Archive for December, 2001

Była sobie Resursa

Monday, December 31st, 2001

Słynący przede wszystkim z siatkówki i reprezentacyjnej hali Klub Sportowy Resursa, oficjalnie przestał istnieć dopiero w listopadzie tego roku, sekcje rozwiązano jednak dużo wcześniej, a po hali pozostało tylko wspomnienie.

– Był to jeden z nowocześniejszych obiektów w Łodzi – mówi Waldemar Dyba, dyrektor Wydziału Edukacji i Kultury Fizycznej UMŁ. – Hala miała pełnowymiarowe boiska do gier zespołowych, trybuny, zaplecze sanitarne. Teraz jest ruiną, ale nic nie byliśmy w stanie zrobić, by temu zapobiec.

Hala i boisko do piłki nożnej były własnością klubu a nie gminy. Kiedy zaczęły się kłopoty finansowe, działacze Resursy postanowili sprzedać boisko (sekcje piłkarską rozwiązano), a środki zainwestować w halę. Nie było to najlepsze rozwiązanie, ponieważ bez dotacji z miejskiej kasy szybko zabrakło środków na utrzymanie sporego obiektu.

Kolejnym pomysłem działaczy klubu była sprzedaż hali osobom prywatnym. W zamian otrzymali pieniądze i mnóstwo obietnic.

Nowi właściciele otworzyli luksusowy fitness klub, zapowiadali wiele innych inwestycji, ale klub szybko splajtował, a hala już straszy. Powybijane szyby, odpadające tynki, dziurawy dach, poniszczone krzesełka i śmietnik wewnątrz – tak dziś wygląda ten imponujący niegdyś obiekt. Wieczorami schodzą się tam okoliczni „poszukiwacze przygód”. To cud, że jeszcze nic nikomu nie spadło na głowę. Wiosną tego roku teren wokół hali ogrodzono i opatrzono tabliczkami „wstęp wzbroniony”. Płot szybko został rozkradziony.

– Na wniosek Rady Osiedla zorganizowaliśmy spotkanie, by wspólnie z właścicielami hali coś postanowić – tłumaczy Janusz Kłos, dyrektor delegatury UMŁ Łódź Polesie. – Niestety, nie stawili się, nie mamy z nimi kontaktu i tak naprawdę nic nie możemy zrobić.

Członkowie Rady Osiedla sugerowali, by rozebrać obiekt, zanim dojdzie do tragedii. Bez zgody właścicieli nie można tego zrobić, więc sprawa trafiła do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. I czeka na rozstrzygnięcie. Jedno jest pewne – obiekt trzeba rozebrać, ponieważ stwarza poważne niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia przechodniów.

Autor artykułu: (mp.)

Kierowca kontra pies?

Monday, December 31st, 2001

– Czy w regulaminie przewozu zwierząt przez PKS zmieniły się przepisy? – zapytała nas Czytelniczka.

– Byłam świadkiem, gdy kierowca nie chciał zabrać do Łasku małżeństwa z psem na smyczy i w kagańcu, gdyż nie posiadali wydanego w ciągu ostatnich 7 dni zaświadczenia, że pies jest zdrowy. Nie chodziło tu bynajmniej o szczepienia przeciwko wściekliźnie. Kierowca żądał potwierdzenia ogólnego zdrowia psa. Tłumaczył, że pies może być szczepiony, ale chory na przykład na nosówkę i zagrażać w ten sposób pasażerom.

Jolanta Kluf, kierownik działu przewozów pasażerskich łódzkiego PKS, była zaskoczona zdarzeniem.

– Łódzki PKS od lat ma takie same przepisy dotyczące przewozu zwierząt – wyjaśnia. – Wystarczy kaganiec i zaświadczenie szczepienia przeciw wściekliźnie. Być może sieradzki PKS ma inne wewnętrzne przepisy. Trzeba się ich zapytać.

Okazuje się jednak, że Sieradz ma takie same przepisy jak Łódź, a nawet mniej restrykcyjne.

– To musiał być wymysł kierowcy, skontaktujemy się z nim i zapytamy, o co mu chodziło – zapewnił nas Janusz Kąsiel, kierownik działu przewozów. – Nasza firma postanowiła, że nie będzie pobierać opłat za przewóz psa. Wymóg jest tylko jeden, aby na jedną osobę był jeden pies, gdyż mieliśmy już przypadki, że jeden mężczyzna przez to, że psy wozimy darmo, zabierał ze sobą pięć czworonogów.

