GKS Bełchatów – Stomil Olsztyn 0:1 (0:1)
Gole
0:1 – Matys (40)
Składy
GKS: Łukiewicz – Konkiewicz, Nocoń, Kościelniak – Pranagal, Hinc, Berensztajn, Skinderis, Kalkowski (62, Konon) – Kukulski (77, Popek), Kolendowicz (62, Zimoch). Trener Złomańczuk
Stomil: Krzyształowicz – Januszewski, Lenart (74, Wysocki), Biedrzycki, Siniczyn – Kwiatkowski, Kościuczuk, Radziwon (77, Marzec), Kowalczuk – Matys, Sawicki (89, Salami). Trener Łobocki
Kartki
Żółte: Skinderis – Sawicki, Wysocki, Matys
Sędzia
Antoni Fijarczyk ze Stalowej Woli. Widzów 200
W trzech poprzednich edycjach rozgrywek Pucharu Polski piłkarze GKS Bełchatów przegrywali rywalizację w ćwierćfinale, finale i półfinale. Tym razem na własne życzenie nie udało się im znaleźć w ósemce najlepszych drużyn rozgrywek.
Przegrali, bowiem w pierwszej połowie nie wykorzystali trzech znakomitych okazji, nim rywalom udało się oddać pierwszy groźny strzał na bramkę Sebastiana Łukiewicza (Aleksander Ptak na przedmeczowej rozgrzewce wybił palec).
W 8 minucie Maciej Kalkowski wymanewrował dwóch rywali na prawej stronie boiska i zagrał przed pole karne do pozostawionego Roberta Kolendowicza, który nie trafił w piłkę. Chwilę później po wrzutce Bartosza Hinca i przypadkowym odbiciu przez obrońcę w dogodnej sytuacji znalazł się Paweł Pranagal. Kopnął nieczysto piłkę i Andrzej Krzyształowicz nie miał kłopotów ze złapaniem jej. W 21 minucie Hinc znów otworzył podaniem szansę swojej drużynie. Kalkowski odbił piłkę głową, która przelobowała Krzyształowicza i bramkę.
W pierwszej połowie piłkarze GKS mogli jeszcze dwukrotnie wykorzystać niepewne interwencje Krzyształowicza, któremu piłka wylatywała z rąk, jak woda z dziurawego wiadra. Wystarczyło tylko pobiec po strzale kolegi w kierunku bramki i posłać piłkę do siatki.
Pierwszy wpadł na ten pomysł Sławomir Konkiewicz, który po uderzeniu Roberta Kolendowicza wyjął ją Krzyształowiczowi z rąk. Jednak był przy linii końcowej i nie miał szans trafić w bramkę. Zatem podał piłkę…. rywalowi.
Akcje gości w pierwszej połowie można było policzyć na palcach jednej ręki. Kończyły się strzałami z dystansu i piłka przelatywała obok słupka lub wpadała w ręce poprawnie broniącego Łukiewicza.
W 40 minucie po krótkim rozegraniu rzutu rożnego Łukasz Kowalczuk podbiegł do pola karnego i strzelił z ostrego kąta. Piłka przeszłaby obok słupka, ale odbiła się od nogi Piotra Matysa i wpadła do siatki.
Po przerwie okazało się, że Stomil jest zadowolony z wyniku i przez trzy kwadranse umiejętnie bronił prowadzenia. Piłkarze GKS słabli z minuty na minutę i w końcówce spotkania zagrożenie z ich strony było iluzoryczne.
Kiedy trener Jan Złomańczuk zdjął z boiska Krzysztofa Kukulskiego, stało się jasne, że bełchatowianie nie mają szans doprowadzić do dogrywki. Wprowadzeni po przerwie Jacek Popek, Krzysztof Konon i Marcin Zimoch byli bezradni w walce z defensorami Stomilu.
Zabrakło w ataku Dariusza Patalana, który w tym czasie zaliczał kolokwia na gdańskim AWF, którego jest studentem. Bełchatowskiego napastnika przyjechał zobaczyć Marek Koniarek, trener piłkarzy Widzewa. Nie wiedział jednak o nieobecności Patalana w Bełchatowie.
Prezes górniczego klubu Zdzisław Drobniewski oficjalnie nie został poinformowany o zamiarach łódzkiego klubu. Andrzej Pawelec, właściciel ASPN Widzew zapowiadający sprowadzenie Dariusza Patalana do Łodzi, jeszcze się z nim nie kontaktował.
Powiedział także, że jego drużynie przydałby się taki zawodnik jak Koniarek. Żałował, że nie ma już w Polsce snajperów, jakim był kilka lat temu napastnik Widzewa.
Autor artykułu: Mariusz Goss