiewicz nie stawił się wczoraj na umówione spotkanie z prezesem Romanem Stępniem. Doszło tylko do rozmowy telefonicznej prezesów.
Antoni Ptak powiedział, że nie wiedział o spotkaniu Stępnia z Kinasiewiczem. Jeszcze raz zapewnił prezesa ŁKS, że przekaże drużynę. Postawił jednak ultimatum w sprawie piłkarzy. ŁKS nie może zmusić Grzelaka i Saganowskiego do złożenia podpisu pod nowym kontraktem z Antonim Ptakiem. Dalsze rozmowy stały się bezcelowe. Stępień dał słowo, że sprawy piłkarzy zostaną uregulowane i Ptak nie straci finansowo. Biznesmen ze Rzgowa nie zgodził się na żadne ugody. Zażądał nowych kontraktów.
W ten sposób dwutygodniowe zabiegi o przejęcie przez stowarzyszenie ŁKS miejsca w drugiej lidze spełzły na niczym. Drużyna, którą tworzą juniorzy i piłkarze kończący karierę, będzie występowała pod nazwą ŁKS Ptak. W tym składzie, jeśli Antoni Ptak nie wycofa jej z rozgrywek, wiosną przyszłego roku spadnie do trzeciej ligi.
O tym, że Antoniemu Ptakowi nie zależy na piłce nożnej, przekonuje jeszcze jeden fakt. ŁKS Ptak nie wysłał dotąd odwołania do Polskiego Związku Piłki Nożnej o anulowanie zakazu rozgrywania spotkań bez udziału publiczności. Można się tylko domyślać, że widzowie na trybunach przeszkadzają w robieniu interesów panu Ptakowi (przecież rosną koszty organizacji imprez).

Autor artykułu: jusz

Przy Piotrkowskiej jak w Berlinie

Wednesday, August 16th, 2000

Kupcy z ul. Piotrkowskiej narzekają na horrendalne czynsze, które powodują windowanie cen towarów, a w konsekwencji brak popytu i likwidację sklepów. Jednak gdy tylko ktoś zwinie przy Piotrkowskiej interes, natychmiast w wolnym lokalu pojawia się nowy sklep.
W Łodzi, w najatrakcyjniejszej handlowo strefie &#8222;O&#8221;, czynsz może wynieść nawet 165 zł (około 40 dolarów) za metr kwadratowy sklepu. To tyle, co w Berlinie!
Potencjalni klienci sklepów, którym ten czynsz ktoś zawsze dopisze do rachunku, zarabiają jednak u nas kilkakrotnie mniej.
Handel na Piotrkowskiej nie ustaje, choć ostatnio zamykają tu sklepy renomowane firmy.
W Łodzi nie sprzedają się ekskluzywne kolekcje mody z Paryża, więc znany sklep z francuską odzieżą wkrótce zniknie z głównej łódzkiej ulicy. 18 sierpnia zamyka się sklep odzieżowy Part Two. Francuska firma &#8222;Claire&#8221; nie próbuje nawet zaistnieć na łódzkim rynku. Zamożność łodzian w badaniach marketingowych wypadła bardzo nisko. Firma otworzy sklepy, ale w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie.
Z ewidencji sklepów przemysłowych w Śródmieściu wynika, że w 1989 roku było ich 5540. Teraz wpisanych jest tylko 2021.
- W pierwszej połowie tego roku zlikwidowano 189 sklepów, a w 1999 roku 364 – informuje Maciej Maciejewski, kierownik referatu handlu i usług delegatury śródmiejskiej UMŁ.
Na samej Piotrkowskiej sklepów nie ubywa, ale za to bardzo szybko zmieniają branże. Coraz mniej jest spożywczych, a więcej odzieżowych i obuwniczych. Ubywa punktów usługowych, przybywa gastronomii.
Zdaniem Elżbiety Ogrodowicz, kierowniczki oddziału lokali użytkowych UMŁ, sklepom na Piotrkowskiej recesja jednak nie grozi. &#8211; Na ostatnich przetargach wyjściową stawką było 40 złotych za metr. Niektóre firmy proponowały 150 &#8211; 160 złotych. Sklep &#8222;XXL&#8221; płaci 165 zł za metr, &#8222;Moda Olsen&#8221; wygrała przetarg, dając 155 złotych, a sklep &#8222;Anna i Piotr&#8221; z bielizną &#8211; 160 zł za metr – opowiada.
Dzierżawców najbardziej interesują lokale o powierzchni 100 i więcej metrów.
&#8211; Mam 3 sklepy przy Piotrkowskiej, w dwóch płacę mniejszy czynsz niż w trzecim i dzięki temu stać mnie na dopłacanie do niego &#8211; mówi Anna Brzezińska, właścicielka. &#8211; Jednak tylko w ostatnim roku moje obroty spadły o 35 procent.

