Archive for September, 2001

Muzyczne wieczory: sentymentalizm i skrzypce

Monday, September 24th, 2001

Filharmonia Łódzka podczas ostatniego koncertu zaprezentowała program, jaki przedstawi podczas najbliższego tournee po Niemczech. Nie podzielając gustu niemieckiej publiczności, trzeba przyznać, że wykonanie zakontraktowanych utworów stało na bardzo wysokim poziomie.

Suita z baletu „Śpiąca królewna” Piotra Czajkowskiego była w Łodzi wykonana po raz pierwszy. Prawykonanie było znakomite, wszakże samo dzieło nieco mu ustępowało, podobnie jak i wielu kompozycjom rosyjskiego romantyka.

Muzyka, mimo głębokich uczuć zawartych w niej przez kompozytora, nie porywa świeżością i kolorami. Może dlatego prowadzący koncert od dyrygenckiego pulpitu Andrzej Straszyński przekonać chciał do suity dynamiką. Jeśli chodziło o zmasowany atak forte, to w pełni się koncepcja udała: tak głośno w sali przy Piotrkowskiej dawno nie było.

Szczęśliwie dla kompozycji ostatni w jej składzie jest Walc, i to on pozostawia publiczność w sentymentalnym zasłuchaniu.

Bez zarzutu orkiestra i dyrygent wyszli ze zmagań z I Symfonią B-dur „Wiosenną” Roberta Schumanna. Wiosna, jaką opisuje w utworze Schumann, nie przychodziła w tamtym czasie do kompozytora lekka i piękna. Choć twórca bez pamięci i z wzajemnością zakochany był w Klarze Wick (która w 1840 r., została jego żoną), to jego symfonia (prawykonanie odbyło się w marcu 1841 roku) niewiele ma znamion wiosennego rozmarzenia romantycznego kochanka.

Całość nie wybija się ponad liryczne banały i wzniosłe patosy. Ale jeśli Niemcom tak bardzo się podoba, to dlaczego nie zagrać im tej symfonii tak pięknie, jak stało się to podczas ostatniego koncertu filharmoników?

Gwoździem programu miał być występ znakomitego polskiego wiolonczelisty – Dominika Połońskiego. Młody artysta zachorował i zastąpił go starszy, wybitny kolega – Konstanty Andrzej Kulka. Po usłyszeniu w jego wykonaniu koncertu skrzypcowego A-dur Karłowicza, publiczność nie posiadała się z zachwytu. Kulka sprawił nie tylko przyjemność wybierając ze swego bogatego repertuaru piękny utwór, ale cieszył jego doskonałą interpretacją. Biegłość techniczna i dojrzałość duchowa idą u tego artysty w parze ze spontanicznym uczuciem, jakim obdarowuje za każdym razem wykonywane przez siebie dzieło. I dlatego właściwiej jest mówić, że Kulka kreuje, a nie, że wykonuje. Wirtuozeria artysty sprawiła, że filharmoniczna stodoła na chwilę przemieniła się w świątynię sztuki. Wielkie dzięki.

Autor artykułu: (lenar)

Niedzielny obiad rodzinny

Monday, September 24th, 2001

Odrzucić precz Gombrowicza, skompromitować go, zniszczyć, tak, to byłoby ożywiające… Tak myślał Gombrowicz, tego chciał, a może tylko prowokował? Jakkolwiek jest, myśl autora „Ferdydurke” wydaje się zajmująca. Jednak nie na tyle, by przejął się nią Waldemar Śmigasiewicz, reżyser inscenizujący we własnej adaptacji „Ferdydurke” na scenie Teatru Powszechnego w Łodzi.

Najnowsza premiera tego teatru miała z założenia udokumentować, że Powszechny nie musi być skazany wyłącznie na granie fars, komedii, kabaretów. Czy repertuar popularny to także utwory Gombrowicza? – nie sądzę. Że Powszechny może grać co chce – nie wątpię. „Ferdydurke” jasno udowodniła, że potencjał aktorski teatru jest ogromny. A jego jakość wysoka.

