Archive for July, 2001

Po powodzi wzrosło zainteresowanie ubezpieczeniami

Tuesday, July 31st, 2001

Chociaż łodzianom nie zagraża bezpośrednio fala powodziowa, tak jak mieszkańcom południowej Polski – wielu woli dmuchać na zimne. – Wzrosło zainteresowanie krótkoterminowymi, dodatkowymi, najczęściej do 1 miesiąca, ubezpieczeniami mieszkań i domów – powiedziała Grażyna Walczak, zastępca dyrektora oddziału okręgowego PZU w Łodzi.

– Obejmuje ono między innymi następstwa klęsk żywiołowych takich, jak powodzie, gwałtowne burze, czy wichury. Jednak większość naszych klientów nadal pozostaje przy tradycyjnym rocznym ubezpieczeniu, które także pokrywa straty wynikłe z powodzi, zalania mieszkania, wichury i innych losowych nieszczęść. Osobom, które wyjeżdżają na wakacje na południe Polski i ryzykują jazdę swoim samochodem wystarcza wykupienie autocasco i ewentualnie przy wyjazdach indywidualnych polisy, pokrywającej koszty leczenia nieszczęśliwych wypadków.

– Telewizyjno-prasowe doniesienia o skutkach powodzi i niezbyt optymistyczne prognozy meteo sprawiły, że nasi klienci regularnie zaczęli płacić roczne ubezpieczenia mieszkań – twierdzi Tomasz Piórkowski, pośrednik ubezpieczeniowy w „Polonii” – Dawniej ludzie, którym minął termin i wygasło ubezpieczenie przypominali sobie o opłatach dopiero po kilku miesiącach. Teraz nikt nie zalega z płatnościami. Ludzie przekonali się, że w razie nieszczęścia, lepiej mieć ubezpieczone mieszkanie.

Autor artykułu: mawi

Bezpieczna „kranówka”

Tuesday, July 31st, 2001

W ostatnich dniach coraz więcej łodzian kupuje wodę pitną w kilkulitrowych pojemnikach. Wiele osób obawia się, że woda płynąca z kranów może być, na skutek powodzi, zanieczyszczona bakteriami i drobnoustrojami.

Przy ulicznych zdrojach ustawiają się kolejki osób czerpiących wodę głębinową. Postanowiliśmy zapytać służby miejskie o jakość łódzkiej wody.

– Jest badana na bieżąco, zajmują się tym sanepidy. Wojewódzka stacja sanitarno-epidemiologiczna wkracza, gdy zmienia się smak wody, jej zapach lub kolor. Na razie w Łodzi nie mamy do czynienia z żadnym z tych zjawisk
– powiedziała nam Barbara Laskowska, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. – W razie potrzeby, na zalane tereny regularnie dostarczana jest woda pitna.

Łódź czerpie wodę z dwóch ujęć na Pilicy oraz z Tomaszowa Mazowieckiego i Zalewu Sulejowskiego. Na razie nie było potrzeby, aby zamknąć któreś z ujęć.

– Zakład Wodociągów i Kanalizacji musiał przeznaczyć więcej pieniędzy i środków na uzdatnianie wody. Nie potrafię jeszcze określić ile będzie to kosztowało. Stan czystości wody sprawdzamy regularnie przez całą dobę. Wyznaczonych jest 49 wskaźników określających jej jakość. Oprócz smaku i składu chemicznego sprawdzane są między innymi barwa i mętność. Jak dotąd nie wydarzyło się nic, co uzasadniałoby twierdzenie, że korzystanie z łódzkiej wody może wywołać negatywne skutki – powiedział nam Marek Pater, dyrektor Wydziału Komunalnego Urzędu Miasta Łodzi.