Autor artykułu: (JXB)

Dyski u prokuratora

Wednesday, August 16th, 2000

Po nalocie policji na komputerową firmę W.Dziś do Prokuratury Rejonowej Łódź-Bałuty trafią materiały policyjne, dotyczące zabezpieczenia w łódzkiej firmie W. 160 tzw. twardych dysków pirackim oprogramowaniem.
Nalot na firmę W. zrobili w czwartek policjanci z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą komendy wojewódzkiej i przedstawiciele firmy Lege-Artis-Service, zajmującej się ochroną praw autorskich programów komputerowych. Wcześniej otrzymali sygnał, że na większość programów komputerowych nie ma ona licencji. Nim na miejscu pojawili się właściciele &#8211; małżeństwo O. ze Zgierza &#8211; a policjanci zaczęli zabezpieczać komputery, część pracowników próbowała usuwać pliki i programy z komputerów. Udało się zabezpieczyć prawie 160 twardych dysków z nielegalnymi programami, m.in. &#8222;Office&#8221;, &#8222;DOS&#8221;, &#8222;Windows&#8221;, &#8222;Corel&#8221;, &#8222;Photoshop&#8221;, sieciowymi i antywirusowymi. Przeszukanie zakładu przez policjantów i zabezpieczanie dowodów trwało 20 godzin.
&#8211; Należałoby się zastanowić, czy programy stworzone przez firmę W. z użyciem nielegalnego oprogramowania, a następnie sprzedawane bankom i przedsiębiorstwom, mogą być uznane za legalne &#8211; powiedział nam przedstawiciel &#8222;Lege-Artis-Service&#8221;.
Spółka akcyjna W. mieści się w trzypiętrowym budynku przy ul. Liściastej w Łodzi. Istnieje od 1989 r. Tworzy oprogramowanie dla banków, przedsiębiorstw, dostarcza sprzęt i instaluje sieci komputerowe. Zatrudnia około 280 osób. Według informacji z Internetu, firma W. jest partnerem takich producentów sprzętu i oprogramowania jak IBM, Microsoft, Novell oraz Lotus. Swoje systemy informatyczne zainstalowała w 6 bankach komercyjnych i ponad 60 ich oddziałach, w 8 bankach spółdzielczych i ponad 40 ich oddziałach oraz w kilkuset przedsiębiorstwach w całej Polsce.
Mówi się, że jest siódmą co do wielkości tego typu firmą w Polsce. Kiedyś jej kupnem zainteresowany był warszawski Softbank, a obecnie przymierza się do tego BGŻ.
Do tej pory właściciele firmy W. nie przedstawili licencji na zabezpieczone na dyskach programy. Zgodnie z nowymi przepisami, za używanie nielegalnych programów komputerowych grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

Autor artykułu: (DaG)