Problem tkwi jedynie w inscenizacji i reżyserii „Ferdydurke”. Adaptacja nie pozostawia właściwie nic do zarzucenia, bo wyłącznie niedojrzałym akademickim sporem byłoby dowodzenie, że np. „Ferdydurke” bez „Filidora dzieckiem podszytego”, to nie „Ferdydurke”. Waldemar Śmigasiewicz mierząc się z egzystencjalnymi problemami jednostki, nie pokusił się o prezentację formy (także w procesie jej stawania się), która tak bardzo w „Ferdydurke” (i nie tylko) zajmowała Gombrowicza. „Ferdydurke” była nowatorskim dziełem literackim i chyba wciąż jeszcze pozostaje oryginalnym utworem – jak pisze Jerzy Jarzębski – łączącym fikcyjną fabułę z esejem, konwencję realistyczną z fantasmagorią i kreacyjnością.

Śmigasiewicz zamiast zaprosić na przedstawienie formalnie niezwykłe – jak mógłby napisać Gombrowicz: fascynujące prostotą w zawiłości swojej prostą i zawiłą – częstuje widzów niedzielnym obiadem rodzinnym. Nie za gorącym i nie za zimnym. Przy wspólnym stole zasiąść muszą: Miętus, Józio, Syfon, państwo Młodziakowie i naturalnie ciocia Hurlecka (z domu Lin) z całą resztą ziemiańskiej twierdzy konserwatyzmu, w tym oczywiście z Zygmusiem i Walkiem – parobkiem.

Przy okazji takiego obiadu, na stół „wjechać” muszą dania nie dość wyszukane. Dobrze jest, gdy wszyscy już je znają. Są one naturalnie przyrządzone z najprzedniejszych składników. Ale są też na tyle sprawdzone i bezpieczne, żeby wszystkim dogodzić. By, pośród rozmów o wszystkim i o niczym, nikt nie zmęczył się zbytnio, nie zgorszył, no i żeby formę zachować. Krótko mówiąc – przy niedzielnym obiedzie nie czas na oryginalność.

I takie właśnie jest przedstawienie „Ferdydurke” w Teatrze Powszechnym. Składniki ma znakomite, czas przy nim miło biegnie. Na koniec żegnamy się w lansadach i uśmiechach. A przecież ktoś z gębą w rękach powinien uciekać, swoją obcością w swojskość uderzyć…

Cóż… okazuje się, że sztuce można zarzucić poprawność. Sztuce inscenizacji, reżyserii. Pewnie i aktorskiej, ale nie w tym przypadku. Wszyscy występujący w spektaklu znakomicie zinterpretowali intencje reżysera, mniej lub bardziej wikłając się w Gombrowiczowskie formy. Znakomicie klimat ziemiańskich natręctw oddali Barbara Szcześniak i Mirosław Henke (doskonali w każdej sytuacji, każdym dialogu), w których konsekwentnie umacniał ich oryginalny Zygmuś Andrzeja Jakubasa.

Świetne postaci stworzyli, i znakomicie razem zagrali: Jacek Łuczak (Miętus) i Tomasz Piątkowski (parobek Walek). Syfon, zwykle delikatnej urody, u Śmigasiewicza jest chłopięciem nieco bardziej chłopakowatym. W tej roli bardzo dobrze zaprezentował się Janusz German (na marginesie: to cieszy, bo to już kolejna interesująca rola wyraźnie rozwijającego się aktora). Bez zarzutu Piotr Lauks, Ewa Sonnenburg i Karolina Łukaszewicz grali Młodziaków, pełnym uroków demagogii był prof. Bladaczka Zbigniewa Szczapińskiego, demonicznym Pimkiem Krzysztof Bauman. Zaś Mariusz Siudziński wielkim Józiem był. Sądzę, że gdyby reżyser zdecydował się dodać Józiowi nieco więcej cech człowieczych i zwątpienia, to może „Ferdydurke” zbliżyłaby się do nas. I nie byłoby z tym gorzej. Ale – jak pisał Gombrowicz – najtrudniej walczyć z własną skorupą.

