Bareja mógłby go wykorzystać, gdyby przyszło mu do głowy kręcić współczesną wersję „Misia”, a i sam Mrożek doceniłby zapewne absurd sytuacji. W nocy przejazd kolejowy na ul. Moryca w Piotrkowie jest nieczynny. Tak po prostu.
– To jakaś paranoja, żywcem wyjęta z komedii o czasach komunizmu – oburza się jeden z naszych Czytelników (nazwisko do wiadomości redakcji) mieszkający w tym rejonie. – Tyle że nas cała ta sytuacja jakoś wcale nie bawi.
Przejazd na ul. Moryca położony jest na peryferiach miasta, między ulicami Przemysłową a Glinianą. W tym rejonie ruch pojazdów jest zwykle niewielki, ale nie tłumaczy to rozwiązania zafundowanego mieszkańcom przez Polskie Koleje Państwowe. Ulica jest nocą zamknięta dla ruchu.
Jeśli, nie daj Boże, przyjdzie nam się tam znaleźć po godz. 22, jedyne co pozostaje, to „pocałowanie” szlabanu. Wtedy trzeba zrobić w tył zwrot i szukać objazdu przez inną część miasta. I tak do szóstej nad ranem.
Kto i po co wpadł na tak genialny pomysł? – spróbowaliśmy się dowiedzieć w piotrkowskiej siedzibie Polskich Kolei Państwowych. Informacji, co prawda, udzielono, ale pod warunkiem nieujawniania nazwiska rozmówcy.
– Przejazd zamykamy w nocy z powodu braku obsady, bo nie ma pieniędzy, by opłacać tu dróżnika – wyjaśnia anonimowy urzędnik PKP. – Poza tym w nocy ruch kołowy był tam i tak bardzo mały. Decyzję uzgodniliśmy wcześniej z władzami samorządowymi Piotrkowa.
Urzędnik zapewnił ponadto, że PKP pomyślały o bardziej cywilizowanym rozwiązaniu, ale na ra-zie nie ma na nie pieniędzy. Chodzi o zamontowanie samoczynnej sygnalizacji świetlnej na rogatce.
Kiedy mogłaby się pojawić – nie wiadomo.
– Sprawę znamy i chcieliśmy, żeby na Moryca przejazd zamykano inaczej – mówi Albin Chomicki, zastępca naczelnika Wydziału Inżynierii Miasta. – Ale torowisko nie należy do ulicy i PKP ma prawo je zamknąć.
Tymczasem mieszkańcom pozostaje omijanie nocą nieszczęsnej ulicy Moryca. A zresztą, cóż miałby tam robić ktoś przyzwoity w czasie obowiązywania ciszy nocnej?
Autor artykułu: Marek Obszarny