Autor artykułu: k

Biegli na urlopie

Tuesday, July 31st, 2001

Przed łódzkim Sądem Okręgowym dobiega proces 19-letniego Krzysztofa G., któremu prokuratura zarzuca, że zrabował rowery dwóm nastolatkom, jeżdżącym po lesie łagiewnickim. Ponieważ z powodu urlopów nie stawili się biegli, wczoraj sąd odroczył proces do września.

Krzysztof G. został zatrzymany w czerwcu ubiegłego roku po tym, jak obrabował spacerującego po Arturówku Piotra N. Prokuratura ustaliła, że grożąc nożem typu „motylek” zabrał mu adidasy i bransoletkę.

Zdaniem oskarżyciela, nastolatek ma na sumieniu inne rozboje. W maju z nieustalonym kompanem w lesie łagiewnickim zrabowali dwa rowery górskie, łącznej wartości niemal tysiąca złotych. Właścicielom grozili pobiciem. Krzysztof G. odpowiada też za handel skradzionym jednośladem.

Autor artykułu: ak

Ratujmy perłę baroku

Saturday, July 28th, 2001

Trwa remont sanktuarium Matki Bożej Trybunalskiej. Przeprowadzone dotychczas prace elewacyjne sprawiły, że budowla wyróżnia się z szarego otoczenia.

– Zastosowana kolorystyka – jaśniejsze tło ścian i ciemniejsze tło detali architektonicznych – dodaje kościołowi wielkiej dostojności – podkreśla ojciec superior Edmund Lenz. – Pracami naszymi chcemy przyczynić się do wzrostu kultu Matki Bożej Trybunalskiej i doczekać się koronacji obrazu, który wrósł w historię naszego miasta. Warto pamiętać, że świątynia jest wpisana do rejestru zabytków województwa łódzkiego.

Ponieważ całkowity koszt tegorocznych prac remontowych przekracza kwotę 500.000 zł – ojcowie jezuici mają duże kłopoty z płaceniem na bieżąco faktur. Potrzeba darczyńców, którzy zechcieliby przyłączyć się do odnowienia obiektu. Wpłaty kierować można na konto:

KOŚCIÓŁ I KLASZTOR OO. JEZUITÓW, TOWARZYSTWO JEZUSOWE – DOM ZAKONNY ul. Pijarska 4, 97-300 Piotrków Trybunalski
PKO BP O/ Piotrków Trybunalski
24-10203916-126210380.

Autor artykułu: zat

Pomóżmy powodzianom

Saturday, July 28th, 2001

Wiele tysięcy ludzi straciło w ostatnich dniach dobytek i dach nad głową. Ludzie mieszkający na terenach zalanych przez rzeki i ulewne deszcze potrzebują teraz środków czystości (proszków, środków odkażających, rękawic), gumowych butów, koców, śpiworów i pościeli. Najbardziej jednak potrzebne są pieniądze – aby szybko usunąć skutki powodzi i przywrócić normalne warunki do życia.

Z prośbą o pomoc dla powodzian zwraca się do mieszkańców dawnego woj. piotrkowskiego Zarząd Okręgowy Polskiego Czerwonego Krzyża w Piotrkowie. Pieniądze – jak zawsze w podobnych sytuacjach – wpłacać można na konto PCK w BIG Banku Gdańskim SA, I Oddział w Warszawie nr 11601029-30206050 z dopiskiem „Powódź”, jak również na konto w banku Pekao SA I Oddział w Piotrkowie nr 10801255-3102-27006-801000 (również z dopiskiem „Powódź”).

Wpłaty przyjmowane są także we wszystkich placówkach PCK. W Piotrkowie: w biurze PCK przy ul. Zamurowej 1 codziennie od 7.30 – 15 (nr tel. 649-56-45) i w noclegowni przy ul. Belzackiej 48 w godzinach 7.30 – 21 (także w najbliższą sobotę i niedzielę). ZR PCK w Radomsku, ul. 1000-lecia 4, nr tel. 683-48-25; ZR PCK w Opocznie, pl. Tadeusza Kościuszki 15, tel. 755-26-65; ZR PCK w Bełchatowie, ul. Lipowa 5, tel. 632-14-06; ZR PCK w Tomaszowie, ul. Polna 12, tel. 724-54-38.