Autor artykułu: (aro)

Odszkodowanie za wyrok sprzed lat

Monday, December 31st, 2001

Prawie 30 tys. zł zadośćuczynienia i odszkodowania domaga się od Skarbu Państwa 87-letni łodzianin, którego w latach 50. skazano na rok więzienia za przynależność do świadków Jehowy. Wniosek w tej sprawie skierował do łódzkiego Sądu Okręgowego.

Latem 1954r. łodzianin trafił do aresztu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Jak wynika z jego wniosku, trzymano go w piwnicy, w zimnej i ciemnej celi. W czasie śledztwa był wielokrotnie przesłuchiwany, często także w nocy. Groźbami i obelgami próbowano od niego wydobyć nazwiska innych świadków Jehowy.

W listopadzie 1954r. łodzianin został skazany przez Sąd Wojewódzki na rok więzienia za udział w tajnym związku. Karę odbywał w Sieradzu, z przerwą ze względu na zły stan zdrowia.

W marcu tego roku, po kasacji złożonej przez prokuratora generalnego, Sąd Najwyższy uniewinnił go. Uznał, że wyrok sprzed niemal pół wieku naruszał konstytucyjną zasadę wolności sumienia i wyznania, a wspólnota świadków Jehowy miała wyłącznie religijny charakter.

Teraz łodzianin domaga się od Skarbu Państwa 15 tys. zł zadośćuczynienia i 12 tys. zł odszkodowania za zarobki, gdy był pozbawiony wolności.

Autor artykułu: (ak)

Uwaga sople!

Friday, December 28th, 2001

Kilkudziesięciocentymetrowe lodowe sople zwisające z dachów kamienic i bloków mogą stanowić zagrożenie dla życia. Na razie nie odnotowano żadnego wypadku, ale spadający sopel zniszczył m.in. dach stojącego pod domem fiata cinquecento.

W biurze inżyniera miasta dowiedzieliśmy się, że zarządcy budynków są zobowiązani do likwidacji zagrożenia. – Jeśli nie mogą zrobić tego na własną rękę, mogą zatrudnić prywatne firmy dysponujące podnośnikami – powiedział dyżurny. – Dysponujemy numerami telefonu do łódzkich firm taterniczych.

Najczęściej jednak do niebezpiecznych sopli wzywano straż pożarną. Wczoraj strażacy osiem razy wyjeżdżali do lodowych nawisów.

– Usuwamy sople nieprzerwanie od trzech dni – powiedział nam oficer dyżurny PSP. – Wzywają nas mieszkańcy kamienic, dozorcy lub przechodnie. Czasami wystarczy podjechać z drabiną. Gdy nawisy są wyżej, konieczne jest użycie podnośników hydraulicznych.

Niektórzy administratorzy budynków nie usuwali wczoraj sopli, tylko wywiesili tabliczki z ostrzeżeniem dla przechodniów.

Autor artykułu: (aro)

Grajewski wyjaśnia

Friday, December 28th, 2001

Kibice Widzewa plotkują, że w rundzie wiosennej mają grać w Widzewie piłkarze Wisły: Bogdan Zając, Marek Zając oraz Artur Sarnat. Ponoć jest też wariant wymiany z krakowskim klubem na Daniela Bogusza.

Oto co na ten temat powiedział menedżer Widzewa Andrzej Grajewski: – Jestem na urlopie w Hiszpanii, do 2 stycznia. Nic nie wiem o podobnych roszadach między Widzewem a Wisłą.

Wcześniej rozmawiałem, ale tylko z Sarnatem, który chce grać w Łodzi, lecz Wisła pozyska zapewne z Lubina Grzebowskiego i chce się rozliczyć z Zagłębiem m.in. piłkarzami, w tym Sarnatem. Bramkarz woli Widzew, lecz nas w tej chwili nie stać na transfer. Liczę, że ewentualne korekty w składzie nastąpią między 2 a 13 stycznia. Na drugie zgrupowanie do Niemiec wyjedzie 22 zawodników i nimi uratujemy ekstraklasę.

Także Daniel Bogusz wczoraj wieczorem stwierdził, że nie prowadził rozmów z działaczami Widzewa i Wisły na temat zmiany klubu. Teraz przebywa w zaśnieżonym Białymstoku i wybiera się do Łodzi, gdzie 2 stycznia o godz. 11 ma wznowić zajęcia z Widzewem.

Autor artykułu: (bk)

Zastrzeżenia do inwestycji

Friday, December 28th, 2001

Firma Apsys ma otwartą drogę do rozpoczęcia inwestycji w dawnych zakładach „Poltex”. Łódzcy radni zdecydowali wczoraj o zmianach w miejscowym planie zagospodarowania miasta.

