„Strzyżenie za darmo – uczennica” – takie ogłoszenie wywiesił jeden z łódzkich salonów fryzjerskich. Okazja czy ryzyko? – zastanawiają się przechodnie. Właścicielka salonu zapewnia, że okazja, gdyż pracę uczennic nadzorują wykwalifikowane fryzjerki, które biorą odpowiedzialność za efekt końcowy. Nie zawsze jednak właściciele zakładów usługowych, fryzjerskich czy kosmetycznych chcą ponosić konsekwencje źle wykonanej usługi.
– W zakładzie kosmetycznym oczyszczono mi cerę, a już następnego dnia miałam rozognioną całą twarz. Okazało się, że zakażono mnie bardzo trudną do wyleczenia opryszczką. Gdy poskarżyłam się kosmetyczce, powiedziała, że nie ma z tym nic wspólnego i niczego jej nie udowodnię. Od tej pory boję się korzystać z takich usług – opowiada nasza Czytelniczka.
Elżbieta Kozłowska z Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej mówi, że załatwianie tego typu reklamacji jest wyjątkowo trudne. Niektórzy właściciele zakładów usługowych nie przyznają się do wykonywania zlecenia. Dlatego, gdy zamawiamy drogie zabiegi, warto zażądać rachunku. Wtedy mamy podstawę dochodzenia swoich praw.
Pani Aleksandra poszła do fryzjera, by zrobił jej 10 niebieskich pasemek. Chociaż spalił jej włosy, a koloru nie było widać, fryzjer zainkasował 100 zł. Dopiero gdy poprosiła o pomoc prawnika z biura miejskiego rzecznika konsumentów, fryzjer zobowiązał się oddać pieniądze.
– Zgłosiła się do nas łodzianka, która poszła do fryzjera rozjaśnić ciemne włosy – opowiada Helena Ruta, prezes Miejskiego Klubu Federacji Konsumentów. – Efektem byli przerażeni oboje. Klientka zażądała odszkodowania. Fryzjer zaproponował, że przez dwa lata będzie za darmo strzygł i czesał całą jej czteroosobową rodzinę.
W Klubie Federacji Konsumenta radzą, by w przypadku niefachowo wykonanej usługi sporządzić opis wydarzenia. Można też sprawdzić, czy zakład jest zarejestrowany w Cechu Rzemiosł Różnych i zażądać ekspertyzy. Gdy i to nie pomaga, pozostaje droga sądowa.
Autor artykułu: (aro)