Dodajmy, że do akcji pomocy dla powodzian włączyli się już piotrkowscy harcerze, którzy wczoraj kwestowali na ulicach.

Autor artykułu: mj

Polskie karty szczęścia

Saturday, July 28th, 2001

Dla niektórych Polska stała się drugą ojczyzną już po trzech latach. Od początku lipca, by uzyskać zgodę na osiedlenie się w naszym kraju, cudzoziemcy muszą czekać już nie trzy, lecz pięć lat.

Od kilku lat w Piotrkowie, podobnie jak w całym kraju, coraz częściej spotkać można cudzoziemców, którzy podejmują pracę, zakładają rodziny i starają się o zgodę na pobyt stały, który daje znacznie większe uprawnienia niż zezwolenie na pobyt czasowy. Załatwienie formalności nie jest jednak sprawą łatwą, a marzenia o życiu w normalnym kraju dość szybko zmieniają się w biurokratyczny koszmar.
Bardzo dużo problemów z załatwieniem wszystkich formalności miała Elena, która w połowie lat osiemdziesiątych poślubiła piotrkowianina – Andrzeja.

– Wtedy obowiązywała nieco inna procedura i dopiero po pięciu latach wojewoda, bo to należało do jego kompetencji, uznał moją żonę za obywatelkę polską – wspomina Andrzej. Przez ten czas borykaliśmy się m.in. z problemami notarialnymi, bo chociaż Elena była moją żoną, to… nie miała polskiego obywatelstwa. Błędne koło.

Po ustrojowych zmianach wcale nie było lepiej. Przekonała się o tym Rosjanka – Inga, która dziesięć lat temu wyszła za Polaka i razem z nim zamieszkała w Piotrkowie.

– Kartę stałego pobytu uzyskałam w 1993 roku – mówi Inga. – Od początku z załatwianiem wszystkich formalności był problem. Kiedy już wydawało się, że jest po wszystkim, to okazało się, że do czerwca 1998 roku jest wymiana kart na nowe. Ganianie z papierami zaczęło się od początku. Do tego doszedł problem z moim paszportem, który utracił ważność. W końcu, w tym roku, w maju, uzyskałam nową kartę stałego pobytu. To nie w porządku, żeby tak bardzo utrudniać nam życie. Przecież my już jesteśmy dziesięć lat po ślubie, mamy dwoje dzieci. Ja w tym czasie ani razu nie wyjechałam z Polski. Czy to o niczym nie świadczy?

Za postępowanie tych, którzy w Polsce przebywają nielegalnie i nielegalnie podejmują pracę, wysoką cenę płacą wszyscy cudzoziemcy, także ci, którzy chcą postępować zgodnie z obowiązującym prawem.

Gilbert, pochodzący spoza Europy, poznał swoją żonę na studiach. Pobrali się w 1986 roku i wyjechali z Polski rok później. Po jedenastu latach powrócili do Piotrkowa już w trójkę, razem z dzieckiem. Od tego czasu przez dwa lata Gilbert bezskutecznie starał się o pracę. Nikt nie kwestionował jego wiedzy i umiejętności – przeszkodą były zresztą nie tylko względy formalno-prawne.

– Problemem było uzyskanie karty czasowego pobytu, problemem było znalezienie pracy – wspomina jego żona. – Wszystko było problemem. W końcu wyjechaliśmy z Piotrkowa i mieszkamy w innym mieście. Te biurokratyczne przeszkody byłyby może i śmieszne, gdyby tak bardzo nie utrudniały nam życia. Odwiedzał nas nawet dzielnicowy, by zrobić wywiad środowiskowy, a my od piętnastu lat jesteśmy małżeństwem, mamy dziecko, chcemy w Polsce mieszkać, pracować i normalnie żyć.

