Archive for January, 2002

Spóźniony sen za 500 złotych

Thursday, January 31st, 2002

Za miesiąc w Łodzi zostanie otwarta pierwsza w regionie i druga w kraju Pracownia Badań nad Snem. Komitet Badań Naukowych oraz Ministerstwo Zdrowia przeznaczyły pół miliona złotych na jej wyposażenie.

– Pracownia miała ruszyć w grudniu, jednak zagraniczny sprzęt oraz dotacja z ministerstwa dotarły do Łodzi z opóźnieniem – mówi profesor Dariusz Nowak z łódzkiej Akademii Medycznej.

Miesięcznie z badań, za które zapłaci Łódzka Regionalna Kasa Chorych, skorzysta około 160 osób. Pracownia ma przyjmować pacjentów także w soboty i w niedziele – wtedy jednak za badanie trzeba będzie zapłacić około 500 złotych.
Szacuje się, że na bezsenność cierpi około 100 tysięcy mieszkańców województwa łódzkiego.

Autor artykułu: (jxb, k)

„Zapomniane” miliony filharmonii

Thursday, January 31st, 2002

Dwa miliony złotych musi oddać z samorządowej kasy do budżetu państwa marszałek województwa łódzkiego Mieczysław Teodorczyk. To efekt kontroli, jaką NIK przeprowadziła w podległej marszałkowi Filharmonii Łódzkiej.

Inspektorzy izby ustalili, że w 2000 roku filharmonia nie wydała w terminie 1,3 mln zł dotacji. Pieniądze te miała wykorzystać do końca marca ubiegłego roku. Dziś trzeba je oddać wraz z odsetkami.

– Zgodnie z prawem pieniądze powinny wrócić do budżetu państwa i dlatego wnioskowaliśmy do wojewody łódzkiego o podjęcie działań w tej sprawie – mówi Stanisław Wrona, wicedyrektor łódzkiej delegatury NIK.

Katarzyna Nowicka, była dyrektor Filharmonii Łódzkiej, utrzymuje jednak, że w wystąpieniu pokontrolnym, podpisanym przez dyrektora Wronę w kwietniu 2001 r., nie znalazło się ani jedno słowo nakazujące zwrot pieniędzy. Potwierdza to Teresa Ługowska, kierownik działu inwestycji Filharmonii Łódzkiej.

Poprzedni wojewoda Michał Kasiński próbował umorzyć sprawę zwrotu pieniędzy Skarbowi Państwa, podobne starania czynił obecny, Krzysztof Makowski.

Niestety, Ministerstwo Finansów nie zgodziło się na umorzenie. Dlatego wojewoda przypomniał marszałkowi o zaległościach wobec Skarbu Państwa.

– Nie zgadzamy się z zarzutami NIK, nadal będziemy się odwoływać od decyzji nakazującej nam zwrot pieniędzy – mówi Leszek Konieczny, wiceprzewodniczący zarządu województwa łódzkiego. – Jeśli nic nie wskóramy, pójdziemy z tą sprawą do sądu. Dwa miliony złotych, których domaga się budżet państwa, to dla nas ogromne pieniądze.

Urząd Marszałkowski zamiast obiecanych wcześniej ponad 300 mln zł ma dostać w tym roku z budżetu państwa tylko 37,5 mln. Część tej kwoty marszałek chce przeznaczyć na kontynuację budowy filharmonii. Jeśli budowa miałaby być wstrzymana, samo przerwanie prac i zabezpieczenie inwestycji przed zniszczeniem może kosztować około 8 mln zł. Wykończenie gmachu do stanu surowego byłoby tylko o 3 mln droższe.

Budowa nowej siedziby filharmonii trwa już niemal pięć lat, zainwestowano w nią jak dotąd blisko 20 mln zł, a potrzeba jeszcze ponad 40 mln. Zakończenie inwestycji zaplanowano na 2004 rok. Według generalnego wykonawcy, ten termin jest nadal realny.

Autor artykułu: (pp, ka, l)

Pavulon na sprzedaż

Thursday, January 31st, 2002

Minister zdrowia Mariusz Łapiński uważa, że duże zamówienia pavulonu w Łodzi mogły wynikać ze sprzedaży tego leku prywatnym zakładom opieki zdrowotnej, gdzie przeprowadzano operacje w znieczuleniu, a nie z faktycznego zużycia go w łódzkim pogotowiu.