Dzięki temu w rejonie ulic Drewnowskiej, Zachodniej i Ogrodowej będzie mogło powstać centrum rekreacyjno-handlowo-rozrywkowe.

Do projektu uchwały w tej sprawie szereg zastrzeżeń mieli jednak radni opozycji. Chcieli, aby władze miasta uzupełniły dokument. Zdaniem Włodzimierza Tomaszewskiego, radnego Porozumienia Samorządowego Prawicy, w uchwale zabrakło określenia, jaki procent powierzchni centrum może być wykorzystany na handel, jaki na kulturę i rozrywkę.

Radny uważa też, że w projekcie uchwały nie ma wniosków dotyczących wpływu inwestycji na okoliczny handel i liczbę miejsc pracy. Według radnego Wojciecha Michalskiego (PSP), w uchwale nie ma zapisu, który zakazywałby podziału terenu. – W ten sposób inwestor może podzielić i nieruchomość i sprzedać ją w kawałkach. Istnieje obawa spekulacji gruntem – powiedział nam.
Wszystkie wątpliwości opozycji zostały ostatecznie odrzucone.

Autor artykułu: (k)

Śmierć była w butelce

Monday, December 24th, 2001

Przedziwny i tragiczny, niestety, wypadek zdarzył się w Piotrkowie w piątkowy wieczór. 22-letni Radosław K. jechał rowerem i na śliskiej drodze przewrócił się.

Podczas upadku potłukła się butelka, którą mężczyzna przewoził za paskiem spodni. Szkło spowodowało ranę ciętą pachwiny i intensywny krwotok. Radosław K. zmarł na miejscu.

Piotrkowska policja przyznaje, że dawno nie było podobnego zdarzenia, w zapiskach zakwalifikowano je jako „wypadek losowy ze skutkiem śmiertelnym”.

Autor artykułu: (oby)

Pierwsza gwiazdka czworaczków

Monday, December 24th, 2001

Julek, Kuba, Czarek i Zuzia, łódzkie czworaczki, które przyszły na świat 6 lutego 2001 r. w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi z zaciekawieniem spoglądają na olbrzymią sosnę stojącą na środku pokoju. Ich rodzice przystroili drzewko na dwa tygodnie przed Wigilią.

Czworaczki po raz pierwszy w życiu widzą migocące lampki, bombki i złote łańcuchy. Choinka błyszczy złotem i czerwienią…

Zwykle największe zainteresowanie maluchów budził pilot telewizyjny i słuchawka od telefonu komórkowego. Od chwili, gdy choinka pojawiła się w domu, liczy się jej blask. Czworaczki mają dziesięć miesięcy. Raczkują. Największą frajdę mają, gdy tata rozmawia z mamą, a bombka po szarpnięciu ląduje na podłodze albo fragment łańcucha zaplątany w rączce uda się przeciągnąć po podłodze do brata.

Stos prezentów od Mikołaja nie doczekał pierwszej gwiazdki. Kolorowe paczki przewiązane wstążkami tak intrygowały maluchy, że Ania, ich mama, musiała je rozpakować wcześniej. Było co oglądać. Wielka ciężarówka, którą można jeździć po całym mieszkaniu, to prezent dla Julka, Kuby i Czarka. Dla Zuzi Mikołaj przyniósł półtorametrowego pluszowego Reksia. Instrumentów dostały tak wiele, że mogą stworzyć małą orkiestrę. Mają flety, pianino elektryczne, gitarę, cymbałki i kastaniety. Dzieci dostały górę pierników, biszkoptów i cukierków zawiniętych w kolorowe papierki. Radość z oglądania prezentów miały nie tylko maluchy, ale i ich rodzice Anna i Przemysław Wójciccy.

Wigilia będzie obfitować w wiele atrakcji. Po obiedzie maluchy pojadą siedmioosobowym vanem z rodzicami do dziadków Bożenki i Władysława na wigilijną kolację. Potem odwiedzą babcię Jadwigę i dziadka Tadeusza, rodziców Przemka.

– Myśleliśmy o zrobieniu wigilijnej wieczerzy u nas, ale przy maluchach jest tak dużo pracy, że wolimy odwiedzić rodziców w ich domach – mówi Ania Wójcicka. – W ten sposób my też będziemy mieli choć trochę przyjemności. Święta Bożego Narodzenia są dla mnie synonimem ciepła rodzinnego i wielkiej radości. Pamiętam szczęśliwe dni dzieciństwa, kiedy czekałam na św. Mikołaja. Wiele razy sprawdzałam czy puka do drzwi, czy może wrzuca prezenty dla mnie przez komin. Takie święta chcielibyśmy stworzyć maluchom.

