Dla niektórych Polska stała się drugą ojczyzną już po trzech latach. Od początku lipca, by uzyskać zgodę na osiedlenie się w naszym kraju, cudzoziemcy muszą czekać już nie trzy, lecz pięć lat.
Od kilku lat w Piotrkowie, podobnie jak w całym kraju, coraz częściej spotkać można cudzoziemców, którzy podejmują pracę, zakładają rodziny i starają się o zgodę na pobyt stały, który daje znacznie większe uprawnienia niż zezwolenie na pobyt czasowy. Załatwienie formalności nie jest jednak sprawą łatwą, a marzenia o życiu w normalnym kraju dość szybko zmieniają się w biurokratyczny koszmar.
Bardzo dużo problemów z załatwieniem wszystkich formalności miała Elena, która w połowie lat osiemdziesiątych poślubiła piotrkowianina – Andrzeja.
– Wtedy obowiązywała nieco inna procedura i dopiero po pięciu latach wojewoda, bo to należało do jego kompetencji, uznał moją żonę za obywatelkę polską – wspomina Andrzej. Przez ten czas borykaliśmy się m.in. z problemami notarialnymi, bo chociaż Elena była moją żoną, to… nie miała polskiego obywatelstwa. Błędne koło.
Po ustrojowych zmianach wcale nie było lepiej. Przekonała się o tym Rosjanka – Inga, która dziesięć lat temu wyszła za Polaka i razem z nim zamieszkała w Piotrkowie.
– Kartę stałego pobytu uzyskałam w 1993 roku – mówi Inga. – Od początku z załatwianiem wszystkich formalności był problem. Kiedy już wydawało się, że jest po wszystkim, to okazało się, że do czerwca 1998 roku jest wymiana kart na nowe. Ganianie z papierami zaczęło się od początku. Do tego doszedł problem z moim paszportem, który utracił ważność. W końcu, w tym roku, w maju, uzyskałam nową kartę stałego pobytu. To nie w porządku, żeby tak bardzo utrudniać nam życie. Przecież my już jesteśmy dziesięć lat po ślubie, mamy dwoje dzieci. Ja w tym czasie ani razu nie wyjechałam z Polski. Czy to o niczym nie świadczy?
Za postępowanie tych, którzy w Polsce przebywają nielegalnie i nielegalnie podejmują pracę, wysoką cenę płacą wszyscy cudzoziemcy, także ci, którzy chcą postępować zgodnie z obowiązującym prawem.
Gilbert, pochodzący spoza Europy, poznał swoją żonę na studiach. Pobrali się w 1986 roku i wyjechali z Polski rok później. Po jedenastu latach powrócili do Piotrkowa już w trójkę, razem z dzieckiem. Od tego czasu przez dwa lata Gilbert bezskutecznie starał się o pracę. Nikt nie kwestionował jego wiedzy i umiejętności – przeszkodą były zresztą nie tylko względy formalno-prawne.
– Problemem było uzyskanie karty czasowego pobytu, problemem było znalezienie pracy – wspomina jego żona. – Wszystko było problemem. W końcu wyjechaliśmy z Piotrkowa i mieszkamy w innym mieście. Te biurokratyczne przeszkody byłyby może i śmieszne, gdyby tak bardzo nie utrudniały nam życia. Odwiedzał nas nawet dzielnicowy, by zrobić wywiad środowiskowy, a my od piętnastu lat jesteśmy małżeństwem, mamy dziecko, chcemy w Polsce mieszkać, pracować i normalnie żyć.
Załatwianie wszystkich formalności, mimo że dużo kosztuje, to jeszcze trwa bardzo długo. Starania o przedłużenie zezwolenia na pobyt czasowy trzeba podjąć prawie dwa miesiące przed upływem terminu dotychczasowego zezwolenia.
– Właśnie wracam z Łodzi – mówi Gilbert przez telefon. – Straciłem cały dzień. Niestety, nie pierwszy i nie ostatni. Nie objęły mnie stare przepisy. Choć moja żona jest Polką i od tak wielu lat jesteśmy razem, to po nowelizacji ustawy, na zezwolenie na pobyt stały będę musiał teraz czekać dwa lata dłużej.
Celem wprowadzonej ustawy o cudzoziemcach jest dostosowanie polskich przepisów do tych, które obowiązują w Unii Europejskiej.
– Niestety, prawo jest bezwzględne – mówi Janusz Dymczak, zastępca dyrektora wydziału spraw paszportowych i cudzoziemców Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi. – Musimy postępować zgodnie z przepisami ustawy, która weszła w życie 1 lipca tego roku.
W roku ubiegłym w województwie łódzkim wydano 774 karty pobytu czasowego, 42 karty pobytu stałego i 968 wiz pobytowych, a w pierwszym półroczu tego roku odpowiednio 435, 28 i 450.
Autor artykułu: baj