Archive for March, 2002

Monument za model

Monday, March 25th, 2002

Stowarzyszenie Budowy Pomnika Chwały Żołnierzy Armii Łódź otrzyma z kasy miasta 70 tys. zł. To prawie połowa kwoty potrzebnej do ustawienia monumentu w parku Helenów.

Zrealizowany w granicie pomnik ma kosztować około 150 tys. zł. Według optymistycznych prognoz mógłby być odsłonięty 1 września. Stowarzyszenie na razie zebrało 15 tys. zł. Pomoc w zbiórce funduszy zadeklarował ksiądz arcybiskup Władysław Ziółek. 28 kwietnia w katedrze odbędzie się msza w intencji żołnierzy Armii Łódź, po której zostanie przeprowadzona kwesta.

W ASP trwają prace nad ostateczną wersją pomnika. Zdaniem projektantki Agnieszki Gawlak, makieta w skali 1:3 będzie gotowa na przełomie kwietnia i maja. Niedługo ma być ogłoszony przetarg na wykonanie monumentu. Stowarzyszenie Budowy Pomnika Chwały Żołnierzy Armii Łódź apeluje do wszystkich ludzi dobrej woli o pomoc finansową. Wpłat można dokonywać na konto: PKO BP SA I Oddział Łódź, nr 10203352-158062-270-1.

Ideę budowy pomnika można wesprzeć, kupując modele poprzedniej wersji pomnika autorstwa Kazimierza Karpińskiego. Figury martwego żołnierza leżącego pod koniem wykonane z gipsu patynowanego kosztują 1 tys. zł (skala 1: 10) i 1,5 tys. zł (skala 1: 4) i są do nabycia w łódzkim Rynku Sztuki.

Patronat medialny nad budową sprawuje „Dziennik Łódzki – Wiadomości Dnia”.

Autor artykułu: (pi)

Marynarze Łodzi na sprzedaż

Monday, March 25th, 2002

Ukazała się unikatowa płyta wydana przez „Łódź Kaliską” i Kilogram Records. Na krążku znajdują się fragmenty całonocnej imprezy, która odbyła się w pubie „Łódź Kaliska” 20 stycznia.

W koncercie wzięli udział m. in. Marcin Świetlicki, Kasia Nosowska, Jacek Bieleński, Mikołaj Trzaska i Ziut Gralak. Z ponadpięciogodzinnego zapisu wybrano osiem utworów. Trzy Jacka Bieleńskiego, dwa krakowskiego zespołu Oczy Cziorne (nominowanego w tym roku do Fryderyków jako nowa twarz polskiej fonografii) oraz trzy Marcina Świetlickiego.

Niestety, decyzją producenta Kilogram Records na płycie nie zostały zamieszczone piosenki wykonywane na koncercie przez Kasię Nosowską ani łódzką grupę Cool Kids Of Death.

– Materiał, który ostatecznie znalazą się na płycie, był po prostu najbardziej spójny muzycznie – wyjaśniał Andrzej Kwietniewski z „Łodzi Kaliskiej”, współproducent albumu.

Jako bonus na płycie znalazł się wideoklip do hymnu Bieleńskiego „Marynarze Łodzi”, będący montażem filmów grupy artystycznej Łódź Kaliska, wypowiedzi rezydentów i przyjaciół klubu oraz zdjęć utrwalonych podczas koncertu. Płyta jest świetnie wydana, kolaże na okładce zaprojektował Andrzej Kwietniewski. Album jest do kupienia w kilku miejscach w Polsce. W Łodzi można go nabyć w pubie „Łódź Kaliska” oraz w kinie Charlie.

Autor artykułu: (ek)

Modelowa rywalizacja

Saturday, March 23rd, 2002

Miejski Ośrodek Kultury w Piotrkowie ogłosił czwarty z kolei konkurs modeli plastikowych i kartonowych. Głównym trofeum jest w nim puchar prezydenta miasta Andrzeja Pola.

Konkurs odbędzie się w dniach 27 i 28 kwietnia. Modele przyjmowane będą w pierwszym dniu, ale zgłoszenia przysłać należy do 20 kwietnia na adres: Miejski Ośrodek Kultury, al. 3 Maja 12, 97-300 Piotrków Trybunalski.

