Grafficiarze zrobili szkic na kamienicy przy Piotrkowskiej i… zabrakło im farb! Łódzka gmina, do której budynek należy i która wypowiadała się na temat projektu, umyła ręce.
Grupa Design Futura dała pomysł namalowania największego graffiti na świecie na ścianie kamienicy przy ulicy Piotrkowskiej 152. Członkowie grupy za własne pieniądze zrobili na ścianie szkic, ale aby uzupełnić go sprayami potrzebują 60 tysięcy złotych.
Twierdzą, że sponsor się chyba wycofał, bo nie mogą się z nim w żaden sposób skontaktować.
Na początku projekt obrazu przedstawiał łodzie na oceanie. W bitwie nie ucierpiała tylko jedna łódź, ta z herbem Łodzi na żaglach. Ten projekt nie spodobał się urzędnikom z łódzkiego magistratu.
Artyści zaproponowali więc inny projekt: fragment placu Wolności, łódkę z herbem miasta i logo sponsora. Udało się im załatwić zgodę na namalowanie graffiti u plastyka miasta, wojewódzkiego konserwatora budynków, w delegaturze Łódź-Śródmieście.
– Myśleliśmy, że to już koniec problemów – mówi Wojciech Paszkowski, menedżer grupy Design Futura. – Przez tydzień namalowaliśmy zarys projektu i stanęliśmy z pracami, bo sponsor firma „Remo-Bud” nie dowiózł nam obiecanych wcześniej sprayów. Dzwoniliśmy wielokrotnie do szefa firmy, ale nikt nie chciał z nami rozmawiać. Powinniśmy już dawno zacząć pracę, ale przecież nie możemy malować kilkoma puszkami kupionymi za własne pieniądze.
Artyści chcieli przekazać swoje dzieło miastu, liczyli na to, że będzie wpisane do księgi Guinnessa, że mieszkańcy polubią je tak jak ławeczkę Tuwima i kufer Reymonta.
– Rozmawialiśmy już z pracownikami Wydziału Promocji i Rozwoju Urzędu Miasta Łodzi, ale oni nie mogą nam pomóc, bo też nie mają pieniędzy na farby – mówi Wojciech Paszkowski. – A tu potrzebne są duże pieniądze, bo trzeba kupić 6 tys. puszek z farbą. Musimy tak pomalować ścianę, żeby nasze malowidło przetrwało 10 lat.
Artyści na własną rękę szukają innego sponsora.
– Może to będzie sieć telefonii komórkowej – zastanawia się menedżer grupy. – Może zgłosi się ktoś inny. Zależy nam na tym, żeby dzieło ujrzeli jak najszybciej mieszkańcy Łodzi.
– Nie możemy pomóc artystom, bo porozumienie z firmą „Remo-
-Bud” zawarli między sobą artyści i firma, my nie braliśmy w tym udziału, pomagaliśmy w akceptacji projektu przez władze miasta – mówi Beata Kosiorek-Aszkielaniec, dyrektor Wydziału Promocji i Rozwoju Urzędu Miasta Łodzi. – W zamian za farby „Remo-Bud” dostanie reklamę na malowidle.
Nam udało się porozmawiać przez telefon komórkowy ze Stanisławem Jędrzejczakiem, właścicielem firmy „Remo-Bud”. Jego wersja stoi w sprzeczności ze słowami grafficiarzy.
– Chciałem dać w piątek artystom lakiery, ale stwierdzili, że pada deszcz, więc nie będą malować – mówi Stanisław Jędrzejczak. – Poczekam więc do poniedziałku. Pani się dodzwoniła bez problemu, więc oni też mogli.
Autor artykułu: (jxb)