Łódzkie pogotowie wykorzystało w ubiegłym roku 244 ampułki pavulonu na 307 zamówionych. To o wiele więcej niż w innych regionach kraju.

*****

Kolejni świadkowie, m.in. lekarz łódzkiego pogotowia, złożyli wczoraj zeznania obciążające „Anioła Śmierci”, lekarza aresztowanego w poniedziałek pod zarzutem przyjmowania od firm pogrzebowych łapówek za informacje o zgonach pacjentów. 49-letni podejrzany nie przyznaje się jednak do winy.

„Anioł Śmierci” został w ubiegłym roku zwolniony z łódzkiego pogotowia za pijaństwo. Na jednym z dyżurów miał 3 promile alkoholu we krwi. 1 lipca został jednak zatrudniony w powiatowej stacji pogotowia ratunkowego w Krotoszynie. Nowych pracodawców przekonał m.in. dobrą opinią, jaką wystawił mu ówczesny dyrektor pogotowia w Łodzi Ryszard Lewandowski.

– Przedstawił mi także liczne dokumenty świadczące o posiadanych kwalifikacjach zawodowych, a w szczególności o odbyciu szkoleń w zakresie udzielania pomocy doraźnej – mówi Paweł Jakubek, dyrektor ZOZ w Krotoszynie.

Kiedy gazety napisały o aferze w łódzkim pogotowiu, „Anioł Śmierci” został zawieszony w obowiązkach.

– Chodziło o odczucia pacjentów, a także prestiż samego pogotowia – uzasadnia swoją decyzję dyrektor Jakubek.

„Anioł Śmierci”, którego w Krotoszynie zatrudniono na czas określony, rozpoczął tam specjalizację w zakresie medycyny ratunkowej i odbył na koszt ZOZ-u przeszkolenie w Instytucie Medycyny Ratunkowej w Krakowie. Nikt nie miał do niego poważniejszych zastrzeżeń.

– Umowa o pracę z tym panem wygaśnie z mocy prawa, jeśli otrzymamy z sądu oficjalne zawiadomienie o jego aresztowaniu – zapewnia dyrektor krotoszyńskiego ZOZ.

W tym roku lekarze krotoszyńskiego pogotowia dwa razy użyli pavulonu, leku zwiotczającego mięśnie, który mógł służyć do zabijania pacjentów łódzkiego pogotowia. Jednym z zespołów które zastosowały ten środek, kierował „Anioł Śmierci”.

Autor artykułu: (pz)

Szablą po głowie

Tuesday, January 29th, 2002

O interpretacji „Wesela” Wyspiańskiego, wierności własnym poglądom i bluźnierstwach rozmawiał wczoraj z młodzieżą łódzkich liceów znany reżyser Adam Hanuszkiewicz. Spotkanie odbyło się w ramach organizowanego przez Bałucki Ośrodek Kultury i Teatr Nowy cyklu „Mówię, więc jestem”.

Wybitny reżyser, który wystawił „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego już dziesięć razy, uważa, że przez 70 lat arcydramat polskiej literatury był fałszywie interpretowany. Inscenizatorzy koncentrowali się na wątkach patriotycznych, zamiast odczytywać utwór jako paszkwil na nasze narodowe przywary.

– Kiedy próbowałem odkłamywać fałsz, zawsze dostawałem szablą po głowie. Za łódzkie „Wesele”, które zrobiłem w Teatrze Studyjnym ze studentami, w Warszawie nie chciano mi podać ręki – wspominał Adam Hanuszkiewicz. – Zarzucano mi, że „szargam świętości”, a przecież „szargać” wcale nie oznacza „opluwać”, ale „potrząsać”. Potrząsać, aby dobić się prawdy.

Hanuszkiewicz przypomniał, że Jarosław Rymkiewicz nazwał go zboczeńcem, po tym jak reżyser odczytał weselną uroczystość w Bronowicach jako dionizje („oni tam wszyscy pili i się kitwasili”).