W konkursie uczestniczyć mogą modelarze pracujący w modelarniach Ligi Obrony Kraju i aeroklubów oraz nie zrzeszeni. Każdy uczestnik wystawić może najwyżej 2 modele w każdej klasie. Dokładnych informacji, także dotyczących regulaminu konkursu, udzielają Milena Szymczyk (732-52-37) i Maciej Pacho (0-601 130-648).

Autor artykułu: (mj)

Padły huty, brak roboty

Saturday, March 23rd, 2002

Bardzo smętne nastroje zapanowały w Fabryce Maszyn Szklarskich „Vitroma” S.A. w Piotrkowie. Upadłość zakładu jest już faktem, do końca marca syndyk wręczy wszystkim pracownikom wypowiedzenia umów o pracę.

Sąd Gospodarczy w Piotrkowie ogłosił upadłość „Vitromy” 25 lutego. Zrobił to na wniosek zarządu fabryki, który nie potrafił znaleźć pieniędzy na jej dalszą działalność.

Zakład przynosił ogromne straty, zadłużenie sięgnęło ponad 3 miliony złotych, nie licząc odsetek. Tymczasem majątek „Vitromy” może być wart najwyżej 4 mln zł i to czysto teoretycznie.

– Zakład jest wart tyle, za ile uda się go sprzedać – komentuje Henryk Lewandowski, syndyk masy upadłości piotrkowskiej „Vitromy”. – Wstępnie szacuję, że może to być nie więcej niż około 2,5 mln złotych.

W fabryce pracowało ostatnio 179 osób. Część już dostała wypowiedzenia umów o pracę, a wszyscy pozostali otrzymają je do końca marca. Okres wypowiedzeń jest skrócony do jednego miesiąca, co oznacza, że z końcem kwietnia zakład opustoszeje i wstrzyma wszelką produkcję. Od 2–3 lat była ona kompletnie nieopłacalna. – Do każdej tony wyprodukowanego wyrobu dopłacano tutaj 20–30 procent
– powiedział nam syndyk Lewan-dowski.

Przyczyny tego były prozaiczne: przestarzałe technologie i brak zamówień. Maszyny mają średnio po 28–30 lat. Fabryka produkowała maszyny dla hut szkła. A że przemysł szklarski padł praktycznie w całej Polsce, to i los piotrkowskiego zakładu był przesądzony.

Jaki natomiast los czeka 179 zwolnionych pracowników „Vitromy” – dokładnie nie wiadomo. Syndyk zapewnia, że wszyscy dostaną odprawy. Czy są na to pieniądze? – Pożyczę je z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych – mówi Henryk Lewandowski.

– Wielu zwalnianych z pewnością przyjdzie się do nas zarejestrować – martwi się Henryka Gawrońska, kierownik Powiatowego Urzędu Pracy w Piotrkowie.

Obecnie syndyk inwentaryzuje majątek fabryki i przeprowadza rozpoznanie rynku. Najlepszym rozwiązaniem byłoby, oczywiście, sprzedanie zakładu w całości, ale wydaje się to mało prawdopodobne. Zdaniem syndyka, łatwiej będzie spieniężyć poszczególne jego części. Całe postępowanie upadłościowe może potrwać około 3–4 lat.

Fabryka Maszyn Szklarskich „Vitroma” SA w Piotrkowie była jednoosobową spółką Skarbu Państwa. Zakład powstał w drugiej połowie lat czterdziestych. W początkach swej dzialalności produkował… kieraty. Okres swojej świetności przeżywał w latach siedemdziesiątych, kiedy to pobudowano nowe obiekty i postawiono w nich nowoczesne na owe czasy maszyny.

Autor artykułu: Marek Obszarny

Terlecki czeka na Widzew

Saturday, March 23rd, 2002

Po piątkowym treningu wyjechali do Olsztyna piłkarze Widzewa.

W sobotę o godz. 14.30 zmierzą się z tamtejszym Stomilem.
W stosunku do kadry ze zwycięskiego meczu ze Śląskiem ubył odsunięty za czwartą żółtą kartkę Marcin Morawski, którego w drugiej linii zastąpi Dariusz Szubert.