Autor artykułu: Michał Lenarciński

Łódki już nie wypłyną

Friday, September 21st, 2001

Pracownicy wydziału promocji Urzędu Miasta Łodzi wpadli w minionym roku na pomysł, aby na ulicy Piotrkowskiej pojawiły się łódki-ławki nie tylko dla zakochanych.
Pomysł bardzo się łodzianom spodobał, rozpoczęto więc szukać sponsora. Znaleziono browar, który zgodził się zainwestować.

W połowie maja minionego roku na Pietrynie rozstawiono 10 łódeczek. W każdej zamontowane były dwie ławeczki i stolik. Browar udostępnił je pubom sprzedającym jego piwo. Wydawało się, że łódki na stałe wpiszą się w krajobraz Piotrkowskiej.

Jednak w sezonie ogródkowym 2001 nie pojawiły się na Piotrkowskiej. W Urzędzie Miasta Łodzi Piotr Połoński, zastępca dyrektora wydziału promocji powiedział nam, że ponieważ miasto nie było właścicielem łódek nie miało też prawa do dysponowania nimi. Urzędnicy byli przekonani, że łódki „wypłyną” w tym roku na Pietrynę. Nie wiedzą dlaczego tak się nie stało.

W siedzibie przedstawicielstwa browaru dowiedzieliśmy się, że łódki uległy… kasacji.

– Po ubiegłorocznym sezonie zostały tak zdewastowane, że nie opłacało się ich już remontować – wyjaśnia Jacek Gawroński, kierownik ds. gastronomii „Żywca” w Łodzi.
– Były to dość delikatne konstrukcje, a obowiązujące przepisy zmuszały restauratorów do stawiania ich poza ogródkami. Trudno im było obsługiwać klientów w łódeczkach i chronić je przed atakami wandali. Gdy je nam zwrócono okazało się, że tylko dwie nadają się jeszcze do użytku. Choć koszt remontu przekraczał połowę wartości każdej łódki, mieliśmy plany by stworzyć w Łodzi pub z samymi łódkami. Niestety, w tym czasie zaczęły wchodzić w życie nowe ustawy dotyczące sposobów umieszczania reklam browarów, blokujące nasze poczynania. Ogródków na Piotrkowskiej jest bardzo dużo, a zyski z nich są coraz mniejsze. Przy takiej recesji zdecydowano więc „zezłomować” zniszczone łódki.

Nasz rozmówca nie wyklucza, że gdyby sytuacja poprawiła się, browar wróci do koncepcji pubu jeziora.

Autor artykułu: (aro)

Chleb pod „Palmą”

Friday, September 21st, 2001

Trwa akcja rozdawania pieczywa w ZOZ dla Szkół Wyższych „Palma” przy ul. Rewolucji 1905 roku.

– Codziennie przed południem na parterze koło rejestracji ustawiają się kolejki po chleb – powiedziała nam Anna Podgórska z sekcji marketingu „Palmy”. – Początkowo rozdawaliśmy po 300 bochenków. Teraz już po 800. Przychodzą głównie ludzie starsi, ale także dzieci i młodzież ze Śródmieścia. Nasza dzielnica nie należy do najbogatszych. Coraz więcej ludzi ubożeje i traci pracę. Darmowe pieczywo cieszy się więc sporym wzięciem.

W ubiegłym roku, dzięki prywatnym dostawcom żywności, w „Palmie” udało się zorganizować akcję dożywiania dzieci z najbiedniejszych rodzin.

– Każdego dnia oferowaliśmy darmowe obiady 15 dzieciom – dodała Anna Podgórska.

W „Palmie” trwa nadal zbiórka darów dla powodzian. W przyszłym tygodniu do Gdańska ruszyć ma transport głównie ciepłej, jesienno-zimowej odzieży. W grudniu natomiast, jak co roku, pracownicy ZOZ-u „Palma” przygotują gwiazdkę dla najbiedniejszych dzieci.

Autor artykułu: (mawi)

Praca w Irlandii czeka

Friday, September 21st, 2001

Pokojówka, kucharz, barman i recepcjonista mają szansę znalezienia pracy w Irlandii. Jeszcze tylko do 26 września wojewódzki Urząd Pracy prowadzi nabór chętnych, zainteresowanych pracą w branży turystycznej i hotelowej w tym kraju. Potrzebni są ludzie w wieku od 21 do 25 lat, absolwenci szkoły średniej, pomaturalnej lub licencjatu w zakresie hotelarstwa lub turystyki, dobrze znający język angielski.

