Julek, Kuba, Czarek i Zuzia, łódzkie czworaczki, które przyszły na świat 6 lutego 2001 r. w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi z zaciekawieniem spoglądają na olbrzymią sosnę stojącą na środku pokoju. Ich rodzice przystroili drzewko na dwa tygodnie przed Wigilią.
Czworaczki po raz pierwszy w życiu widzą migocące lampki, bombki i złote łańcuchy. Choinka błyszczy złotem i czerwienią…
Zwykle największe zainteresowanie maluchów budził pilot telewizyjny i słuchawka od telefonu komórkowego. Od chwili, gdy choinka pojawiła się w domu, liczy się jej blask. Czworaczki mają dziesięć miesięcy. Raczkują. Największą frajdę mają, gdy tata rozmawia z mamą, a bombka po szarpnięciu ląduje na podłodze albo fragment łańcucha zaplątany w rączce uda się przeciągnąć po podłodze do brata.
Stos prezentów od Mikołaja nie doczekał pierwszej gwiazdki. Kolorowe paczki przewiązane wstążkami tak intrygowały maluchy, że Ania, ich mama, musiała je rozpakować wcześniej. Było co oglądać. Wielka ciężarówka, którą można jeździć po całym mieszkaniu, to prezent dla Julka, Kuby i Czarka. Dla Zuzi Mikołaj przyniósł półtorametrowego pluszowego Reksia. Instrumentów dostały tak wiele, że mogą stworzyć małą orkiestrę. Mają flety, pianino elektryczne, gitarę, cymbałki i kastaniety. Dzieci dostały górę pierników, biszkoptów i cukierków zawiniętych w kolorowe papierki. Radość z oglądania prezentów miały nie tylko maluchy, ale i ich rodzice Anna i Przemysław Wójciccy.
Wigilia będzie obfitować w wiele atrakcji. Po obiedzie maluchy pojadą siedmioosobowym vanem z rodzicami do dziadków Bożenki i Władysława na wigilijną kolację. Potem odwiedzą babcię Jadwigę i dziadka Tadeusza, rodziców Przemka.
– Myśleliśmy o zrobieniu wigilijnej wieczerzy u nas, ale przy maluchach jest tak dużo pracy, że wolimy odwiedzić rodziców w ich domach – mówi Ania Wójcicka. – W ten sposób my też będziemy mieli choć trochę przyjemności. Święta Bożego Narodzenia są dla mnie synonimem ciepła rodzinnego i wielkiej radości. Pamiętam szczęśliwe dni dzieciństwa, kiedy czekałam na św. Mikołaja. Wiele razy sprawdzałam czy puka do drzwi, czy może wrzuca prezenty dla mnie przez komin. Takie święta chcielibyśmy stworzyć maluchom.
Zakładanie ubranek, bucików, skafandrów mamy opanowane do perfekcji. Ubranie czwórki zajmuje mi kwadrans. Zuzia, Julek, Czarek, Kubuś spróbują prawie wszystkiego, bo i na co dzień prowadzimy dla nich urozmaiconą kuchnię. Dzieci jedzą już kurczaki, wołowinę, cielęcinę i wieprzowinę, wszystkie warzywa, owoce, a najchętniej pochłaniają deserki, czyli jogurty z brzoskwinią, jabłkiem lub gruszkami.
Rodzice Ani przygotowali już czerwony barszczyk z uszkami, szynkę pieczoną z goździkami i miodem, śledzie w śmietanie, pieczonego karpia, makiełki, kompot z suszonych owoców. Na parapetach rozstawiali doniczki z poinsecjami. Jak co roku przygotowali szopkę. Niebo spodoba się maluchom, bo wykonane jest z rolki granatowego papieru w gwiazdki, małe porcelanowe figurki ustawione w żłóbku maluchy będą oglądać z zaciekawieniem.
– Na szczęście dzieci przyzwyczaiły się do podróżowania. Dwa razy w tygodniu mają zajęcia z rehabilitacji w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki, czasami weekendy spędzają u dziadków – mówi Ania Wójcicka. – Wychodzimy z nimi często na spacery. Tylko temperatura poniżej minus 10 stopni zatrzymuje nas w domu. Zanim mama poda kolację do stołu, dzieciaki pobawią się w kojcu. To olbrzymi plac zabaw, który ma 170 na 110 cm. Zmęczone grzechotkami, cymbałkami być może obejrzą jedną z ulubionych bajek na wideo, może „Rudolfa czerwononosego”? Od kilku tygodni puszczamy im kolędy. Ożywiają się, gdy słyszą „Przybieżeli do Betlejem”.
Magii świątecznego drzewka uległa cała rodzina. Życzenia, łamanie się opłatkiem i wspólna wieczerza dopełnią podniosły nastrój.
– Specjalnie na święta babcia Jadzia kupiła chłopcom bawełniane bluzy z bałwankiem i takie same czapeczki, a dla Zuzi strój indiański, w którym wygląda uroczo jak mała lady – mówi Przemek Wójcicki.
– Wiem, że przyjdzie moment, gdy dzieciaki się zmęczą i przysną. Wtedy dorośli obdarują się prezentami, zaśpiewamy kolędy.
Gdy maluchy pokażą babci i dziadkowi nowe ząbki (mają ich razem siedem – Czaruś 3, Julek 2 i Zuzia z Kubusiem po jednym), przejadą do babci Jadwigi i dziadka Tadeusza.
– Dzieci rosną tak szybko, jak panettone, moje ulubione włoskie ciasto drożdżowe z rodzynkami – mówi Ania. – Julek i Czarek ważą już po osiem kilogramów, Kubuś i Zuzia kilogram mniej. Z pewnością maluchy spróbują przysmaków babci Jadzi: pierogów, karpia i kapusty. Wieczorem wrócimy do domu.
Pierwsze święto to dzień odpoczynku dla rodziców i maluchów. Czworaczki obudzą się jak zwykle koło szóstej. O ósmej zjedzą śniadanie. Chłopcy zjadają je piorunem.
Najdłużej przeżuwa Zuzia, która je zwykle prawie pół godziny. Po drzemce rodzina wyjdzie na spacer. Czworaczki uwielbiają śnieg. Na obiad do państwa Wójcickich przyjadą goście. Do stołu zasiądzie piętnaście osób.
– W atmosferze rodzinnego ciepła, przy choince przeniknają się tradycje rodzin mojej i męża – mówi Ania.
– Z czułością przyglądać się będziemy naszym maleństwom. Drugi dzień świąt będzie już normalny. Może po południu wpadną nasi znajomi ze studiów i pracy.
Autor artykułu: Jolanta Bilińska