Zapytany o swój stosunek do współczesnego języka polskiego, gość stwierdził, że nie ma lekarstwa na jego poprawę. Jego zdaniem, każde środowisko ma swój kod – nie można go z człowieka wykorzeniać, bo środowisko delikwenta odrzuci.

– Piękno mowy nie polega na urodzie wysławiania, ale na celnym formułowaniu myśli – mówił reżyser. – Komunikacja coraz częściej wymaga krótkiego przekazu, a nie ględzenia.
Artysta zastrzegł, że nie pochwala bluźnierstw, ale przyznał, że i jemu zdarza się „rzucać mięsem”.

– Czasem na chamstwo najlepszą odpowiedzią jest chamstwo, ale dżentelmen tym się różni od chama, że zawsze wie, kiedy jest chamem – mówił Adam Hanuszkiewicz.

Reżyser bardzo krytycznie wypowiadał się o ekranizacjach lektur szkolnych. Jego zdaniem, z arcydzieł literatury nie da się zrobić dobrych filmów. Zżymał się, że na Oscary wysłano „Quo vadis”, a nie „Cześć Tereska”.

– Postanowiłem zgłosić do ekranizacji wszystkie powieści Kraszewskiego. Zajęcie będę miał ja, moje dzieci i jeszcze wnuki – zapowiedział reżyser.

Na zakończenie gość radził młodzieży, aby nie zwracała uwagi na autorytety, interpretowała literaturę po swojemu i absolutnie nikomu się nie podlizywała.

– Trzeba upierać się przy swoim. Treść utworu jest zawsze kreacją odbioru czytelnika – zapewnił słuchaczy Hanuszkiewicz.

Autor artykułu: (pi)

Centrum najuboższe?

Tuesday, January 29th, 2002

Zaledwie 387 łodzian skorzystało dotychczas z szansy uregulowania zadłużeń wobec Łódzkiego Zakładu Energetycznego. Połowa z nich to mieszkańcy centrum miasta. Łącznie są winni ŁZE 445 tysięcy złotych i 412 tysięcy złotych odsetek.

– Najwięcej chętnych zgłaszało się w grudniu, mając nadzieję na podłączenie energii przed świętami – mówi Alina Chwiejczak, kierownik działu public relations ŁZE. – Teraz chętnych jest mniej i przyznaję, że spodziewaliśmy się większego zainteresowania.

Przypomnijmy, że od 17 grudnia osoby pozbawione prądu z powodu długów albo nielegalnego poboru mogą podpisać „warunkowe” umowy z ŁZE. W zamian za zobowiązanie do regularnego płacenia rachunków mogą liczyć na ponowne nieodpłatne podłączenie prądu, zawieszenie spłaty długu na rok i wycofanie postępowania egzekucyjnego. Jeśli dotrzymają warunków umowy, po roku mogą negocjować umorzenie 25 procent całości zadłużenia. – Oprócz regularnych bieżących płatności chętni muszą również udokumentować, że mają stałe źródło dochodu – tłumaczy Alina Chwiejczak. – Niestety, to jest najczęstszy powód rezygnacji wielu klientów. Owszem mają dochody, ale nie mogą ich udokumentować.

Każdy wniosek składany przez dłużników jest rozpatrywany indywidualnie. Największe szanse na ewentualne umorzenie długów będą miały osoby żyjące w trudnych warunkach materialnych. Krótko mówiąc tacy, którzy nie płacili, bo brakowało im na chleb. Wszyscy, którzy nowe umowy podpiszą, ale nie dotrzymają warunków, narażą się na surowe konsekwencje ze skierowaniem sprawy do sądu włącznie.

Co zyska w ten sposób ŁZE? Regularne dochody, ponieważ większości długów i tak nie da się odzyskać nawet z wyrokami sądowymi. Po prostu komornik nie ma czego zająć na poczet spłaty zadłużenia, ani z czego potrącać. Większość osób nie ma żadnych dochodów albo minimalne.

Odbiorcy indywidualni są winni ŁZE około 1,9 mln złotych. 9000 klientów opłaca rachunki nieregularnie lub ich w ogóle nie opłaca.

Autor artykułu: (mp.)

Bez koncesji nie ma picia

Tuesday, January 29th, 2002

W czwartek – 31 stycznia upływa termin dokonania rocznych opłat za zezwolenie na sprzedaż alkoholu w sklepach, marketach, pubach i restauracjach.