Spotkają się dwie drużyny, które nie przegrały meczu w rundzie wiosennej. O dziwo, serial Stomilu jest nawet dłuższy, bo olsztynianie są bez porażki od 7 meczów.

Sensacyjne zwycięstwo 2:1 w Grodzisku wyniosło ich w tabeli nad spadkową kreskę. Trener Jerzy Fiutowski nię będzie dokonywał zapewne wielu zmin, w stosunku do tak udanego meczu, choć po pauzie za kartki ma już do dyspozycji Abela Salami i Dariusza Preissa. Nie są jeszcze w pełni sił rekonwalescenci Sławomir Święcicki i ekswidzewiak Artur Szymczyk. Prawdopodobny skład: Wyłupski – Kłosowski, Lenart, Kościuczuk, Januszewski – Kwiatkowski, Szulik, Radziwon, Preiss – Terlecki, Ilic.

Tak dobra passa z pewnością sprawi, że znów pojawi się dużo widzów, którzy będą chcieli zobaczyć, jak Maciej Terlecki poradzi sobie z byłymi kolegami.

Widzewiacy zdają sobie sprawę, że będzie to trudny mecz. Tym bardziej że po spotkaniach z Górnikiem i Śląskiem bardziej cieszył dorobek punktowy niż forma łodzian. Są też obawy o stan boiska, gdyż w meczach z Zagłębiem i Śląskiem nawierzchnia była pozbawiona trawy, grząska i nierówna. Ponoć jest już nieco lepiej.

Dodajmy jeszcze, że Stomil nigdy nie spadł z ekstraklasy, do której awansował w 1994 roku. W siedmiu dotąd rozegranych meczach w Olsztynie widzewiacy wygrali dwukrotnie po 1:0 w 1996 roku (po golu Michalczuka oraz w sezonie 1997, po strzale Bogusza), dwa razy zremisowali oraz ponieśli cztery porażki. Wiosną ubiegłego roku Stomil pokonał Widzew 1:0, po golu Cecota w ostatniej minucie przed przerwą. Gospodarze mówili, że zadecydował o tym warmińsko – mazurski charakter…

Autor artykułu: Bogusław Kukuć

“Frytka”, poszła na całość

Friday, March 22nd, 2002

– Dostali ode mnie to, czego chcieli, jestem gotowa na wszystko – powiedziała partnerom z „Big Brothera Bitwa” Agnieszka Frykowska, po tym, jak uprawiała seks na oczach telewidzów. W zamian chce przepustki do kariery aktorskiej, sławy i popularności.

By dorównać tym „wielkim” Frykowskim, w cieniu których wyrastała.

Na starcie trzeciej edycji „Big Brothera” wydarzyła się rzecz bez precedensu w polskiej telewizji: dwoje uczestników programu, Agnieszka Frykowska i Łukasz Wiewiórski, uprawiało miłość w łazience na oczach trzech i pół miliona telewidzów. Za emisję tych pikantnych scen Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nałożyła na stację TVN karę w wysokości 300 tysięcy złotych. TVN uznał tę decyzję za „błędną i krzywdzącą” i odwołuje się do sądu. Tymczasem media zainteresowały się ową 25-letnią łodzianką, która bez skrępowania „poszła na całość”.

– Mnie nie przeszkadza, że to zrobili. Ona jest ładną dziewczyną, on jest ładnym chłopakiem i tych dwoje ładnych ludzi coś zrobiło. To jest jak film – mówi matka Agnieszki, Anna Toth.

Droga do raju

– To była zawsze przebojowa dziewczyna, która wiedziała, czego chce. Nie zdziwiłam się tym, co się stało – mówi Małgosia, koleżanka z prywatnego Policealnego Studium Gastronomii, Hotelarstwa i Turystyki w Łodzi.
Agnieszka ukończyła tę szkołę w roku 1998.

– Nie chcemy rozmawiać na temat Agnieszki, gdyż nie zależy nam, by łączono naszą szkołę z tą sprawą – oświadczyła wicedyrektor studium. To samo usłyszeliśmy w salonie firmy Idea przy ul. Zgierskiej, gdzie Agnieszka pracowała przez dwa i pół roku po ukończeniu szkoły. Była tam „doradcą biznesowym”, czyli, innymi słowy, sprzedawczynią telefonów komórkowych. Powiedziano nam tylko, że była oceniana wysoko, gdyż łatwo nawiązywała kontakt z klientami. Nie o takiej karierze jednak myślała.

