Archive for March, 2002

Próchnik, czyli wielka niewiadoma

Saturday, March 30th, 2002

Łódzki Próchnik – niegdyś pierwsza igła przemysłu odzieżowego i eksporter markowych okryć – nie zostanie zamknięty. Wczorajsze Walne Zebranie Akcjonariuszy, czyli najwyższy organ decyzyjny spółki, odrzuciło wniosek o zatrzymanie produkcji.

Firma jest spółką akcyjną, notowaną na parkiecie podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych. Głównym jej udziałowcem jest Narodowy Fundusz Inwestycyjny Piast.

Kłopoty finansowe Próchnika zaczęły się w połowie lat 90., kiedy firma stworzyła grupę kapitałową, złożoną z 7 fabryk tekstylnych: Mirandy, Koronek, Wisanu, Dolwisu, Jarlanu, Biruny i Lenty. Pomysł nie był jednak dobry. Lawinowo rosnące koszty i spadek produkcji, związany z kurczącym się popytem, przyniosły gigantyczne zadłużenie, sięgające w 1999 r. 60 milionów złotych. Próchnik sprzedał zależne zakłady, biurowiec przy ul. Promińskiego, przeniósł się do budynków Lenty, zwolnił 2 tysiące pracowników i zaczął produkować dla hipermarketów. Utrzymał jednak zagraniczne zlecenia na przerób usługowy od tak renomowanych firm jak Boss czy Phillips. Nadal zatrudnia kilkuset pracowników.

Na koniec ubiegłego roku zadłużenie firmy wynosiło 18 mln zł. Dlatego część akcjonariuszy, niezadowolona z posiadania papierów, nie przynoszących żadnych zysków, postawiła wczoraj wniosek o zamknięcie działalności produkcyjnej. Wniosek przepadł jednak w głosowaniu.

WZA upoważniło zarząd spółki do wystąpienia na drogę sądową przeciwko Włodzimierzowi Węglarczykowi, byłemu prezesowi, którego działalność – w opinii właścicieli – naraziła spółkę na 5-milionowe straty. Pismo procesowe w tej sprawie było już złożone w sądzie, ale wycofał je obecny prezes Próchnika Janusz Stępień.

*****

Od ponad roku kierownictwo Próchnika nie ujawnia swoich zamiarów. Wszystkie informacje są tajne, sekretarki mają zakaz łączenia rozmów telefonicznych z dziennikarzami, nie chce się z nimi spotykać prezes. Mediów nie wpuszczono też na wczorajsze walne zebranie. A przecież Próchnik jest spółką prawa publicznego, notowaną na giełdzie. Jej udziałowcem jest NFI Piast, w którym z kolei partycypuje Skarb Państwa. Innymi słowy, w Próchniku krążą także społeczne złotówki. Dlaczego więc opinia publiczna nie może się dowiedzieć, co dzieje się w tej firmie?

Autor artykułu: Zygmunt Chabowski

Nie będzie zwolnień

Saturday, March 30th, 2002

Zarząd zduńskowolskiej spółki „Zwoltex”, wstrzymał zapowiedziane jeszcze w lutym zwolnienie 80 pracowników. Pracę mieli stracić od 2 kwietnia. O fali zwolnień mówi się za to w Zakładach Przemysłu Dziewiarskiego „Wola”.

Większość z tych, którzy mieli być zwolnieni ze „Zwolteksu” to jedyni żywiciele rodzin. Zastopowanie zwolnień jest efektem porozumienia między zarządem a związkami zawodowymi. Władze spółki zobowiązały się, że zwolnień grupowych w zakładzie nie będzie przez najbliższe dwa lata, a z pracownikami podpisane zostaną umowy na czas nieokreślony.

Autor artykułu: (ed)

Zniknie kasa

Saturday, March 30th, 2002

Po świętach mieszkańcy Górnej nie będą już płacić za rachunki telefoniczne w bezprowizyjnej kasie Telekomunikacji Polskiej SA w biurze obsługi klienta przy ul. Gombrowicza 4. Zlikwidowano tam „okienko”. Pozostanie jedynie punkt sprzedaży usług TP SA.

W Łodzi spółka TP SA posiada jeszcze siedem kas. Co miesiąc ustawiają się przed nimi gigantyczne kolejki abonentów, którzy chcą uregulować rachunki bez płacenia prowizji.

TP SA prowadzi rozmowy z Pocztą Polską, by abonenci mogli regulować rachunki w urzędach pocztowych.

