Zakłady mięsne, które nie wypełnią unijnych norm sanitarnych, będą miały utrudnione warunki działalności na rynku. Niektóre będą musiały jej zaprzestać.
Jedna data w ostatnich dniach była ważna dla producentów trzody chlewnej oraz zakładów mięsnych. Od 24 stycznia br. 19 rzeźni z naszego kraju może wysyłać do krajów Unii Europejskiej świeżą wieprzowinę
w tzw. bezcłowym kontyngencie.
Oczywiste jest, że wcześniej wytypowane zakłady musiały spełnić warunki weterynaryjne obowiązujące w krajach Unii. Z kolei do 24 bm. rzeźnie miały czas, aby zgłosić do Ministerstwa Rolnictwa wniosek o okres przejściowy w stosowaniu norm sanitarnych Unii Europejskiej.
Bruksela wstępnie zgodziła się, aby rzeźnie mogły przez 3–4 lata po przystąpieniu Polski do Unii stosować ulgowe normy. Warunkiem jest przedstawienie przez rząd listy zakładów i produktów, które obejmie okres przejściowy, a także m.in. harmonogramu niezbędnych inwestycji dostosowawczych. Kto tego nie uczyni, będzie musiał dostosować się do zasad obowiązujących przed przystąpieniem Polski do UE, albo zaprzestać działalności. W niektórych przypadkach firmy będą musiały ograniczyć tygodniową produkcję oraz prowadzić jedynie sprzedaż bezpośrednią swoich wyrobów w najbliższej okolicy. Wtedy zostaną uznane za zakłady „lokalne”, wobec których Unia stosuje mniej surowe normy.
Prześledźmy, jak odbywa się proces dostosowawczy w Piotrkowie Trybunalskim i powiecie piotrkowskim na przykładzie dwu różnych zakładów.
Masarnia „Bieniek” w Piotrkowie powstała 12 lat temu jako firma rodzinna. Od samego początku właściciele zwracali baczną uwagę na stosowanie nowoczesnych linii produkcyjnych i bezpieczeństwo produkcji. Potwierdzeniem tego jest m.in. zdobycie cztery lata temu drugiego miejsca w ogólnopolskim konkursie pn. „Pracodawca, organizator produkcji bezpiecznej” w grupie zakładów zatrudniających do 200 osób. Obecnie – jak nas poinformował współwłaściciel Włodzimierz Bieniek – masarnia jest zakwalifikowana do grupy zakładów oznaczonych symbolem B-1 i musi osiągnąć obowiązujące w Unii Europejskiej normy do końca przyszłego roku. I nie powinno być z tym żadnych problemów.
Już obecnie część produkcyjna wędlin oraz pomieszczenia socjalne spełniają unijne wymogi. Wszędzie są antypoślizgowe płytki, na ścianach jest glazura, a narożniki są tak zaokrąglone, aby nie było problemów z utrzymaniem czystości. W tym roku w masarni „Bieniek” rozpocznie się budowę nowej ubojni trzody chlewnej z własną oczyszczalnią ścieków, wyodrębnionymi drogami transportowymi oraz własną kanalizacją.
Jedyne, co niepokoi właścicieli, to droga dojazdowa do ich zakładu. Ale mają obietnicę włodarzy miasta, że w tym roku, po zgromadzeniu odpowiednich środków, położony zostanie dywanik asfaltowy.
Z kolei masarnia „Duet” w Niechcicach (gmina Rozprza) należała kiedyś do Kombinatu Rolniczo-Przemysłowego „Niechciece”. Obecni właściciele kupili ją w roku 1994 od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Od 1999 r. zakład jest systematycznie modernizowany i również został zaliczony do grupy B-1. W porównaniu ze starą masarnią – mówi Edward Kałużny, właściciel – zostały tylko stare mury i to nie wszystkie.
Zakończono już etap prac związany z kanalizacją zewnętrzna i wewnętrzną. Nowa jest instalacja elektryczna, nowa sieć wodociągowa i centralnego ogrzewania. Zamiast dwóch starych pieców węglowych zainstalowano gazowe najnowszej generacji. Nowe są linie produkcyjne. Zmodernizowano chłodnie, wyposażając je w sprzęt gwarantujący utrzymanie odpowiedniej temperatury* Wszystko sterowane jest komputerowo. Zmienił się wystrój pomieszczeń socjalnych (owalne wyłożenie kantów, ściany pokryte kafelkami itp.).
Powstaje nowa jadalnia, oddzielne szatnie i łazienki dla pracowników zatrudnionych w ubojni oraz przy produkcji wędlin. Obecnie właściciel przystępuje do modernizacji wentylacji. Nosi się z zamiarem wybudowania własnej oczyszczalni ścieków.
Edward Kałużny zdaje sobie sprawę z tego, co ma jeszcze do zrobienia. Ale wie, że musi te prace wykonać na czas, bo brak dostosowania się do unijnych wymogów wiąże się z ryzykiem wypadnięcia z rynku. Dlatego już obecnie odbiera zwierzęta hodowane przez rolników, do których ma pełne zaufanie, że są karmione własnymi paszami.
W okresie przejściowym gorszej jakości produkty będą specjalnie oznakowane, nie będą mogły być eksportowane. Ich producenci nie zostaną objęci unijnym systemem dopłat bezpośrednich oraz cen gwarantowanych. Ponieważ te wyroby będą specjalnie oznakowane, krajowi konsumenci mogą ich nie kupować. Choćby dlatego warto spełnić unijne normy.
Autor artykułu: Wiesław Kaczmarski