„Agnieszka marzy o aktorstwie i bardzo chciałaby studiować w łódzkiej szkole filmowej. Wierzy, że marzenia się spełniają. Ma nadzieję, że program „Big Brother Bitwa” otworzy jej drzwi do popularności i kariery” – czytamy w życiorysie dziewczyny, opublikowanym na stronach internetowych programu „Big Brother”. W innym miejscu dziewczyna wyznała, że udział w programie to dla niej droga do raju.

Piętno nazwiska

Agnieszkę ciągnie do filmu. Może dlatego, że nosi nazwisko, które przeszło do legendy kina, choć rozsławiły je wydarzenia tragiczne.

Dziadek Agnieszki, Wojciech, był przyjacielem Romana Polańskiego i wyjechał w ślad za nim do Stanów Zjednoczonych, gdzie w roku 1969 został zamordowany przez bandę Mansona. Ojciec operator Bartek Frykowski, zginął trzy lata temu w niejasnych okolicznościach w dworku Karoliny Wajdy pod Wyszkowem. Agnieszka to dziecko nieślubne: gdy się rodziła, Bartek Frykowski miał 17 lat i chodził jeszcze do szkoły średniej.

– Któregoś dnia Bartek powiedział nam, że się zakochał i chce się ożenić. Usiłowaliśmy mu to wyperswadować, bo uważaliśmy, że to za wcześnie, on nie był nawet pełnoletni. W końcu postawił na swoim, ale potem jakoś się rozeszło po kościach. Nie wiem, czy to on się rozmyślił, czy ona – wspomina Maciej Frykowski, stryj Bartka.

Praca w show-biznesie

Bartek dał Agnieszce swoje nazwisko, ale początkowo w ogóle nie interesował się nią, a później, gdy dorosła, rzadko się z nią spotykał. Jego rodzina nie utrzymywała z dziewczyną kontaktu.

– Zobaczyłem ją dopiero na pogrzebie jej ojca. Bartek też się odsunął od naszej rodziny, był bardziej związany z matką – mówi Maciej Frykowski.

– Pamiętam, że Bartek Frykowski kiedyś przyjechał do Agnieszki i powiedział, że zabierze ją na plan filmu „Ogniem i mieczem”, przy którym pracował – mówi Małgosia, koleżanka ze szkoły.

Anna Kosmala też nie zajmowała się córką. Zostawiła ją matce nauczycielce i ruszyła „w świat”, do Warszawy i do Niemiec. Wyszła za mąż za Węgra nazwiskiem Toth i urodziła córkę, której dała imię Rozalia. (Takie samo imię nosi druga córka Bartka, co jest źródłem licznych pomyłek.) Swoim drugim dzieckiem Anna Toth też nie zajmowała się zbyt pilnie: dziewczynka, gdy była w ósmej klasie szkoły podstawowej, uciekła z domu. Agnieszka Frykowska mieszkała z babcią w bloku na Dąbrowie, do czasu, gdy jako dorosła osoba zamieszkała z chłopakiem w wynajętym mieszkaniu na Retkini.

– Agnieszka nigdy nie opowiadała ani o ojcu, ani o matce – mówi kolega z firmy Idea.

Matka dziewczyny przyznaje, że nie zajmowała się córką.

– Nie mogę wiele opowiedzieć o Agnieszce, bo jestem od 15 lat wiecznie gdzieś za granicą. Musiałam pracować, bo ktoś musiał utrzymywać ten dom i chciałam mamie pomagać. Myślę, że nie byłam złą matką. Agnieszka ma dobrą prywatną szkołę i zwiedziła świat. Nie była nigdy głodna, myślę, że żyła nawet ponad stan. A ja nie prosiłam nigdy nikogo o pieniądze. Dobrze sobie daję radę, staram się w każdym razie – mówi.

Czym dokładnie się zajmuje, tego nie chce ujawnić.

– Też mam coś wspólnego z show-biznesem. Jestem organizatorem pewnych rzeczy, ale nie będę opowiadać jakich, bo powiedzą, że to ja namówiłam Agnieszkę do tego wyskoku – mówi Anna Toth. Być może zagości teraz w Polsce na dłużej, gdyż „zerwała kontrakt, a tam, jak się zerwie kontrakt, a nie jest się obywatelem niemieckim, to nie ma czego szukać”.