– W biurach obsługi klienta nie będzie można regulować rachunków, składać reklamacji i zamawiać bilingów – mówi Iza Bogus, rzecznik prasowy łódzkiego okręgu TP SA. Biura te przekształcone zostaną w punkty sprzedaży usług TP SA.

Autor artykułu: (aro)

Pohandlować wiedzą

Thursday, March 28th, 2002

Dzisiaj już wiadomo, że wystawców będzie więcej niż przed rokiem. Wiadomo i to, że – jak w roku ubiegłym – imprezie towarzyszyć będą seminaria i pokazy, a wystawcy przygotują dodatkowe atrakcje.

– Na pierwszych targach było nam trochę ciasno – mówi Wioletta Promny, kierująca Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej w Piotrkowie. – Dlatego w tym roku postanowiliśmy zorganizować je w większej hali „Relax”, co udało się dzięki przychylności władz miasta.

Organizatorem II Piotrkowskich Targów Edukacyjnych są wspomniane już centrum, Filia w Piotrkowie Trybunalskim Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Łodzi oraz Wydział Oświaty Urzędu Miasta i Ośrodek Sportu i Rekreacji. A patronat nad nimi objęła nasza redakcja.

Targi odbędą się dokładnie 11 kwietnia. Skierowane będą w tym roku przede wszystkim do pierwszych absolwentów gimnazjów oraz dorosłych, którzy chcą lub muszą rozszerzyć swoje kwalifikacje czy w ogóle zmienić zawód.

Nic więc dziwnego, że chęć udziału w targach zgłosiły wszystkie właściwie szkoły ponadpodstawowe z miasta i powiatu piotrkowskiego ziemskiego, a także szkoły z Bełchatowa. Swoje możliwości zaprezentują prywatne szkoły policealne (np. Ośrodek Kształcenia Policealnego „O’Chikara” z Piotrkowa czy łódzkie Prywatne Policealne Studium Kosmetyczne) i wyższe (jak Wyższa Szkoła Studiów Międzynarodowych z Łodzi i Mazowiecka Wyższa Szkoła Humanistyczno-Pedagogiczna z Łowicza), jak również uczelnie państwowe, by wymienić choćby Wojskową Akademię Techniczną, Politechnikę Łódzką i, oczywiście, piotrkowską filię Akademii Świętokrzyskiej.

Osobną grupę stanowią firmy szkoleniowe oraz instytucje i organizacje pozarządowe. Wymieńmy spośród nich na przykład Fundację Rozwoju Gminy Zelów, bełchatowską spółkę „Interlogos” i piotrkowskie stowarzyszenie „Euro-Centrum” prowadzące Regionalne Centrum Informacji Europejskiej.

To, oczywiście, ta zasadnicza część targów. Niejako obok niej odbywać się będą seminaria i prelekcje.

Na przykład Zespół Szkół Zawodowych nr 1 z Bełchatowa propagować będzie humanistyczne wartości turystyki, a wspomniana zelowska fundacja przedstawi możliwości, jakie wykorzystywać mogą ludzie przedsiębiorczy. Będą pokazy – mody (organizowany przez piotrkowską „odzieżówkę”), elementów samoobrony i technik interwencyjnych oraz dekoracji stołu, będzie też degustacja przekąsek przygotowanych przez uczniów Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 4 w Piotrkowie.

I będą, dodajmy na koniec, różne konkursy, w których można będzie nie tylko sprawdzić swoją wiedzę, ale i wygrać upominki i nagrody.

Autor artykułu: (mj)

Mówimy Japonia, myślimy Korea

Thursday, March 28th, 2002

Stadion Widzewa został odczarowany, choć wolelibyśmy, żeby widzowie byli oczarowani. W piątym w historii meczu międzypaństwowym przy al. Piłsudskiego 138 Polska po raz pierwszy przegrała. W piętnastym meczu reprezentacji narodowych rozegranym w Łodzi Japończykom udało się to, co wcześniej tylko Rumunom w roku 1937 i Hiszpanom w 1981. Dwanaście innych zespołów nie zdołało wygrać w naszym mieście.

Nikt już chyba nie nazwie Azji piłkarską prowincją i nie będzie żartował z tego, że z całą powagą traktujemy wydarzenia futbolowe na tym kontynencie m.in. przestrzegając przed lekceważeniem Japonii, Korei, Chin, Iranu i zespołów z Półwyspu Arabskiego. Japończycy pokazali, że już nie odstają od drużyn europejskich. W tym roku pokonali do zera czołowe dwa zespoły z grupy eliminacyjnej, która jako pierwsza na Starym Kontynencie wyłoniła finalistę mundialu (wczoraj Polskę 2:0, a wcześniej Ukrainę 1:0).