Ponieważ handlowcy, jak co roku, czekają z załatwieniem tego ustawowego obowiązku do ostatniej chwili, wydział handlu, usług i rolnictwa przeżywa teraz prawdziwe oblężenie.

W Łodzi około dwóch tysięcy podmiotów gospodarczych ma zezwolenia na detaliczny handel alkoholem. Koncesje wydawane są na pięć lat, ale co roku każdy z handlujących musi w styczniu złożyć pisemne oświadczenie o wartości sprzedanego w minionym roku alkoholu. Na podstawie tego oświadczenia pracownicy wydziału wyliczają opłatę za koncesję na bieżący rok. Należność trzeba uregulować na poczcie lub w banku. Jeśli handlowcy nie zdążą załatwić tych formalności do 31 stycznia, ich zezwolenie wygasa i nie mogą już sprzedawać alkoholu. By ponownie nim handlować, muszą się starać o nową koncesję, którą jednak załatwia się około 3 miesięcy.

W tym roku handlowcy powinni liczyć się z możliwością sporych podwyżek opłat. Powodem jest nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, wprowadzająca dodatkowe progi podwyższające opłatę podstawową.

Podstawowa roczna opłata za zezwolenie na handel piwem wynosi 125 euro, zezwolenie na handel winem – 125 euro, i na handel wódką – 500 euro.

Jeszcze w minionym roku opłata podstawowa mogła być podwyższona, w zależności od wartości sprzedanego alkoholu o 50 i 100 procent. W tym roku nawet o 300 i 500 procent.

Ponieważ przedsiębiorców, którzy chcą wnieść opłaty za zezwolenia oraz złożyć stosowne oświadczenia jest bardzo wielu, pracownicy wydziału handlu są zmuszeni przedłużać godziny pracy. Dzisiaj i jutro przewidują, że nawet o dwie, trzy godziny.

Autor artykułu: (aro)

Zakładay mięsne Bieniek i Duet dążą do Europy

Saturday, January 26th, 2002

Zakłady mięsne, które nie wypełnią unijnych norm sanitarnych, będą miały utrudnione warunki działalności na rynku. Niektóre będą musiały jej zaprzestać.

Jedna data w ostatnich dniach była ważna dla producentów trzody chlewnej oraz zakładów mięsnych. Od 24 stycznia br. 19 rzeźni z naszego kraju może wysyłać do krajów Unii Europejskiej świeżą wieprzowinę
w tzw. bezcłowym kontyngencie.

Oczywiste jest, że wcześniej wytypowane zakłady musiały spełnić warunki weterynaryjne obowiązujące w krajach Unii. Z kolei do 24 bm. rzeźnie miały czas, aby zgłosić do Ministerstwa Rolnictwa wniosek o okres przejściowy w stosowaniu norm sanitarnych Unii Europejskiej.

Bruksela wstępnie zgodziła się, aby rzeźnie mogły przez 3–4 lata po przystąpieniu Polski do Unii stosować ulgowe normy. Warunkiem jest przedstawienie przez rząd listy zakładów i produktów, które obejmie okres przejściowy, a także m.in. harmonogramu niezbędnych inwestycji dostosowawczych. Kto tego nie uczyni, będzie musiał dostosować się do zasad obowiązujących przed przystąpieniem Polski do UE, albo zaprzestać działalności. W niektórych przypadkach firmy będą musiały ograniczyć tygodniową produkcję oraz prowadzić jedynie sprzedaż bezpośrednią swoich wyrobów w najbliższej okolicy. Wtedy zostaną uznane za zakłady „lokalne”, wobec których Unia stosuje mniej surowe normy.

Prześledźmy, jak odbywa się proces dostosowawczy w Piotrkowie Trybunalskim i powiecie piotrkowskim na przykładzie dwu różnych zakładów.