Zakładanie ubranek, bucików, skafandrów mamy opanowane do perfekcji. Ubranie czwórki zajmuje mi kwadrans. Zuzia, Julek, Czarek, Kubuś spróbują prawie wszystkiego, bo i na co dzień prowadzimy dla nich urozmaiconą kuchnię. Dzieci jedzą już kurczaki, wołowinę, cielęcinę i wieprzowinę, wszystkie warzywa, owoce, a najchętniej pochłaniają deserki, czyli jogurty z brzoskwinią, jabłkiem lub gruszkami.

Rodzice Ani przygotowali już czerwony barszczyk z uszkami, szynkę pieczoną z goździkami i miodem, śledzie w śmietanie, pieczonego karpia, makiełki, kompot z suszonych owoców. Na parapetach rozstawiali doniczki z poinsecjami. Jak co roku przygotowali szopkę. Niebo spodoba się maluchom, bo wykonane jest z rolki granatowego papieru w gwiazdki, małe porcelanowe figurki ustawione w żłóbku maluchy będą oglądać z zaciekawieniem.

– Na szczęście dzieci przyzwyczaiły się do podróżowania. Dwa razy w tygodniu mają zajęcia z rehabilitacji w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki, czasami weekendy spędzają u dziadków – mówi Ania Wójcicka. – Wychodzimy z nimi często na spacery. Tylko temperatura poniżej minus 10 stopni zatrzymuje nas w domu. Zanim mama poda kolację do stołu, dzieciaki pobawią się w kojcu. To olbrzymi plac zabaw, który ma 170 na 110 cm. Zmęczone grzechotkami, cymbałkami być może obejrzą jedną z ulubionych bajek na wideo, może „Rudolfa czerwononosego”? Od kilku tygodni puszczamy im kolędy. Ożywiają się, gdy słyszą „Przybieżeli do Betlejem”.

Magii świątecznego drzewka uległa cała rodzina. Życzenia, łamanie się opłatkiem i wspólna wieczerza dopełnią podniosły nastrój.

– Specjalnie na święta babcia Jadzia kupiła chłopcom bawełniane bluzy z bałwankiem i takie same czapeczki, a dla Zuzi strój indiański, w którym wygląda uroczo jak mała lady – mówi Przemek Wójcicki.

– Wiem, że przyjdzie moment, gdy dzieciaki się zmęczą i przysną. Wtedy dorośli obdarują się prezentami, zaśpiewamy kolędy.

Gdy maluchy pokażą babci i dziadkowi nowe ząbki (mają ich razem siedem – Czaruś 3, Julek 2 i Zuzia z Kubusiem po jednym), przejadą do babci Jadwigi i dziadka Tadeusza.

– Dzieci rosną tak szybko, jak panettone, moje ulubione włoskie ciasto drożdżowe z rodzynkami – mówi Ania. – Julek i Czarek ważą już po osiem kilogramów, Kubuś i Zuzia kilogram mniej. Z pewnością maluchy spróbują przysmaków babci Jadzi: pierogów, karpia i kapusty. Wieczorem wrócimy do domu.

Pierwsze święto to dzień odpoczynku dla rodziców i maluchów. Czworaczki obudzą się jak zwykle koło szóstej. O ósmej zjedzą śniadanie. Chłopcy zjadają je piorunem.

Najdłużej przeżuwa Zuzia, która je zwykle prawie pół godziny. Po drzemce rodzina wyjdzie na spacer. Czworaczki uwielbiają śnieg. Na obiad do państwa Wójcickich przyjadą goście. Do stołu zasiądzie piętnaście osób.

– W atmosferze rodzinnego ciepła, przy choince przeniknają się tradycje rodzin mojej i męża – mówi Ania.

– Z czułością przyglądać się będziemy naszym maleństwom. Drugi dzień świąt będzie już normalny. Może po południu wpadną nasi znajomi ze studiów i pracy.

Autor artykułu: Jolanta Bilińska

Mikołaj czeka na Mikołaja

Monday, December 24th, 2001

W Łodzi jest 526 Mikołajów. I nie są to ci, którzy roznoszą prezenty pod choinki, ale ci, którym rodzice nadali to imię.

– Mój syn Mikołaj urodził się dokładnie w swoje imieniny. Ponieważ lubimy żeglować, więc pomyśleliśmy, że pod skrzydłami patrona żeglarzy i podróżnych będzie mu łatwiej w życiu – mówi Dorota Warzocha, matka 10-letniego Mikołaja.

– Co roku łodzianie nadają to imię – mówi Barbara Sawicka, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego. – Cieszę się, że wraca na nie moda.