Po raz pierwszy od czasu, kiedy reprezentację objął trener Jerzy Engel, Polacy przegrali na swoim boisku. Nigdy wcześniej też zespół Engela nie stracił na swoim boisku gola jako pierwszy. Japończycy obnażyli słabości naszej drużyny. Obalili oni – choć pewnie sami o tym nie wiedzą – spiskową teorię dziejów, według której niektórzy nasi reprezentanci grzeją ławki w swoich klubach za sprawą złej woli swoich trenerów.

Wydawało się, że polski zespół zepchnie rywali do głębokiej obrony, bo od pierwszych minut zaatakował. Samuraje przerwali jednak faulami pierwsze cztery akcje orłów pokazując, że wbrew obiegowym opiniom nie boją się walki fizycznej. W 7 minucie przedarł się jednak Emmanuel Olisadebe, ale strzelił obok bramki. Rywale byli skuteczniejsi. Pierwszy składny atak przyniósł im prowadzenie. Lider zespołu Hidetoshi Nakata z Parmy rozegrał piłkę z bardzo aktywnym i pomysłowo grającym prawym pomocnikiem Daisuke Ichikawą, którego dośrodkowanie odbił Tomasz Wałdoch. Nadbiegający Nakata uderzył natychmiast po ziemi, zaskakując zasłoniętego Jerzego Dudka strzałem w tzw. krótki róg.

Japończycy przejęli inicjatywę i byli zespołem lepszym. Bili Polaków zaangażowaniem w walkę. Przede wszystkim zaimponowali jednak organizacją gry i konsekwencją. Minęły już czasy, kiedy ich futbol był radosną improwizacją, a skośnoocy piłkarze nie rozumieli, co znaczy w sporcie słowo odpowiedzialność. Najlepszym zawodnikiem na boisku był wszechstronny Hidetoshi Nakata. Błyszczał szczególnie na tle pasywnego rozgrywającego naszej reprezentacji Piotra Świerczewskiego. Piłkarz Marsylii nie miał dnia i nie potrafił wykorzystać ochoty do gry Olisadebe – najbardziej zaradnego z zawodników Engela. Słabo grał także Radosław Kałużny, który widać zapomniał, że na tym właśnie stadionie rozegrał swój mecz życia, strzelając hat trick Białorusinom. Brak ogrania widać było w poczynaniach Tomasza Kłosa, Marka Koźmińskiego i Pawła Kryszałowicza. Z rezerwowych trudno będzie zbudować Engelowi silny zespół.

Najładniejszą akcję polskiej drużyny przeprowadził w 18 minucie Olisadebe, który otrzymał piłkę od Kryszałowicza, zręcznie obronił się przed atakami trzech rywali, przedryblował przez pół boiska i spod linii końcowej silnie zagrał do Kryszałowicza. Szybszy jednak był bramkarz Portsmouth Yoshikatsu Kawaguchi.

W 20 minucie miał miejsce przykry incydent. Tuż obok Jerzego Dudka upadła petarda, na szczęście tylko ogłuszając go na kilka minut. Bramkarz Liverpoolu szybko jednak doszedł do siebie i już w 38 minucie pokazał wielką lasę.

Po rożnym Nakaty dynamicznie główkował z 5 metrów Shinji Ono z Feyenoordu, ale Dudek obronił! Znakomicie nasz bramkarz spisał się również w 44 minucie, dosłownie wyjmując piłkę spod nóg nie- atakowanego przez nikogo Nakaty.

Wcześniej jednak Dudek musiał skapitulować. W 42 minucie po dośrodkowaniu Ichikawy błąd popełnił Tomasz Kłos, a Naohiro Takahara strzelił silnie do siatki.

Pierwsza połowa nie nastrajała więc optymistycznie. Polska przegrywała 0:2, a najlepszym jej zawodnikiem był bramkarz, który ustrzegł zespół przed stratą kolejnych dwóch goli. Po przerwie i kilku zmianach w składach obu drużyn mecz stał się bezbarwny. Obie drużyny stworzyły po jednej klarownej sytuacji podbramkowej i to… w tej samej, 80 minucie.

Najpierw główkę Takayuki Suzukiego obronił na linii bramkowej Radosław Majdan, a za moment po drugiej stronie podobny strzał Marcina Żewłakowa sparował na róg Kawaguchi.