Od kilku dni takich ofert legalnej pracy z krajów Unii Europejskiej pojawia się w „pośredniaku” przy ul. Wólczańskiej znacznie więcej niż dotychczas.

– Wszystko to dzięki naszemu nowemu internetowemu systemowi pośrednictwa pracy – powiedział Mirosław Kwiatkowski, dyrektor WUP. – Do komputerowych przeglądarek ustawiają się kolejki osób, które bezpłatnie mogą korzystać z europejskich katalogów ofert w sieci. Bezrobotni mogą także zakładać własne skrzynki pocztowe, na które będą otrzymywali propozycje pracy.

Czas skończyć z papierkami i mechanicznym „odhaczaniem”. Namawiamy firmy i instytucje, zwłaszcza te, które organizują szolenia, do tego, by występowały do Krajowego Urzędu Pracy o zgodę na międzynarodowe pośrednictwo pracy. Nam to chleba nie odbierze, a bezrobotnym otworzy wiele nowych możliwości. Prawdopodobnie w marcu 2002 roku, jeśli uda nam się uporządkować oferty nadsyłane przez regiony europejskie do samorządów wojewódzkich i powiatowych oraz skonfrontować je z naszymi potrzebami, to powstanie pierwszy katalog z prawdziwego zdarzenia.

Autor artykułu: (mawi)

Policjanci są gotowi do akcji protestacyjnej

Thursday, September 20th, 2001

We wtorek w Łodzi ma się zebrać zarząd wojewódzki Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Policjantów, który zdecyduje, jaką formę protestu podejmie związek.
Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, policjanci chcą porozmawiać z odpowiedzialnymi za finansowanie ich jednostek, czyli z wojewodą łódzkim, prezydentami i burmistrzami miast oraz starostami. Jeśli to nie przyniesie efektu, prawdopodobne jest podjęcie innych środków.

– Nie żądamy niczego więcej ponad to, co nam się należy, byśmy mogli wykonywać swoją pracę – powiedział jeden ze związkowców.

Sytuacja finansowa w policji jest tragiczna. Zapowiadają się dalsze ograniczenia wydatków na tę służbę. Komendanci muszą oszczędzać na wszystkim, od ograniczania limitów na jazdy radiowozami, po wyłączanie światła w komendach i odłączanie telefonów.

Zarząd krajowy NSZZ Policjantów podjął wczoraj uchwałę o gotowości do akcji protestacyjnej w komendach w całym kraju.

Autor artykułu: (maj)

Księży Młyn w Brukseli

Thursday, September 20th, 2001

Historyczny zespół przemysłowo-mieszkaniowy Księży Młyn z przełomu XIX i XX wieku oraz kompleks przemysłowy z lat 70. Dąbrowa Przemysłowa mają szanse znaleźć się w V programie ramowym Unii Europejskiej. 15 października zadecyduje o wejściu do tego programu komisja UE w Brukseli.

– Stuttgart, nasze miasto partnerskie, zaproponował nam udział w programie badawczym dotyczącym rozwoju miast na dawnych obszarach poprzemysłowych – mówi Beata Kosiorek-Aszkielaniec, dyrektor Wydziału Rozwoju i Promocji UMŁ. Oprócz Łodzi zaproszono miasta z Francji, Wielkiej Brytanii, Portugalii i Włoch. Jeśli Unia Europejska zaakceptuje wspólny program, przekaże nam pieniądze.

– Zagospodarowanie terenów Księżego Młyna i Dąbrowy Przemysłowej pozwoli na ich integrację z miastem i lepsze wykorzystanie przez mieszkańców Łodzi – mówi Beata Kosiorek-Aszkielaniec. Mieszkańcy Księżego Młyna wypowiedzą się na temat zagospodarowania dawnych hal fabrycznych. Odpowiedzą na pytanie czy zrobić tam galerie i pracownie artystów, czy przekształcić te tereny w miejsce wypoczynku łodzian. Pomoc w szczegółowym opracowaniu łódzkiego projektu zaproponowały już Międzynarodowy Instytut Ekologii PAN i Katedra Ekologii Stosowanej Uniwersytetu Łódzkiego.