Masarnia „Bieniek” w Piotrkowie powstała 12 lat temu jako firma rodzinna. Od samego początku właściciele zwracali baczną uwagę na stosowanie nowoczesnych linii produkcyjnych i bezpieczeństwo produkcji. Potwierdzeniem tego jest m.in. zdobycie cztery lata temu drugiego miejsca w ogólnopolskim konkursie pn. „Pracodawca, organizator produkcji bezpiecznej” w grupie zakładów zatrudniających do 200 osób. Obecnie – jak nas poinformował współwłaściciel Włodzimierz Bieniek – masarnia jest zakwalifikowana do grupy zakładów oznaczonych symbolem B-1 i musi osiągnąć obowiązujące w Unii Europejskiej normy do końca przyszłego roku. I nie powinno być z tym żadnych problemów.

Już obecnie część produkcyjna wędlin oraz pomieszczenia socjalne spełniają unijne wymogi. Wszędzie są antypoślizgowe płytki, na ścianach jest glazura, a narożniki są tak zaokrąglone, aby nie było problemów z utrzymaniem czystości. W tym roku w masarni „Bieniek” rozpocznie się budowę nowej ubojni trzody chlewnej z własną oczyszczalnią ścieków, wyodrębnionymi drogami transportowymi oraz własną kanalizacją.

Jedyne, co niepokoi właścicieli, to droga dojazdowa do ich zakładu. Ale mają obietnicę włodarzy miasta, że w tym roku, po zgromadzeniu odpowiednich środków, położony zostanie dywanik asfaltowy.

Z kolei masarnia „Duet” w Niechcicach (gmina Rozprza) należała kiedyś do Kombinatu Rolniczo-Przemysłowego „Niechciece”. Obecni właściciele kupili ją w roku 1994 od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Od 1999 r. zakład jest systematycznie modernizowany i również został zaliczony do grupy B-1. W porównaniu ze starą masarnią – mówi Edward Kałużny, właściciel – zostały tylko stare mury i to nie wszystkie.

Zakończono już etap prac związany z kanalizacją zewnętrzna i wewnętrzną. Nowa jest instalacja elektryczna, nowa sieć wodociągowa i centralnego ogrzewania. Zamiast dwóch starych pieców węglowych zainstalowano gazowe najnowszej generacji. Nowe są linie produkcyjne. Zmodernizowano chłodnie, wyposażając je w sprzęt gwarantujący utrzymanie odpowiedniej temperatury* Wszystko sterowane jest komputerowo. Zmienił się wystrój pomieszczeń socjalnych (owalne wyłożenie kantów, ściany pokryte kafelkami itp.).

Powstaje nowa jadalnia, oddzielne szatnie i łazienki dla pracowników zatrudnionych w ubojni oraz przy produkcji wędlin. Obecnie właściciel przystępuje do modernizacji wentylacji. Nosi się z zamiarem wybudowania własnej oczyszczalni ścieków.

Edward Kałużny zdaje sobie sprawę z tego, co ma jeszcze do zrobienia. Ale wie, że musi te prace wykonać na czas, bo brak dostosowania się do unijnych wymogów wiąże się z ryzykiem wypadnięcia z rynku. Dlatego już obecnie odbiera zwierzęta hodowane przez rolników, do których ma pełne zaufanie, że są karmione własnymi paszami.

W okresie przejściowym gorszej jakości produkty będą specjalnie oznakowane, nie będą mogły być eksportowane. Ich producenci nie zostaną objęci unijnym systemem dopłat bezpośrednich oraz cen gwarantowanych. Ponieważ te wyroby będą specjalnie oznakowane, krajowi konsumenci mogą ich nie kupować. Choćby dlatego warto spełnić unijne normy.

Autor artykułu: Wiesław Kaczmarski

Alarm powodziowy w gminie Sulejów

Saturday, January 26th, 2002

Wczoraj po południu burmistrz Sulejowa Krystyna Koźlik wprowadziła w gminie alarm powodziowy. Wcześniej zgodę na to wyraził wojewoda łódzki.

Bezpośrednią przyczyną wprowadzenia w gminie Sulejów stanu alarmu powodziowego jest przekroczenie stanów alarmowych przez rzeki przepływające przez gminę. W Sulejowie Pilica przekroczyła go o 11 centymetrów, w wyniku czego przy ul. Błonie woda podchodzi do budynków gospodarczych, a w jednym budynku mieszkalnym zalała piwnice. Podobnie jest w Przygłowie, gdzie Luciąża przekroczyła stan alarmowy o 20 centymetrów.