Załatwianie wszystkich formalności, mimo że dużo kosztuje, to jeszcze trwa bardzo długo. Starania o przedłużenie zezwolenia na pobyt czasowy trzeba podjąć prawie dwa miesiące przed upływem terminu dotychczasowego zezwolenia.

– Właśnie wracam z Łodzi – mówi Gilbert przez telefon. – Straciłem cały dzień. Niestety, nie pierwszy i nie ostatni. Nie objęły mnie stare przepisy. Choć moja żona jest Polką i od tak wielu lat jesteśmy razem, to po nowelizacji ustawy, na zezwolenie na pobyt stały będę musiał teraz czekać dwa lata dłużej.

Celem wprowadzonej ustawy o cudzoziemcach jest dostosowanie polskich przepisów do tych, które obowiązują w Unii Europejskiej.

– Niestety, prawo jest bezwzględne – mówi Janusz Dymczak, zastępca dyrektora wydziału spraw paszportowych i cudzoziemców Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi. – Musimy postępować zgodnie z przepisami ustawy, która weszła w życie 1 lipca tego roku.

W roku ubiegłym w województwie łódzkim wydano 774 karty pobytu czasowego, 42 karty pobytu stałego i 968 wiz pobytowych, a w pierwszym półroczu tego roku odpowiednio 435, 28 i 450.

Autor artykułu: baj

Pięciu na pięciu tysiącach

Friday, July 27th, 2001

Pierwsze prywatne targowisko „Geneva”, uruchomione między ulicami Przybyszewskiego a Zakładową, świeci pustkami. Na pięciu tysiącach metrów kwadratowych próbuje handlować pięciu kupców.

Klientów jest jednak jak na lekarstwo. Właściciel „Genevy” tłumaczy sytuację wakacjami, środkiem tygodnia i paskudną pogodą.

– Generalnie klientów jest więcej niż handlujących, ci pojawiają się głównie w piątki i soboty – mówi Maciej Lewandowski, właściciel obiektu. – Dwa tygodnie temu, gdy była piękna pogoda, handel się udał. Przyjechało czterdziestu kupców i przyszło dużo klientów. Liczę, że będzie lepiej, dlatego inwestuję w to miejsce.

Na targowisku trwają roboty kanalizacyjne. Jest oświetlenie i całodobowa ochrona. Gra muzyka puszczana przez radiowęzeł.
Jedna z kobiet handlujących na „Genevie” przyjeżdża tu od czerwca. Wcześniej pracowała na „Czerwonym Rynku”. Mówi, że jest ciężko, ale liczy, że zły okres minie.

Kilka innych osób narzeka, że za daleko jest do bloków i domów, i że trudno tu dojechać.

Maciej Lewandowski twierdzi, że klienci przyjeżdżają samochodami, rowerami i przychodzą na piechotę.

Swoją działalność na targowisku zapowiedziało kilku kolejnych kupców z likwidowanego „Czerwonego Rynku”. Na „Genevie” placowe jest mniejsze niż na innych targowiskach, więc handlowcy są nim zainteresowani.
Na razie odstrasza ich głównie pogoda…

Autor artykułu: aro

W szał w szalecie

Friday, July 27th, 2001

Wczoraj w południe anonimowy rozmówca powiadomił policję, że w szalecie publicznym w rejonie ulic Tatrzańskiej i Przybyszewskiego ugodzono nożem mężczyznę. Policjanci pojechali natychmiast, ale nie zastali rannego, a jedynie 36-letnią pracownicę toalety.

Kobieta przyznała, że doszło do takiego zdarzenia, a ranny mężczyzna wyszedł już z budynku i podała dokładny adres, gdzie się udał.

Pod wskazanym adresem znaleziono mężczyznę z raną kłutą brzucha i natychmiast przewieziono do szpitala.

