Zaległy mecz piątej kolejki ekstraklasy wzbudził w Łodzi duże zainteresowanie. Ponieważ kibice gości nie dojechali, organizatorzy zdecydowali się wpuścić widzów także na sektor widowni przeznaczony dla fanów drużyny przyjezdnej.
Magnesem dla łodzian był chyba fakt, że po raz pierwszy w naszej lidze w jednej drużynie wystąpiło jednocześnie aż czterech Brazylijczyków. Dla Hermesa był to debiut w polskiej ekstraklasie. Cała czwórka prezentowała dobre wyszkolenie techniczne, a ponieważ piłka słucha też Grzelaka i Terleckiego, to oglądaliśmy sporo finezyjnych zagrań.
Znacznie gorzej było z organizacją gry, zgraniem łódzkiego zespołu. Pod tym względem goście prezentowali się lepiej. Amica grała spokojnie, uważnie i nie rezygnowała z kontrataków, które były groźne. Momenty nieuwagi łodzian wykorzystywał zwłaszcza Grzegorz Król, który nękał obronę łodzian.
Do przerwy łodzianie atakowali częściej i stworzyli kilka sytuacji bramkowych. Już w 4 minucie Piotr Włodarczyk i Miodrag Adjelkovic zmarnowali wyborną szanę. Serbski napastnik miał wyraźnego pecha w 11, 24 i w 32 minucie, gdy po jego płaskim strzale piłka minęła o centymetry slupek bramki Amiki.
Goście jeszcze przez kwadrans wytrzymywali napór widzewiaków i nawet poczynali sobie coraz śmielej w ataku. Ale łodzianie byli tego dnia wyjątkowo zdeterminowani.
Nie speszył ich przegrany pojedynek sam na sam Grzelaka z Szamotulskim w 56 minucie. Jakby symbolem walecznej postawy był Maciej Terlecki. To właśnie on zainicjował atak w 66 min, po którym zmienił się wynik. Dośrodkowanie z prawej sprzed linii końcowej trafiło na głowę Roberta Dymkowskiego, który trzy minuty wcześniej zastąpił Włodarczyka. Ten doświadczony napastnik zdobył pięknego gola, mimo, że atakował go reprezentant Gruzji Mamia Jikija. W 78 minucie piłka po strzale Dymkowskiego trafiła w poprzeczkę bramki Szamotulskiego. Napastnik łodzian przypomniał, że ma teraz strzelonych najwięcej goli w ligowej karierze (wcześniej w Pogoni, razem aż 72).
W końcówce medaliści poprzedniego sezonu walczyli ambitnie o wyrównanie i dopięli swego. W przedostatniej minucie doprowadził do remisu pozostawiony bez opieki w polu karnym Jacek Dembiński.
Widzew gra coraz ładniej, ale wciąż mało skutecznie. Końcowe minuty w dwóch kolejnych meczach zadecydowały, że łodzianie nadal są w dolnej części tabeli, a nie w czołówce, na którą ich stać.
Wypada podkreślić, że mecz toczył się na dobrym poziomie w sportowej atmosferze, a powitanie byłych widzewiaków Dembińskiego, Bajora i Gęsiora było wspaniałe. Gospodarze wystąpili w nowych koszulkach z reklamą „Indesit”.
*****
Gole
1:0 – Dymkowski (66, głową)
1:1 – Dembiński (89)
Składy
Widzew: Ludwikowski – Ciesielski, Węgrzyn, Monteiro – Giuliano, Batata, Terlecki, Hermes (68, Rachwał), Grzelak – Andjelkovic, Włodarczyk (63, Dymkowski). Trener: Franciszek Smuda
Amica: Szamotulski – Bieniuk, Bajor, Jikija, Skrzypek – Sokołowski (72, Djakovic), Gęsior, Burchardt (73, Sobociński), Zieńczuk – Dembiński, Król (82, Ława). Trener: Mirosław Jabłoński
Kartki
Źółte: Monteiro (czwarta, nie zagra z Lechem), Batata (obaj Widzew), Bieniuk (Amica)
Sędzia
Antoni Fijarczyk (Stalowa Wola). Widzów ponad 10 tysięcy.
Autor artykułu: Bogusław Kukuć