Do działania przygotowany jest Gminny Komitet Przeciwpowodziowy i inne służby. Alarm obowiązuje do odwołania.

Autor artykułu: (mj)

Chcą odwołać przewodniczącego – Wniosek 10 radnych wpłynął wczoraj do biura Rady Miejskiej w Piotrkowie

Saturday, January 26th, 2002

Grupa 10 radnych z klubu Centroprawica Przymierze złożyła wczoraj w biurze Rady Miejskiej w Piotrkowie Trybunalskim wniosek o odwołanie przewodniczącego rady Wojciecha Kazany i wprowadzenie tego punktu do porządku obrad sesji zaplanowanej na 30 stycznia. Radni uzasadniają wniosek tym, że przewodniczący naruszył, ich zdaniem, zasadę jawności obrad rady w trakcie jej nadzwyczajnej sesji 21 grudnia ub. roku. Uważają również, że nie kontroluje on wykonywania uchwał rady.

Na sesji 21 grudnia rozpatrywano, przypomnijmy, m.in. kwestię dalszego funkcjonowania w mieście minibusów. Ich właściciele i kierowcy chcieli obserwować przebieg obrad, zgodnie jednak z decyzją przewodniczącego na salę wejść mogło tylko po kilku przedstawicieli wszystkich przewoźników działających w Piotrkowie. Pozostali przysłuchiwać się mogli obradom z korytarza, gdzie umieszczone były głośniki, a przestrzegania tej decyzji pilnowali strażnicy miejscy.

Nad wnioskiem o odwołanie przewodniczącego zastanawiać się teraz będą członkowie komisji.

– Uważam, że wniosek powinien zostać przedstawiony radzie na najbliższej sesji – powiedział nam Wojciech Kazana. – Decyzja jednak należy do radnych.

Autor artykułu: (mj)

Zarzuty bez dowodów

Friday, January 25th, 2002

Prokuratura oskarżyła 34-letniego Tomasza K. o to, że ograbił i zdemolował pijalnię piwa, należącą do swojej byłej przyjaciółki. Łódzki Sąd Okręgowy uznał jednak, że oskarżony chciał jedynie wymusić zwrot długu: zmienił kwalifikację prawną czynu na znacznie łagodniejszą i wymierzył mu karę 13 miesięcy więzienia.

– Bardzo poważne zarzuty, postawione w akcie oskarżenia, nie znalazły potwierdzenia – stwierdziła sędzia Katarzyna Kamińska-Hawryś.

Oskarżony i Małgorzata D. przez kilka lat byli parą. Gdy kobieta kupiła udziały w pijalni piwa na Górnej, zatrudniła tam konkubenta. Po rozstaniu zwolniła go z pracy. Prokuratura twierdziła, że oskarżony zaczął domagać się połowy wartości udziałów w interesie. Małgorzata D. dała mu samochód i 10 tys. zł, ale Tomasz K. dalej domagał się pieniędzy.

W listopadzie 2000 r. około południa oskarżony przyszedł do pijalni z dwoma innymi mężczyznami. Według prokuratury, sterroryzowali kobietę nożem i zabrali reklamówkę z 6,5 tys. zł. Zdemolowali też lokal. Małgorzata D. uciekła i wezwała policję.

Tomasz K. konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Sąd również uznał, że nie jest on winien rozboju i zniszczenia mienia. Sąd zauważył, że ustalenia prokuratury opierają się głównie na zeznaniach byłej partnerki oskarżonego.

– Organa ścigania uwierzyły na słowo pokrzywdzonej i nie zrobiły nic, aby znaleźć inne dowody, które potwierdziłyby jej wersję – mówiła sędzia Kamińska-Hawryś. – Między nią i oskarżonym dochodziło do zatargów, dotyczących wzajemnych rozliczeń i wspólnego dziecka. Pokrzywdzona posłużyła się więc policją i prokuraturą, aby załatwić swoje prywatne sprawy.

Sąd stwierdził jednak, że Tomasz K. nie jest zupełnie bez winy: przytrzymywał byłą konkubinę za szyję ręką uzbrojoną w nóż; rzucał taboretem, tłukąc szklanki, bo chciał zmusić ją do zwrotu długu. Wyrok nie jest prawomocny.

Autor artykułu: (ak)