Silne wrażenia

Matka Agnieszki twierdzi, że córka sama zdecydowała się na występ w „BB” i wyłącznie z własnej inicjatywy poszła z Łukaszem. O angażu córki dowiedziała się będąc w Niemczech, tuż przed premierą. Szybko przyjechała do Polski.

– Widziałyśmy się tylko przez chwilę, Agnieszka była już na walizkach – mówi.

Anna Toth jest dumna z córki.

– Zrobiła coś, czego nikt inny nie zrobił. Ma siłę przebicia. Zresztą to był jedyny sympatyczny wątek w tym całym „Big Brotherze”, chociaż erotyczny – mówi.

Nie wiadomo, kogo miała na myśli Agnieszka Frykowska mówiąc o tym, że „dostali, co chcieli”. Można to rozumieć na dwa sposoby: albo uważa, że zaspokoiła oczekiwania telewidzów, albo twórców „Big Brothera Bitwa”.

Rzecznik TVN Andrzej Sołtysik twierdzi, że Agnieszka i Łukasz baraszkowali przed kamerami z własnej inicjatywy.

– To nie był zwykły seks, serduszka też biły. Jak moglibyśmy zaplanować coś takiego? Oni nie są przekupionymi przez nas statystami. Dobór uczestników trzeciej edycji „BB” nie różni się od poprzednich – zapewnia Andrzej Sołtysik.

W powszechnym odczuciu dobór uczestników do „Bitwy” jest jednak nieco inny – mężczyźni częściej manifestują agresję, kobiety chętniej obnażają się. Można przypuszczać, że TVN postanowił dostarczyć widzom silniejszych wrażeń niż we wcześniejszych edycjach „BB”, tym bardziej że druga edycja miała niższą oglądalność niż pierwsza.

Anna Toth uważa, że scena kąpielowa Łukasza z Agnieszką to nie koniec atrakcji erotycznych, jakie szykuje widzom „Wielki Brat”. Być może w innym wykonaniu, gdyż stosunki między Agnieszką a Łukaszem wyraźnie się popsuły.

– Myślę, że czekają na drugie mocne uderzenie i ja liczę, że Agnieszka się z tego nie wycofa, bo jak powiedziała A to powinna powiedzieć B – mówi Anna Toth.

Autor artykułu: Paweł Spodenkiewicz

Pamiętny kształt kaloryfera

Friday, March 22nd, 2002

Dzięki telefonowi anonimowego informatora policjanci z Wydziału Kryminalnego KWP w Łodzi zatrzymali trzech mężczyzn podejrzanych o porwanie dla okupu Romana B., łódzkiego biznesmena z branży metalowej – ustaliliśmy nieoficjalnie.

12 lutego w Łodzi gangsterzy przebrani w policyjne mundury zablokowali przedsiębiorcy drogę, kiedy ten jechał do pracy. Został skrępowany i wrzucony do bagażnika. Policja ustaliła, że był więziony w domu na Bałutach.

Biznesmen miał wprawdzie oczy zaklejone taśmą, ale doskonale zapamiętał kształt kaloryfera, do którego go przykuto kajdankami, listew i klepek podłogowych, a także rozkład mieszkania.

Bandyci kontaktowali się z rodziną porwanego z jego telefonu komórkowego, żądając 1 miliona dolarów okupu. Rodzina przestała współpracować z policją i zapłaciła 300 tys. dolarów. Roman B. został uwolniony przez gangsterów po dwóch tygodniach.

Wczoraj policja zatrzymała trzech młodych mężczyzn podejrzewanych o porwanie. Byli karani za kradzieże samochodów i włamania, jednego z nich poszukiwano dwoma listami gończymi. W ich mieszkaniach znaleziono policyjne mundury, amunicję do broni dużego kalibru i notatnik skradziony Romanowi B. w czasie porwania. Nie odzyskano jednak 300 tys. dolarów.

Jarosław Berger, rzecznik łódzkiej policji, odmówił potwierdzenia naszych ustaleń.