Autor artykułu: (jxb)

Marsz dla pokoju

Thursday, September 20th, 2001

Z placu Dąbrowskiego przejdą do bazyliki archikatedralnej
To będzie wielka promocja pokoju, protest przeciw bezprawiu, terroryzmowi i narkotykom.

Chcemy żyć godnie i przekazywać wartości chrześcijańskie młodym – powiedział wojewoda łódzki Michał Kasiński. – Ten marsz ma udowodnić, że nie damy się zepchnąć na margines życia grupom reprezentującym ideologie zła. Swoje przybycie zapowiedzieli już przedstawiciele ambasady amerykańskiej – mówił wojewoda.

Marsz rozpocznie się dziś o godzinie 17 na placu Dąbrowskiego. Po otwarciu swoje przeboje zagra zespół Saruel. Młodzież przejdzie ulicami Narutowicza, Piotrkowską do bazyliki archikatedralnej.

Przed mszą św. Antonina Krzysztoń wyśpiewa modlitwę o pokój. Około godziny 19, arcybiskup Władysław Ziółek przewodniczyć będzie uroczystej liturgii eucharystycznej z udziałem przedstawicieli innych kościołów chrześcijańskich. A potem rozpocznie się wielkie koncertowanie Tomka Kamińskiego, Krzysztoniowej i Pomocy Duchowej.

Autor artykułu: (z.ch.)

Z trzeciej strony – Jerzy Witaszczyk

Tuesday, September 18th, 2001

Za to jest weselej

Po czterech latach sprawowania władzy przez AWS, bez obawy popełnienia pomyłki, można stwierdzić, że rząd Jerzego Buzka nie sprawił nam zawodu i zrobił wszystko, aby zachować polską normę: nie jest lepiej, jest za to weselej.

Jak doniosło „Życie Warszawy”, Ministerstwo Zdrowia odwołało dyrektora Instytutu Leków prof. Aleksandra Mazurka. Normalne. Bywa, że odwoływani są ci, co myślą inaczej. Na miejsce Mazurka ministerstwo powołało co prawda magistra socjologii, ale za to po kursach psychoterapeutycznych. Jak twierdzą w Łodzi, jest on także fachowcem od leków, gdyż pracował w hurtowni farmaceutycznej.

Niestety, rada naukowa Instytutu Leków nie poznała się na tej nominacji i ją oprotestowała. Uczeni wyszli z fałszywego założenia, że skoro nawet w czasach rządów „ciemniaków” instytutem kierował profesor farmacji, to teraz też powinien. Instytut bowiem nie zajmuje się hurtowym handlem lekami, tylko ich zatwierdzaniem do użytku.

Riposta ministerstwa na protest uczonych była błyskawiczna i zaskakująca: dwaj urzędnicy wynieśli drzwi od gabinetu poprzedniego dyrektora!

Na pytanie, dlaczego wynieśli te drzwi i co się z nimi stało, policja nie znalazła odpowiedzi. Jedno w tej sprawie jest pewne: po wymianie ekipy rządzącej minister zdrowia prof. Grzegorz Opala ma zagwarantowaną pracę jako autor scenariuszy do najlepszych polskich seriali telewizyjnych: „13. posterunek” i „Świat według Kiepskich”. Tam potrzebne są takie zaskakujące i logiczne puenty.

Czekam na Państwa opinie.

Autor artykułu: Jerzy Witaszczyk

Ekipa Piasta najlepsza na macie

Tuesday, September 18th, 2001

Pięćdziesięciu sportowców z ośmiu klubów rywalizowało w Sieradzu podczas ogólnopolskiego turnieju zapaśniczego w stylu wolnym. Dobrze w zawodach spisali się zawodnicy Piasta Sieradz, którzy wygrali klasyfikację drużynową. Na kolejnych miejscach znaleźli się zapaśnicy ze Zgierza i Brzegu Dolnego

Autor artykułu: pg