Polacy nie mieli pomysłu na grę, nie wykreowali lidera, nie potrafili wykorzystać dorównującego Japończykom szybkością Olisadebe. Rywale też zadowolili się wynikiem, ale trudno wymagać, żeby zespół prowadzący 2:0 ryzykował otwartą grę.

Mówimy Japonia, a myślimy Korea: ten mecz był w pewnym sensie ostrzeżeniem właśnie przed Koreańczykami, z którymi Polacy spotkają się w grupie na MŚ. Wszak styl gry obu azjatyckich reprezentacji, współgospodarzy mistrzostw, jest podobny. Nieco optymizmu wniósł żartobliwym powiedzeniem jeden z doświadczonych trenerów mówiąc o polskich piłkarzach: – Wygrywać, to oni mają na mundialu, a teraz nich się uczą pokory.

*****

Gole
0:1 – Hidetoshi Nakata (10), 0:2 – Naohiro Takahara (42).

Składy
Polska: Jerzy Dudek (46, Radosław Majdan) – Tomasz Kłos, Tomasz Hajto, Tomasz Wałdoch (46, Jacek Bąk), Michał Żewłakow (46, Jacek Krzynówek) – Tomasz Iwan, Radosław Kałużny (79, Arkadiusz Bąk), Piotr Świerczewski (46, Bartosz Karwan), Marek Koźmiński – Emmanuel Olisadebe, Paweł Kryszałowicz (46, Marcin Żewłakow). Trener: Jerzy Engel.

Japonia: Yoshikatsu Kawaguchi – Naoki Matsuda, Tsuneyasu Miyamoto, Koji Nakata – Daisuke Ichikawa (71, Yasuhiro Hato), Kazuyuki Toda (80, Tomokazu Myojin), Hidetoshi Nakata, Junichi Inamoto (54, Takashi Fukunishi), Shinji Ono – Takayuki Suzuki, Naohiro Takahara (54, Tatsuhiko Kubo). Trener: Philippe Troussier.

Sędzia
Hermann Albrecht (Niemcy). Widzów: ok. 6 tys.

Autor artykułu: Marek Kondraciuk

Bąk setnikiem

Thursday, March 28th, 2002

Arkadiusz Bąk wszedł na boisko w 78 minucie za Radosława Kałużnego. Widzewiak nie miał wielu okazji wykazać się. Oddał strzał, ale najważniejsze, że stał się setnym reprezentantem z łódzkiego klubu.

– Co mogę powiedzieć o meczu. Pozytywem jest, że nie dostałem żółtej kartki – wyznał piłkarz, który w meczach ekstraklasy otrzymał ich już dziesięć. – Po czterech kolejnych spotkaniach, w których byłem karany, wreszcie mi się udało nie zobaczyć kartonika.

Na stwierdzenie trenera Korei Hiddinka, że Polacy grali bez zangażowania, łódzki setnik odparł: – Chyba ma rację. Ta porażka była nam potrzebna.

Autor artykułu: (jk, jusz)

Dni przed karierą

Wednesday, March 27th, 2002

Studenci i absolwenci uczelni spotykali się wczoraj z przedstawicielami pracodawców w ramach tzw. Dni Kariery, zorganizowanych po raz dziewiąty przez Komitet Lokalny
AIESEC. Halę przy ul. Stefanowskiego odwiedziło ponad trzy tysiące studentów.

– Nie spodziewaliśmy się aż tak dużego zainteresowania – mówi Jakub Zdrzalik, rzecznik prasowy projektu w AIESEC.

– Dni Kariery ukazują realia panujące na rynku pracy – mówi Dorota Barwińska, studentka prawa z Uniwersytetu Łódzkiego. – Można tu uzyskać praktyczne informacje o przyszłym zawodzie. Wiem też, czego można spodziewać się po pracodawcy.

Studenci nie pytali, jak napisać życiorys i wypełnić aplikację. Ten etap mają za sobą. Często natomiast pytali konsultantów firm o to, jak pokonać kilkustopniową rekrutację i czy łatwo jest otrzymać staż.

Swoje propozycje zatrudnienia przedstawiły firmy tak znane na rynku, jak: PricewaterhouseCooper, Unilever, Deloitte and Touche, Mars/Masterfoods Polska.

– Od siedmiu lat nasza firma organizuje wakacyjne praktyki w kilku działach – mówi Monika Misztal z firmy Mars/Masterfoods Polska. – W tym czasie zapewniamy praktykantom hotel w siedzibie firmy w Sochaczewie.