Policjanci wrócili jeszcze raz do szaletu i zabrali 36-letnią babcię klozetową. Była kompletnie pijana – miała 2,74 prom. alkoholu. Nie przeszkodziło jej to posprzątać w toalecie i wytrzeć ślady krwi.

Ranny, 44-letni mężczyzna to jej konkubent. Prawdopodobnie podczas sprzeczki w miejscu pracy konkubiny, ta sięgnęła po nóż i wbiła go w trzewia mężczyzny.

Podczas ustalania okoliczności zdarzenia wyszło na jaw, że pokrzywdzony ma jeszcze drugą konkubinę i to w jej mieszkaniu się ukrył.

– Kobieta trafiła do izby wytrzeźwień – mówi Dariusz Krawczyk z KMP w Łodzi. – Kiedy dojdzie do siebie, porozmawia z nią prokurator i zdecyduje jaki przedstawić jej zarzut.

Autor artykułu: maj

Zapłać, to zapomnimy…

Friday, July 27th, 2001

W środku nocy policjanci zatrzymali 18-letniego rozbójnika, który wraz z kilkoma innymi sprawcami obrabował przechodnia na ul. Broniewskiego. Najpierw sprawcy zabrali pokrzywdzonemu telefon komórkowy, a później zażądali pieniędzy za jego zwrot.

Opłatę ustalili na 40 zł, a byli tak bezczelni, że poszli z pokrzywdzonym do bankomatu, aby pobrał pieniądze. Tam nieszczęśnik dowiedział się, że do 40 zł musi dorzucić jeszcze 50. W zamian bandyci zapomną, że istnieje. Inaczej znajdą go i pobiją.

Pokrzywdzony zgłosił ten fakt policji, która podczas penetracji terenu odnalazła jednego ze sprawców. Dzisiaj zapadnie decyzja, czy prokurator wystąpi z wnioskiem o areszt 18-latka.

Autor artykułu: maj

Krótko i spokojnie

Thursday, July 26th, 2001

Zupełnie inny od poprzednich był wczorajszy, kolejny już dzień procesu emerytowanego policjanta z Łodzi, 46-letniego Andrzeja S. Proces toczy się przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie, a sześcioosobowemu składowi orzekającemu przewodniczy sędzia Sławomir Cyniak.

Andrzej S. oskarżony jest, przypomnijmy, o dokonanie 22 marca 1999 r. zabójstwa innego łodzianina Jacka M. Od niego to, zdaniem prokuratury, oskarżony miał kupić dowód osobisty, którym następnie – wkleiwszy swoje zdjęcie – posługiwał się przy zakładaniu firm, otwieraniu kont bankowych i dokonywaniu operacji finansowych. Ta część jego działalności opisana jest w drugim zarzucie, dotyczącym fałszowania dokumentów, wyłudzania poświadczenia nieprawdy i próby wyłudzenia łącznie ponad 600 tys. złotych.

O tych przede wszystkim sprawach mówili świadkowie przesłuchiwani wczoraj przez sąd. Ilona Sz., pracownica Urzędu Skarbowego Warszawa-Wola, potwierdziła, że do jej urzędu, z wnioskiem o zwrot ponad 500 tys. zł podatku VAT – zwróciła się spółka „Rimbo” Jacka M. Okazało się jednak, że wniosek był niepełny, a niektóre dokumenty – fałszywe, i że o firmie nikt pod wskazanym adresem nie słyszał. Nikt też, podkreśliła Ilona Sz., nie zgłaszał się do niej osobiście w imieniu firmy.

Fakt sfałszowania Numeru Identyfikacji Podatkowej firmy „Rimbo” potwierdziła Ewa P. z Urzędu Skarbowego Łódź-Śródmieście. Z kolei lublinianka Beata S. przyznała, że otrzymała jedną fakturę wystawioną przez spółkę „Ewerys” Jacka M., ale oskarżonego widzi po raz pierwszy.
Proces Andrzeja S. kontynuowany będzie w sierpniu.

Autor artykułu: mj