Pijany złodziej za kierownicą

Wednesday, August 16th, 2000

Pijanego złodzieja samochodów zatrzymali policjanci patrolujący nocą miasto. Jak się okazało, mężczyzna ten od prawie roku był poszukiwany przez poleską prokuraturę.
Około godz. 2.15 policyjny patrol zauważył jadącego ul. Wólczańską fiata uno bez zapalonych świateł. Kierowca przejechał skrzyżowanie z ul. Więckowskiego na czerwonym świetle i na widok radiowozu zaczął uciekać. Funkcjonariusze ruszyli w pościg. Uciekający wjechał do jednej z bram przy ul. Wólczańskiej. Policjanci zatrzymali go w samochodzie, który &#8211; jak się okazało &#8211; został skradziony kilkanaście minut wcześniej z al. ZHP.
Złodziej, 20-letni Piotr T., miał 0,91 promila alkoholu we krwi. Jest znany śródmiejskim policjantom. Rok temu prowadzili przeciwko niemu postępowanie karne zakończone sporządzeniem aktu oskarżenia o kradzież z włamaniem. Piotr T. od prawie roku był poszukiwany przez poleską prokuraturę. Nie wiadomo było, gdzie mieszka, co uniemożliwiało zakończenie prowadzonego postępowania o inne włamanie.
Właścicielka fiata o kradzieży samochodu dowiedziała się od policjantów.

Autor artykułu: (DaG)

Łódzki szpital nie ma pieniędzy na wypłaty

Wednesday, August 9th, 2000

Centralny Szpital Kliniczny przy ul. Czechosłowackiej w Łodzi, leczący głównie chorych psychicznie, będzie musiał prawdopodobnie zaciągnąć kredyt w banku, by wypłacić pensje swoim czterystu pracownikom. Wynika to z braku pieniędzy z Łódzkiej Regionalnej Kasy Chorych za leczenie pacjentów. &#8211; Teraz dostajemy zaliczki, z których rozliczamy się raz na miesiąc. Od października sami będziemy musieli ponosić koszty pobytu i leczenia chorych, a kasa zwróci nam pieniądze dopiero po przedstawieniu rachunków &#8211; wyjaśnia Maria Antosik, główna księgowa szpitala. &#8211; To całkowicie zaburzy płynność finansową szpitala i spowoduje dwumiesięczny brak gotówki na wypłaty dla pracowników i opłacenie bieżących rachunków. Dlatego będziemy zmuszeni zaciągnąć kredyt. Nie wiem, kto zapłaci odsetki… Szpital jako jedyny w regionie ma oddziały psychiatryczne dla młodzieży, leczy pacjentów z anoreksją i bulimią, prowadzi hostel dla młodzieży, która ma kłopoty rodzinne.Są także oddziały psychogeriatrii i depresji. Na leczenie tutaj niektórzy pacjenci czekają nawet po dwa miesiące.
- Jesteśmy specyficzną placówką. Nikomu nie możemy odmówić pomocy. Jak zostawić na łasce losu anorektyczkę, która – wycieńczona odchudzaniem – ma zaburzone funkcje fizjologiczne? Musimy natychmiast zająć się chorymi z myślami samobójczymi lub w depresji – mówi prof. Jolanta Rabe-Jabłońska. – To, że nasz kontrakt z kasą chorych opiewa na 140 pacjentów, a przyjmujemy 178, bo tyle mamy łóżek, wynika z potrzeb chorych.
Szpital ma w stu procentach wykorzystane łóżka i… 60 tysięcy złotych długu.
- Od kwietnia nie dostajemy zwrotu pieniędzy za leczenie pacjentów, przyjmowanych poza kontraktem – mówi Maria Antosik. – &#8222;Nadliczbowe&#8221; 38 łóżek powinniśmy schować do szafy, żeby nie kusiły lekarzy. Ale szpital jest przecież do leczenia, a nie do oszczędzania.
Łódzka kasa chorych nie czuje się winna.
- Płacimy tyle, ile mamy zapisanych pacjentów w kontrakcie ze szpitalem – mówi Czesław Beda z ŁRKCH. – My też musimy brać kredyty, by wypłacać zaliczki szpitalom. Teraz chcemy to zmienić.
Szpital przy ul. Czechosłowackiej dokonał restrukturyzacji zatrudnienia – zwolnił już prawie 120 osób. Wyżywienie dla pacjentów kupuje od firmy cateringowej, bo tak wychodzi taniej. Na większe oszczędności nie może sobie pozwolić

Autor artykułu: (JXB)