Autor artykułu: (sj)

Koniec fabryki Geyera

Thursday, March 21st, 2002

Zbankrutowały zakłady „Eskimo”, jedna z największych swego czasu fabryk bawełnianych w regionie, dawniej „Ludwik Geyer SA”. Na wniosek dostawcy bawełny ze Szwacjarii, jednego z licznych wierzycieli fabryki, sąd ogłosił właśnie jej upadłość. Długi „Eskimo” przekroczyły 21 mln zł.

– To dwa razy więcej niż wynosi wartość majątku zakładów – mówi Wojciech Tatarek, syndyk „Eskimo”. 370-osobowa załoga straci pracę.

– Pracuję przy krosnach za 700 złotych miesięcznie, na trzy zmiany. Od pięciu lat nie było podwyżek. Teraz, po 35 latach pracy, mam iść na bruk – skarżyła się wczoraj Danuta Galińska, tkaczka.

Upadłość grozi kilkunastu innym dużym firmom w naszym regionie, m.in. „Wutechowi” w Głownie, „Metalowi” w Radomsku, tomaszowskiej „Pilicy”, łódzkim „Polmerino” i „Famidowi” .

– To efekt upadku przemysłu lekkiego w regionie – mówi Wiesława Jałkiewicz, asystent syndyka „Famidu”.

Lada tydzień sąd ma rozpatrzyć wniosek o upadłość łódzkiego „Progazu”. O przetrwanie walczą jeszcze m.in. łódzkie firmy „Uniontex” i „Próchnik”, zgierski „Zeltor” i pabianicki „Pamotex”.

W ostatnich pięciu latach upadła ponad jedna trzecia przedsiębiorstw państwowych w Łódzkiem. Na 140 firm podlegających wojewodzie, 12 jest w likwidacji, a 55 w upadłości!

– W ostatnich 12 latach pracę w przemyśle lekkim naszego regionu straciło 100 tysięcy osób – szacuje poseł Zbigniew Kaniewski.

3 tys. pracowników 145 upadających zakładów w woj. łódzkim dostało w zeszłym roku odprawy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Dostaną je też tkaczki z zakładów „Eskimo”, ale nie od razu: w łódzkim Biurze Terenowym FGŚP zaległości w wypłatach odpraw wynoszą około półtora miesiąca.

Autor artykułu: (lesz, pp, pas)

Zbiera się Rada Miejska

Wednesday, March 20th, 2002

Dzisiejsza, XLVI sesja Rady Miejskiej rozpocznie się o 9.30. Radni zapoznać się mają m.in. z wykonaniem w ub. roku programów pomocy społecznej oraz integracji ludzi niepełnosprawnych z miejską społecznością.

Najważniejszym jednak zadaniem czekającym radnych będzie uchwalenie tegorocznego budżetu Piotrkowa, jak również planu inwestycji drogowych, tak w mieście potrzebnych. Sesja, przypominamy, jest otwarta.

Autor artykułu: (mj)

Wielkanoc w opoczyńskim stylu

Wednesday, March 20th, 2002

Wielkanocny koszyczek „po opoczyńsku” powinien wyglądać pięknie. Wypada, by oprócz pisanek znalazła się w nim gustowna serwetka, palemka, a także niewinny baranek. Tak samo powinien też być przystrojony stół do wielkanocnego śniadania. Najlepiej, gdy ozdoby wykonane są własnoręcznie, choć sztuka ta powoli zanika.

Kultywują ją nadal członkinie Oddziału Stowarzyszenia Twórców Ludowych działającego przy Muzeum Regionalnym w Opocznie. W piotrkowskim Miejskim Ośrodku Kultury na wczorajszym wielkanocnym kiermaszu prezentowały one swoje wyroby.

Za drobną opłatą wejść można było stać się właścicielką oryginalnych baranków, wydmuszek zdobionych misternymi wzorami, drewnianych bocianów, ręcznie haftowanych serwet i licznych ozdób wykonanych ze… sznurka do snopowiązałki.

Kiermaszowi towarzyszyły „lekcje etnograficzne” przygotowane specjalnie dla najmłodszych gości. O tradycjach regionu, sposobach wykonywania ozdób i obrzędach wielkanocnych opowiadał Zbigniew Sygut z opoczyńskiego muzeum.

Autor artykułu: (kps-s)