Agata Karwowska z firmy Deloitte and Touche, ocenionej po raz drugi jako najbardziej przyjazna studentom, uważa, że najważniejszy jest staż, który daje możliwość poznania struktury firmy od podszewki. Tylko wtedy można świadomie podjąć decyzję o podjęciu pracy.

Dziś ostatni dzień targów, którego atrakcją będzie test, pozwalający na określenie kwalifikacji kandydatów do otrzymania pracy w sektorze finansowym. Osoby, które przystąpią dziś do testu, powinny znać biegle język angielski i drugi język zachodni, studiować na kierunkach: rachunkowość, zarządzanie lub finanse i doskonale posługiwać się komputerem.

Wstęp na Dni Kariery jest bezpłatny.

Autor artykułu: (jxb)

Powracające wysypisko

Wednesday, March 27th, 2002

Na najbliższej sesji łódzcy radni będą od nowa dyskutować nad wniesieniem do spółki „Wybud” terenu przy ul. Brzezińskiej pod przyszłe wysypisko odpadów. Władzom miasta nie przeszkadza brak opinii mieszkańców działających w Radzie Osiedla „Nowosolna”. Tymczasem wcześniej uchwała została wycofana właśnie z powodu braku opinii okolicznych mieszkańców.

Działka, którą gmina zamierza wnieść do spółki, to wyrobisko po dawnej kopalni piachu. Zagraniczna spółka ma tam zbudować składowisko odpadów. Jej przedstawiciele już wykupili ziemie wokół, na których zamierzają urządzić tak zwaną strefę ochronną.

Poprzednią uchwałę Rady Miejskiej w sprawie przyszłego wysypiska radni uchylili z uwagi na brak wymaganej przepisami opinii tamtejszej rady osiedla. Zwrócił na to uwagę wojewoda.

Zdaniem urzędników, nie będzie przeszkód przy podejmowaniu od nowa uchwały w sprawie wysypiska dla Łodzi, nawet jeśli nie będzie wymaganej opinii. Twierdzą, że oficjalnie o nią poprosili, a Rada Osiedla „Nowosolna” nie dostarczyła jej w wymaganym terminie.

W rzeczywistości mieszkańcy napisali do urzędu pismo, w którym proszą o uzupełnienie informacji, bez których nie mogą wydać opinii.

– Mówi się o strefie ochronnej, ale nie wiemy konkretów na ten temat. Wątpimy, czy wycena wyrobiska jest właściwa i czy nie jest zawyżona. Nie wymienia się osób odpowiedzialnych za inwestycję – zauważa Mariusz Młynarski, przewodniczący RO „Nowosolna”. Zapowiada, że jeśli radni podejmą uchwałę, mieszkańcy Nowosolnej zaskarżą ją do wojewody.

Tymczasem radni opozycji mają wątpliwości, czy budowa składowiska do spółki z innymi inwestorami będzie opłacalna dla miasta.

– Koszt budowy wynosi około 80 mln zł. Uważam, że miasto jest w stanie go ponieść. Mamy obawy, że zagraniczny inwestor przejmie większość udziałów w spółce budującej wysypisko. Będzie miał prawo do większych zysków. Gmina mogłaby osiągnąć je sama, gdyby podjęła się samodzielnej budowy składowiska odpadów. Zarząd miasta jakby nie dostrzega takiej możliwości i bardzo mnie to dziwi – mówi Wojciech Michalski, radny opozycji.

Autor artykułu: (k)

Młodzi, uzależnieni, zagubieni

Wednesday, March 27th, 2002

Ponad dwa tysiące uczniów łódzkich szkół podstawowych i ponadpodstawowych wypełniło ankiety, dzięki którym określono, w jakim stopniu młodzież uzależniona jest od alkoholu, narkotyków, tytoniu, Internetu, i czy ktokolwiek stosuje wobec niej przemoc.

Badania przeprowadzono wśród uczniów od 12 do 18 roku życia, w dwóch etapach. W 1999 r. badano uzależnienie od alkoholu, narkotyków, tytoniu oraz „oswojenie się” z przemocą. W 2001 r. badania rozszerzono o uzależnienie od Internetu. Badania przeprowadzili pracownicy Instytutu Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego na zlecenie Urzędu Miasta Łodzi.

