Archive for August, 2000

Rąbanka z chodnika

Tuesday, August 8th, 2000

Wołowinę lub drób prosto z reklamówki, z bagażnika samochodu lub z kartonu ustawionego na chodniku sprzedaje się na łódzkim targowisku „Dolna – Ceglana”. Na Rynku Bałuckim w szeregu stoją blaszane budy. Jest w nich wprawdzie prymitywny sprzęt chłodniczy, ale i tak mięso, nawet w największy upał, leży na ladach. Wyniki zakończonej właśnie kompleksowej kontroli kilkunastu punktów handlu mięsem na łódzkich targowiskach, prowadzonej wspólnie przez powiatowego lekarza weterynarii, sanepid, policję i miejski samorząd, mogą odebrać apetyt…
Kontrolerzy mieli zastrzeżenia do większości mięsnych stoisk. Brud i niewłaściwe przechowywanie mięsa – to najczęstsze zarzuty. Co gorsza, okazuje się, że stan sanitarny wielu takich stoisk na co dzień woła o pomstę do nieba.
– Praktycznie podczas każdej kontroli wypisujemy kupcom mandaty za nieprawidłowe przechowywanie mięsa i fatalny stan sanitarny stoisk – powiedziała nam Iwona Rudnicka z miejskiego sanepidu w Łodzi.
Sanepid jest bezradny wobec handlarzy sprzedających wędliny i mięso z nieprzystosowanych do tego samochodów, bez chłodni. Nielicznych kontrolerów znają wszyscy handlujący na targowiskach, nim więc kontrolerzy dotrą do takiego kupca, ten schowa towar. Pracownik sanepidu nie może go zmusić do otwarcia auta, a policja w kontrolach uczestniczy sporadycznie. Nasilenie latem kontroli (odbywają się zwykle co tydzień) przywołuje tylko niektórych do porządku.
Na szczęście odczuwalnie poprawiła się sytuacja w halach targowych.
– Kupcy remontują chłodnie, malują pomieszczenia, staranniej sprzątają – dodaje Iwona Rudnicka. – W halach wyegzekwowaliśmy ułożenie płytek, zainstalowanie lad chłodniczych z prawdziwego zdarzenia. Smutne jest jednak to, że takie inwestycje trzeba wymuszać, a samym kupcom najmnieju na tym zależy.
Optymizmem napawa jednak fakt, że mięso z łódzkich targowisk pochodzi z pewnych źródeł.
– Sprawdzaliśmy, czy pochodzi z legalnego uboju, czy jest badane i właściwie oznakowane. Nie znaleźliśmy nieprawidłowości – mówi Jacek Tyrankiewicz, miejski lekarz weterynarii.
Odwiedziliśmy kilka mięsnych stoisk na łódzkich targowiskach. Obok ułożonych w kupki wieprzowych skór, kości i mięsnych ochłapów leniwie kręcili się właściciele. Jedna ze sprzedawczyń rozłożyła pomiędzy krwawymi kawałkami gazetę i czytała, dłubiąc w zębach. Na targowisku pod chmurką ladę pokrywał schab, karkówka, boczek, którymi co jakiś czas interesowały się muchy. Jakaś kobieta przebierała między mięsnymi skrawkami. Wokół unosił się słodkawy, mdlący zapach.
Stali klienci tych stoisk zapewniali nas jednak, że zawsze jest na nich świeży i w dodatku tani towar. Przychodzą tu od lat i na pewno nie zrezygnują. A sanepid po prostu się czepia.

Autor artykułu: (Aro)