Najwięcej Mikołajów zarejestrowano w grudniu w USC Bałuty.

– Kilka dni temu młodzi rodzice dali to imię swojemu pierwszemu synowi – mówi pracownik działu rejestracji noworodków. – Zwykle fala Mikołajów jest właśnie w grudniu. Często zdarza się, że grudniowe maluchy płci męskiej dostają to imię jako drugie.

– Wybór mojego imienia narobił sporo zamieszania w rodzinie – mówi Mikołaj Madej, łódzki dziennikarz.

– Najbardziej oponowała babcia. Jej zdaniem Mikołaj, to dla małego dziecka imię zbyt poważne, a znów zdrobnienie Mikuś pasowało jej zdaniem bardziej do psa niż dziecka. Nie miała racji! To imię przylgnęło do mnie bardzo. Czekam więc na św. Mikołaja w tym roku szczególnie niecierpliwie, bo może w swym przepastnym worku przyniesie mi syna…

Autor artykułu: (jxb)

Z nowym programem w nowy rok

Friday, December 21st, 2001

Wesoła trójka z Piotrkowa, czyli kabaret Nie My, pracuje teraz nad nowym programem. Piotrkowskim kabareciarzom, którym towarzyszymy od początku, dość dawno już stuknął roczek – pracę nad debiutanckim programem rozpoczęli w wakacje roku 2000, a pokazali go jesienią.

Po raz pierwszy, bo później pokazywali go jeszcze wiele razy, rzecz jasna nie tylko w Piotrkowie. I choć program tytuł miał wciąż taki sam, to żył po części swoim życiem i wiele się w nim zmieniało.

Nie zmieniały się natomiast wysokie oceny, jakie zbierali twórcy i wykonawcy programu „Nie(ch) żyją”, czyli Magdalena Kociołek, Michał Pałubski i Bartosz Gumulec. Tylko w ciągu ostatnich kilku tygodni zdobyli oni pierwsze nagrody na IV Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów i Kabaretów Studenckich „Wyjście z cienia” w Gdańsku oraz na XXII Biesiadach Humoru i Satyry w Lidzbarku Warmińskim. I były to, rzec by można, ostatnie dni debiutanckiego programu kabaretu Nie My.

Teraz, jak wspomnieliśmy, jego członkowie pracują nad następnym spektaklem. – Jesteśmy chyba jedynymi, którzy nowy program przygotowują nie na festiwal otwierający sezon, a na „Pakę” – zwraca uwagę Michał Pałubski. – Może dlatego, że uważamy ten festiwal (i nie my tylko) za najbardziej prestiżowy.

Skoro zaś program ma być gotowy na eliminacje do „Paki”, przeprowadzane na przełomie lutego i marca, to światło dzienne ujrzeć musi już w styczniu. – Będzie opowiadał o unifikacji, utracie indywidualności, o tym, że dla wielu liczy się wyłącznie kasa – mówi Bartosz Gumulec. – Dlatego nadaliśmy mu roboczy tytuł „Jeśli wejdziesz między wrony…”.

– Chcemy, żeby o czymś opowiadał, zmuszał do myślenia – dodaje Magdalena Kociołek. – No i, oczywiście, mamy nadzieję, że będzie śmieszny.

Wszystko więc wskazuje na to, że premiera odbędzie się w styczniu przyszłego roku. O ile znajdzie się ktoś, kto zechce zagrać w tym programie kogoś w rodzaju narratora, który łączyć ma i pointować wszystkie skecze. – Poszukujemy również tekściarzy i pianisty – włącza się Michał. – Jeśli ktoś pisuje lub ma teksty w zanadrzu, jeśli komuś innemu odpowiada granie z kabaretem na fortepianie, to podaję swój numer telefonu: 0-501 125-887. I postanowiliśmy, że jeśli wstęp na premierę będzie płatny, to wpływy przeznaczymy na zakup rekwizytów, bo do tej pory właściwie ich nie mamy i nie używamy.

Rekwizyty to nie jedyny problem piotrkowskiego kabaretu, odczuwalny jednak dość dotkliwie wtedy, gdy występów jest coraz więcej, a domowe szafy pustoszeją. A „Niemi” mają coraz więcej propozycji (występ w „Przechowalni” Elżbiety Adamiak zaproponował im Andrzej Poniedzielski) i coraz częściej zobaczyć ich można na scenie.

– Staramy się jechać tam, gdzie nas zaproszą – wyjaśnia Bartosz. – Żeby jak najczęściej pokazywać się, żeby jak najwięcej ludzi nas zapamiętywało i kojarzyło później z tym, co robimy, i z Piotrkowem.

Autor artykułu: Mariusz Jakubek