– Celem badań było postawienie diagnozy, jak wygląda problem uzależnień wśród łódzkiej młodzieży. Okazało się, że kontakt z alkoholem, szczególnie piwem miało już 88 procent 12-latków, z narkotykami zetknęło się 24 procent uczniów. Najczęściej zażywane narkotyki to marihuana i amfetamina. Tytoń paliło 68 procent młodzieży, a systematycznie pali około 20 procent ankietowanych. Z przemocą ze strony rówieśników zetknęło się 18 procent młodzieży. W grupie badanych uczniów 57 procent miało w domu komputer. Spośród nich 9,4 procent można uznać za uzależnionych od Internetu – wylicza prof. Zygfryd Juczyński z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego.

Młodzież, która korzysta z Internetu, często śpi w nietypowych porach, zaniedbuje higienę osobistą, ukrywa przed rodziną, co robi w wolnym czasie.

– Przyznam, że te wyniki mobilizują nas do działań profilaktycznych – mówi Maria Lewicka, dyrektor wydziału zdrowia UMŁ.

Zasadność prowadzenia działań profilaktycznych potwierdza też 65 procent badanej młodzieży.

Zdaniem dr Jana Chodkiewicza, psychologa z Instytutu Psychologii UŁ, osoby uzależnione przestają kontrolować swój czas, mają duże problemy z nawiązywaniem i utrzymaniem kontaktów z rówieśnikami i dorosłymi.

Artur Antczak z Miejskiego Ośrodka Profilaktyki Zdrowotnej powiedział, że po wakacjach prawdopodobnie ruszy program profilaktyczny, dotyczący uzależnienia od Internetu w łódzkich gimnazjach. Będzie miał charakter warsztatowy, terapeuci będą przekazywać młodzieży wiedzę o zagrożeniu.

Autor artykułu: (jxb)

Skośnoocy rywale

Tuesday, March 26th, 2002

Dziś przyjedzie do Łodzi piłkarska reprezentacja Japonii, która jutro o godz. 16.15 rozegra na stadionie Widzewa mecz z Polską. Choć spotkanie ma charakter towarzyski, wywołało niebywałe zainteresowanie. Akredytowano 130 dziennikarzy japońskich, co jest rekordem na tego rodzaju spotkaniach. Biura turystyczne zamówiły bilety dla 300 japońskich turystów.

Na łódzki mecz wybiera się także trener reprezentacji Korei, Holender Guus Hiddink. Przedstawiciele ambasady koreańskiej wydadzą dla niego uroczystą kolację w jednej z chińskich restauracji w Łodzi.

Relację z widzewskiego meczu przekażą trzy stacje telewizyjne: japońskie NHK i Asashi oraz Telewizja Polska. Spodziewanych jest też kilkudziesięciu dziennikarzy koreańskich, którzy interesować się będą szczególnie grą reprezentacji Polski – rywala Korei Południowej w czerwcowych finałach mistrzostw świata. Do wczoraj sprzedano 4,5 tysiąca biletów, w tym wszystkie na krytą trybunę w cenie… 300 złotych.

Ekipa rywali drużyny trenera Jerzego Engela zjawi się w Łodzi w samo południe. Goście zatrzymają się w „Grand Hotelu”. Najważniejszy warunek, jaki postawili: łazienki w pokojach muszą mieć wanny, a nie natryski.

Początkowo drużyna współgospodarza nadchodzącego mundialu miała przywieźć ze sobą kucharza, ale ostatecznie Azjaci zaufali łódzkiemu szefowi kuchni. Na dzisiejszy obiad Piotr Maksymowicz zaserwuje japońskiej ekipie – zgodnie z jej życzeniem – różnorodny asortyment pieczywa, rybę solę, piersi kurczaka z grilla, spaghetti, owoce, surowe i gotowane warzywa oraz oczywiście ryż. Oryginalne jak na polskie zwyczaje będzie śniadanie Japończyków: zjedzą bowiem… ziemniaki purée i ryż gotowany z warzywami.

Ciekawostką jest, że nie chcieli żadnych wędlin. Francuski trener Japończyków Philippe Troussier marzy, żeby podopieczni grali tak, jak jego rodacy – mistrzowie świata i Europy, ale, jak widać, do kuchni francuskiej jeszcze ich nie przekonał.

W porze meczu, a więc od godziny 16.15 Japończycy będą trenować na widzewskim stadionie. Troussier wyjątkowo zgodził się, żeby zajęcia mogli obejrzeć dziennikarze, ale tylko przez kwadrans. Później wokół boiska nie może się znajdować nikt spoza jego ekipy. Zwykle cały trening Japończyków odbywa się przy „drzwiach zamkniętych”.

Autor artykułu: (mk)