Mogli nawet wygrać

Monday, August 7th, 2000

<p><b>Wisła Kraków – Widzew 2:2 (1:0)</b><br>Przed meczem niemal wszyscy zwolennicy wicemistrza Polski byli przekonani, że Wisła nie będzie miała problemów z odniesieniem trzeciego z kolei ligowego zwycięstwa. Łodzianie pokazali jednak, że nie są chłopcami do bicia i w tym sezonie nie zamierzają ustępować pola nawet najsilniejszym zespołom naszej ekstraklasy. Mecz zakończył się remisem 2:2, co większość obserwatorów uznało za sprawiedliwy rezultat. Wiśle nie pomogło nawet to, że od siedemdziesiątej minuty grała w przewadze jednego zawodnika, ponieważ sędzia usunął z boiska Marcina Zająca.
Trzeba jednak przyznać, że przy odrobinie szczęścia podopieczni trenera Piotra Kuszłyka mogli nawet pokusić się o zwycięstwo.
Wszystko wskazuje na to, że Widzew jest na najlepszej drodze, by ponownie znaleźć się w czołówce ekstraklasy. Zdecydowanie lepiej zagrali wszyscy zawodnicy. Łodzianie, co należy podkreślić, nie popełnili błędu z Chorzowa, gdzie to już przed meczem wystraszyli się Ruchu. Widzew w sobotę nastawiony był bardzo agresywnie i nawet dwukrotne prowadzenie Wisły nie załamało go. To wielki plus podopiecznych ukraińskiego szkoleniowca.
Spotkanie w Krakowie miało swoje podteksty. Obecnym trenerem Wisły jest Orest Lenczyk, który w poprzednim sezonie prowadził łódzką jedenastkę. Szkoleniowiec nie ukrywał, że bardzo zależało mu na sukcesie swojej drużyny. Mocno się rozczarował, podobnie jak były rozgrywający Widzewa Ryszard Czerwiec.
Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia widzewiaków. Już w drugiej minucie sam na sam z bramkarzem Wisły znalazł się Mirosław Szymkowiak. Łodzianin zamiast zdecydować się na silny strzał podał piłkę w ręce Sarnata i skończyło się na strachu dla wiślaków. O tym, że Wisła to bardzo groźny zespół, goście przekonali się chwilę później. Ładną akcję przeprowadził Kulawik z Frankowskim. Na szczęście dla widzewiaków uderzenie tego ostatniego nie było precyzyjne. Mało brakowało, by w następnej akcji krakowianie objęli prowadzenie. Po błędzie Urbaniaka piłka trafiła do Frankowskiego. Na szczęście krakowianin zwlekał z oddaniem strzału i widzewiak wślizgiem zdołał naprawić swój błąd. W 10 minucie było 1:0 dla gospodarzy. Wiślacy wykorzystali to, że Gedgaudas przebywał poza boiskiem (rozcięty łuk brwiowy) i przeprowadzili akcję prawą stroną.
Piłkę z pola karnego próbował wybijać Urbaniak, ale uczynił to mało precyzyjnie i trafiła ona pod nogi Żurawskiego. Natychmiast zagrał do wbiegającego w pole karne Marka Zająca, który potężnym strzałem z szesnastu metrów pokonał Ludwikowskiego. Był to trzeci gol wiślaka w trzecim meczu sezonu.
Szybko zdobyty gol sprawił, że gospodarze wyraźnie zaczęli szanować piłkę. Grali bez wielkiego rozmachu, co natychmiast wykorzystali łodzianie. Widzew kilkakrotnie groźnie zaatakował, ale brakowało precyzyjnych strzałów. Bramkarza krakowskiej drużyny próbowali pokonać Szymkowiak, Zając, Pawlak Bogusz.
Druga część meczu rozpoczęła się w wymarzony sposób dla gości, którzy już w pierwszej akcji wyrównali. Maciej Stolarczyk, po precyzyjnym podaniu Pawlaka, znalazł się przed Sarnatem. Widzewiak próbował technicznym strzałem przelobować bramkarza Wisły, ale piłka trafiła w poprzeczkę i wyszła w pole. Na szczęście w odpowiednim miejscu był Rafał Pawlak, który silnym strzałem zmusił Sarnata do kapitulacji.
Dziesięć minut później sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Radosław Kałużny pociągany za koszulkę przez Chiomę przewrócił się w polu karnym niczym wytrawny cyrkowiec. Sędzia nie miał jednak wątpliwości, a jedenastkę wykorzystał Żurawski.
Widzew nie załamał się takim obrotem wydarzeń, szybko zdołał doprowadzić do wyrównania. Wielka zasługa w tym Robertasa Poskusa, który zaatakował w polu bramkowym niezdecydowanego Marka Zająca. Krakowianin pogubił się i próbował natychmiast wybić piłkę do przodu. Na przedpolu Sarnata zrobiło się wielkie zamieszanie, a najwięcej zimnej krwi zachował Marcin Zając, który ładnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Widzewiak trzy minuty później zachował się niczym boiskowy nowicjusz. Wiedząc, że ma już na koncie żółtą kartkę wdał się w dyskusję z arbitrem. Sędzia Wójcik, który wyraźnie sprzyjał gospodarzom, tylko na to czekał. Szybko pokazał Zającowi drugi żółty kartonik i w konsekwencji czerwony. Obydwa zespoły stworzyły jeszcze po dwie klarowne sytuacje, ale wynik spotkania nie uległ już zmianie.

Autor artykułu: (hof)